Wstęp (ależ to oficjalnie brzmi)

A więc zdecydowane! Piszę tego bloga! Za bardzo nie wiem od czego zacząć, bo ze mną tak jest zawsze: najpierw mam całą głowę myśli, a potem nie wiem jak to wszystko ując i napisać. Pewnie wyjdzie bez sęsu, więc od razu możecie mnie olać i nie czytać dalej… Pewnie was to itak nie obejdzie tak jak wszystkich innych…
Nie interesują mnie blogi za bardzo. Zawsze mi się wydawało, że piszą je nastolatki, które to mają problemy typu: „Rzucił mnie chłopak…”, „W co ja się ubiorę na jutrzejszą randkę, jak pomaluję…”, „Co ja zrobię, on (ona) mnie nie chce…” lub inne tego typu „wielkie problemy”. No może dla mnie też takie problemy byłyby wielkie, ale ja takich nie mam, a tak bardzo wolę takie mieć, ja mam inne… Taka myśl, by wogóle pisać bloga pojawiła się u mnie po przeczytaniu „Pamiętnika Zmarłego”, to był bardzo interesujący blog (nie sądzę oczywiście, że mój będzie interesujący, nie taki jest mój cel) i wtedy właśnie dotarło do mnie że blogi mogą być ciekawe, jednak mimo to, itak nie chce mi się ich czytać [szczerość]. Ale będę pisać! Ja nie umieram tak jak autor tamtego bloga, jestem zdrowym człowiekiem i za to dziękuję Bogu. Prznajmniej za to…
No ale może trochę o mnie. Jeśli spodziewacie się tu jakiegoś interesującego chłopaka, to niestety możecie sobie odpuścić… nie znajdziecie tu takiej osoby i wogóle możecie tego nie czytać… Być może nawet niepotrzebnie to piszę, zajmuję miejsce tak bez sęsu, ale może przelanie swoich uczuć, myśli, smutków na ekran mi pomoże… Kogo tu znajdziecie? To trudne pytanie… ja zadaję je sobie codzień, sto razy dziennie, milion razy dziennie… Jestem dziewczyną… fizycznie jestem dziewczyną… psychicznie jestem mężczyzną… (Dlatego celowo staram się nie używać żeńskich i męskich końcówek tak długo jak to możliwe). Bo jak mam o sobie pisać? No nie wiem, nie wiem, nie wiem kim jestem!!! Czy jestem transseksualistą? Trudno powiedzieć chyba nie do końca, różnię się o tyle, że ciało mi w sumie aż tak nie przeszkadza (no dobra, może troszeczkę), ale wiem, że fizycznej płci nie zmienię… chyba tego nie potrzebuję, boję się, nie chcę przechodzić operacji, a jeszcze bardziej nie chcę smucić rodziny… po prostu nie… Ale tego kim (a może raczej czym) jestem nie zmienię… Piszę tego bloga, bo jest mi z tym źle. Oczekuję… Zrozumienia? Nie. Tego nie da się zrozumieć jeśli ktoś sam tego nie przechodzi, a wątpię by ktokolwiek tak się czuł. Oczekuję tylko trochę akceptacji: ot po prostu, jest taka osoba, ok, jest „inna” i tyle. Chce wam powiedzieć, że jestem gdzieś… żyję gdzieś może obok was… i cierpię, bo czuję sie źle w tej sytuacji… Nie chcę za bardzo użalać się tutaj nad sobą i nie zawsze będę pisać o tym co czuję w związku z moją sytuacją. Może napiszę też jak wygląda moje życie.
A imię… Benjamin, które sobie sam (sama) nadałem (nadałam)… fascynuje mnie. Bo ktoś mi kiedyś powiedział, a może gdzieś taki pisało, że imię to przynosi szczęście. Zapadło mi to w pamięć, bo przydało by mi się trochę szczęścia. No bo spróbujcie sobie wyobrazić, że nie możecie być osobą którą w głębi serca jesteście, że nie możecie zachowywać się tak jak chcecie, że nie możecie ubierać się tak jak chcecie! No bo przecież na ważną imprezę nie wyskoczę w garniturze :'( Ale z drugiej strony wolę umrzeć niż ubrać się jak dziewczyna. Dlatego ubieram się chyba dziwnie. Słyszę te szepty typu: „Jak ONA wygląda, nie umie się ubrać” i to boli… boli, bo oni nie wiedzą dlaczego tak wyglądam, nie chodzi o to, że nie umiem się ubrać, chodzi o to, że tak jak powinno być „normalnie” się nie ubiorę, to tak jakby zmusić mężczyznę by się ubrał w kobiece ciuchy, umalował i sobie najnormalniej żył! Wiele razy zastanawiam się dlaczego jestem takim człowiekiem. Tak wiele chętnie oddałbym (oddałabym) by być „prawdziwym” mężczyzną, albo nawet „prawdziwą” kobietą, ale by być kimś! A kim ja jestem… nikim, bo nawet nie wiem kim lub czym jestem… I dziwię się ludziom, którzy są np. śmiertelnie chorzy i gdy ktoś ich pyta czy zadają sobie pytanie „Dlaczego ja?” oni odpowiadają, że nie, że nigdy sobie tego pytania nie zadawali… Bo ja zadawałem (zadawałam) je sobie milion razy, każdego dnia wraca ono do mnie… Dlaczego inni są „normalni” a ja jestem takim człowiekiem? Dlaczego i za co muszę się każdego dnia tak męczyć? To co dla innych może być normalne dla mnie jest katorgą, bo muszę się dostosować, ubrać nie zupełnie tak jak chcę, zachowywać inaczej niż się czuję, udawać przynajmniej normalnego człowieka, co itak najlepiej mi nie wychodzi chyba…
No ale może to na razie starczy, itak dużo już zostało napisane. Resztę… którą muszę wyrzycić z siebie, napiszę jeszcze stopniowo i przy okazji…
Edit 7.02.2006r.: Po prawie 2,5 roku czas najwyższy coś sprostować… Ten blog dał mi trochę odpowiedzi, wiem już teraz więcej. Tak, jestem transseksualistą, już nie może, a na pewno. I oczywiście, że chciałbym mieć męskie ciało, bo który facet by nie chciał? Nie wiem kogo starałem się przekonać pisząc, że może nie jest mi to potrzebne… jest i chyba niczego bardziej nie pragnę… ale się boję… i chyba już zawsze będę…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.