Queen

Wczoraj wygrzebałem z najgłębszych schowków kasety zespołu Queen… nie wiem dlaczego, nie słucham od dawna kaset (bo płyty są wygodniejsze do odtwarzania), no i nie słuchałem od dawna Queen. Ale wczoraj po prostu chciałem właśnie ich posłuchać…
To była muzyka na której się wychowałem… kiedy byłem mały niczego innego nie słuchałem (bo niczego innego nie znałem ;) ). Dużo dla mnie znaczy ten zespół, ta muzyka… Mój pierwszy ulubiony zespół… Freddie Mercury – mój pierwszy idol… Kiedy zmarł, to… to byłem za mały by to zrozumieć… Ale kiedy byłem na tyle duży i zrozumiałem, to… to właśnie wtedy pierwszy raz płakałem z powodu czyjejś śmierci… Niby ktoś sławny i nie znany osobiście… ale w moim przypadku nie ma to znaczenia… tak jak pisałem przy okazji notki o idolach (30.03.2004r.) w pewien sposób kocham… Po prostu czułem się tak jakbym stracił kogoś bardzo ważnego… i tak właśnie było…
Potem jeszcze raz mi się to przydażyło… znów zmarł ktoś (też trochę znany), kto wiele dla mnie znaczył…
i…
też na HIV…
co za ironia…
!@#$%^&*!@ HIV!
!!!!!!!!!!!!!!!!
Byli za młodzi na śmierć!
!!!!!!!!!!!!!!!!
Nie boję się śmierci!
Boję się śmierci bliskich!
I „dalekich”!
!!!!!!!!!!!!!!!!
Przy tej okazji zastanawiałem się, czy jeśli istnieje jakieś „życie po życiu”, to czy oni wiedzą, że dużo dla mnie znaczyli, nadal znaczą i zawsze będę o nich pamiętać? Mam nadzieję, że tak jest…
*** *** ***
W tym miejscu chciałem napisać jaką piosenkę Queen lubię najbardziej… ale nie wiem… nie wiem… lubię wiele ich piosenek ‚najbardziej’…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.