Kolejny sen…

Miałem znowu dziwny sen…
Byłem dwudziestoparoletnim przystojnym [ ;) ] mężczyzną. Pracowałem chyba w firmie zajmującej się sprzedażą nieruchomości i postanowiłem, że sam sprawdzę jeden duży dom, który to podobno miał być nawiedzony, w co ja oczywiście nie wierzyłem. Zdecydowałem, że się tam wprowadzę. Na miejscu okazało się, że w domu mieszkają jacyś ludzie (co mnie tylko trochę zdziwiło – dziwne, no ale to był w końcu tylko sen). Mieszkały tam trzy kobiety – siostry i mężczyzna, kochanek jednej z nich. Jedna z sióstr miała czarne, długie włosy i to jej pozostałe się słuchały (chyba była najstarsza), druga miała długie, rude (a wręcz czerwone) włosy, a trzecia miała włosy jasno rude i niezbyt długie. Wszystkie były w podobnym wieku – po trzydziestce gdzieś tak. Ta czarna ‚szefowa’ była w związku z tym facetem, co więcej zdawało mi się, że ona ma na mnie oko (ale potem już nie byłem pewien czy ona). Co się działo kolejno później to dokładnie nie pamiętam, robiliśmy jakieś badania (ja i moi znajomi, nie mieszkańcy tego domu) i miały miejsce różne dziwne sytuacje, które potwierdzały, że rzeczywiście z domem jest coś nie w porządku. Nie wiem w którym momencie zorientowałem się, że robi się niebezpiecznie, a ja jestem sam, a te siostrzyczki są dziwne… Bo były to czarownice. Najbardziej dziwił mnie tylko ten facet, on musiał to wszystko wiedzieć, a nadal z nimi był. Chciałem się wynieść stamtąd jaknajszybciej, zaplanowałem, że zrobię to rano, a przez noc się spakuję. Martwiłem się o tego faceta, nie chciałem go zostawiać, bo był w porządku, ale dał mi do zrozumienia, że on wie i nigdzie nie pojedzie, moim zdaniem był ślepo zakochany w tej czarnej. Robiło się coraz bardziej niebezpiecznie i postanowiłem zwiać natychmiast, bez rzeczy, a nie rano. Zatrzymała mnie ta trzecia (jasnoruda), więc musiałem udawać, że wszystko jest ok, ale ona wiedziała… skaleczyła mnie w rękę, wiedziałem, że muszę natychmiast uciekać, bo ona coś mi zrobi. Potem pocałowała mnie i znowu mnie skaleczyła, w brodę. Wyrwałem się i zacząłem uciekać, nie było wyjścia. A ona śmiała się i krzyczała: „Tak, uciekaj” więc wiedziałem, że nie da mi uciec… Dobiegłem do jakchś domów i nagle zobaczyłem groźnego psa za niezamkniętą bramą, chciałem się cofnąć, za mną szedł chłopak i razem weszliśmy za inne ogrodzenie, ale ono też miało niezamkniętą bramę, którą mogłem wcześniej szybko zamknąć gdybym pomyślał… pies już był jakieś 3 metry od nas. Zaczęliśmy się cofać i nagle zobaczyłem mnóstwo psów, wilków itp. wiedziałem, że to sprawka tej czarownicy i że już po nas… pomyślałem tylko, że ten chłopak jest niewinny, a zginie przezemnie. Budząc się obiecałem sobie na wpół śpiąc na wpół na jawie, że nigdy nie wprowadzę się do rzadnego nawiedzonego domu. No i obudziłem się przerażony (niby nic, ale wystraszony byłem nieźle) i z autentycznie bolącą brodą – jakby mnie ktoś tam na prawdę skaleczył…
Dziwny sen, nadaje się na książkę ;)
Ale lubię sny! Można być w nich kimkolwiek. Szkoda tylko, że nie umiem ich kontrolować, ale postaram się nauczyć, muszę zacząć je zapisywać (wtedy pamięta się stopniowo coraz więcej snów i szczegółów – wiem, bo kiedyś już pisałem, ale odechciało mi się to wszystko pisać). Bo sny, to też doskonały sposób na poznanie samego siebie!
Dobrze, że są sny… można oderwać się od życia, pobyć kimś innym i przeżyć przygodę :)

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.