Panika narasta

Notka powstała w środku dzisiejszej nocy (na jedynej kartce, którą udało mi się znaleźć w pobliżu łóżka – na starym wypracowaniu z geografii).
Nie mogę spać. Jak to często nocą bywa, do głowy przychodzą mi różne myśli… myśli dotyczące tego ‚koszmaru’, który się za trzy dni zacznie… Boję się… tak, muszę to przyznać: bardzo się boję… Boję się szkoły jak zawsze… a jednocześnie boję sie tego roku bardziej… Nie, nie matury, matura, to coś czego boję się najmniej! No boję się jej trochę, bo nie wiem jak mam się ubrać… już na wstępie będę miał minusa za strój… zawsze tak jest… Bardzo boję się Studniówki (i wszystkiego co z nią związane), czywiście, że nie pójdę! (i nawet nie chcę), ale… no właśnie, ale moi cudowni „koledzy” i „koleżanki” gestami wspaniałomyślności będą na pewno chcieli mnie przekonać. Zaczną się pytania „Dlaczego?”, a cóż ja mam im powiedzieć? „Bo jestem chłopakiem i nie ubiorę się w sukienkę, dlatego”? Itak mnie nie lubią, więc dali by sobie spokój. I jeszcze się boję tego, że będziemy ćwiczyli taniec… Po pierwsze nie tańczę (bo nie rozumiem jaki w ogóle cel ma taniec), a po drugie… o Boże, kolejne upokorzenie… jak mam się wykręcić od tego???
I w końcu całkiem zwyczajnie boję się jak co roku… Tak, dla mnie szkoła, to koszmar, muszę stykać się z wieloma ludźmi, a ja… jestem INNY niż oni…
Zastanawiam się co mnie tego roku spotka… z resztą każdego dnia się zastanawiam, a dnia szkolnego dwa razy intensywniej… dokładnie tak jak napisała Satiny na swoim blogu, i ja się każdego ranka zastanawiam co mnie dziś przykrego spotka, ile ciosów, upokorzeń…
Pocieszający jest fakt, że ten rok będzie krótszy (Boże, dzięki Ci za coś takiego jak matura! :>).
Chyba już częściowo zrozumieliście poniższe fakty:
– nie spieszy mi się na studia (ludzie… znowu kupa ludzi… starsi, mądrzejsi, bardziej tolerancyjni – g**** prawda, już się przejechałem)
– chcę do pracy (tam też ludzie, ale mniej, no i praca to praca)
– nie lubię szkoły! (większość ludzi w szkole spotyka przyjaciół… ja niekoniecznie…)
+++
Tej nocy długo nie mogłem zasnąć… Wolałem więc ponownie zaświecić światło i poczytać Stephena Kinga… wyjątkowo trudno było mi się skupić (choć książka jak zwykle fajna, czytam „Chudszego”), ale przynajniej mogłem choć trochę nie myśleć…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.