Marzyć czy nie?

Powinniśmy marzyć, czy raczej myśleć tylko o tym co na prawdę i na pewno zrobimy?
Ja lubię marzyć, bo jeśli nawet wiem, że coś nigdy się nie zdaży, to jednak przez te chwile, w których marzę czuję się jakbym był w tych marzeniach i był częścią świata marzeń, i przez te chwile jestem szczęśliwy…
Nie umiałem nigdy rozróżnić zabaw w które się bawiłem od marzeń, bo to właściwie jedno i to samo…
Miałem kiedyś taką zabawę (marzenie), zawsze się w nią bawiłem i tylko sam, nie dało się z kimś, bo duża jej część odgrywała się tylko w mojej głowie, z resztą ona była MOJA i nikt nie miał prawa mi jej zabrać. Wymyśliłem ją mając 6 lat, a przestałem się jakoś bawić… nie wiem kiedy, trudno powiedzieć, tak była podobna do marzeń, że chyba nigdy nie przestałem, a tylko teraz „bawię się” inaczej – marzę bardziej zwyczajnie. W tej zabawie byłem zawsze młodym facetem na imię miałem Sławek (potem Artur, no a w końcu Benjamin :)). Miałem dziewczynę oczywiście, która miała na imię Patrycja (to była jedna z 3 czy 4 osób całkowicie wymyślonych), ale potem poznałem inną no i się w niej bardzo mocno zakochałem (ale z Patrycją rozstałem się w wielkiej przyjaźni i czasem się odwiedzaliśmy), wogóle to podobałem się wszystkim dziewczynom, ale kochałem tą jedną już do końca. Miałem mnóstwo przyjaciół, ale tylko jednego prawdziwego, największego i najlepszego przyjaciela, ale nie powiem Wam kto to był, bo się będziecie śmiali :P Z mnóstwem ludzi się stykałem, a byli to bohaterowie filmów, seriali, komiksów, książek, bajek a także gwiazdy muzyki, na prawdę mówię Wam, można ich chyba liczyć w tysiącach ;) Ci ludzie byli moimi przyjaciółmi, wrogami, rodziną lub ludźmi, którym pomagałem, jedni mieszkali ze mną, jedni pojawili się tylko raz inni czasem wracali. Z zawodu byłem… celnikiem :) W każdym miejscu i w każdej sytuacji umiałem tą zabawę dostosować. Przeżyłem z nią ładnych parę lat więc i ja się tam zmieniałem (w końcu doczekałem się ślubu i nawet córki :)). Wiele osób mi tej zabawy zazdrościło (nigdy nikomu o niej tak dokładnie jak tu dziś nie opowiadałem, ale trochę mówiłem), bo potrafiłem cały czas bawić się sam i się nie nudziłem, potrafiłem stanąć przed domem i wiedzieć zupełnie inny świat a wokół mnóstwo ludzi, którzy byli moimi przyjaciółmi. Ja właściwie nigdy ani na chwilę nie przestawałem się w nią bawić, a nikt nie wiedział nawet, że się w danym momencie bawię. Tak na prawdę to chyba nigdy nie byłem ‚sobą’ (w sensie ‚dziewczyną’)… kiedy byłem mały uważałem się za chłopca, potem zawsze byłem tym mężczyzną, a teraz wyobrażam sobie trochę coś innego… ale tak mi lepiej. Przyszło mi nawet do głowy, że ‚mnie’ nie ma i nigdy nie było… zawsze byłem kimś innym… kimś kim mi było dobrze być! Nigdy nie pomyślałem o tym żeby „bawić się” w ‚siebie’… może dlatego, że dla innych udawałem tą dziewczynę, której imię mam w akcie urodzenia… a której nigdy nie było…
albo raczej zawsze byłem SOBĄ… tym mężczyzną z głębi serca…
Wracając do marzeń… ciągle marzę, bo to lubię! Gdyby ktoś zabrał mi marzenia, to nie miałbym już nic… kim byłbym? kim byłbym bez moich marzeń o byciu facetem?
Tak, na pewno marzenia są potrzebne i przyjemne. Wiem, że jednak należy je realizować :) część… część na pewno mi się uda, bo musi! :) ale inna część jest czasem tak szalona, że wręcznie nierealna :)
A to chyba mój ulubiony wiersz:
Trzeba marzyć
Żeby coś się zdarzyło
Żeby mogło się zdarzyć
I zjawiła się miłość
Trzeba marzyć
Zamiast dmuchać na zimne
Na gorącym się sparzyć
Z deszczu pobiec pod rynnę
Trzeba marzyć
Gdy spadają jak liście
Kartki dat z kalendarzy
Kiedy szaro i mgliście
Trzeba marzyć
W chłodnej, pustej godzinie
Na swój los się odważyć
Nim twe szczęście cię minie
Trzeba marzyć
W rytmie wietrznej tęsknoty
Wraca fala do plaży
Ty pamiętaj wciąż o tym
Trzeba marzyć
Żeby coś się zdarzyło
Żeby mogło się zdarzyć
I zjawiła się miłość
Trzeba marzyć

– Jonasz Kofta

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.