‚Płcie nie istnieją’

– tak stwierdził jeden user z forum na Katoliku :) „Ani Duch Swiety nie jest plci zenskiej, bo ani Bog, ani nikt kto trafil do Krolestwa Ojca nie posiada plci.”, „Wczesniej plec nie byla tak nierozerwalna czescia naszego cielesnego i psychicznego ja (bo jak twierdze duch „oryginalnie” nie ma plci przypisanej do osoby).” I generalnie, to chyba się z nim zgadzam… bo jakoś nie wyobrażam sobie życia wiecznego z płcią… Już się kiedyś zastanawiałem jak w takim razie zmartwychwstaną transseksualiści, no bo jak w „starym ciele” to wolimy nie zmartwychwstawać wcale ;) Myślę, że życie bez płci było by o wiele łatwiejsze…
Można jeszcze zakładać reinkarnację i problem życia wiecznego w niebie/piekle/czyśćcu odpada (no chyba że na upartego dopuszczamy obie „metody”, czyli czasem reinkarnację, a czasem życie ‚po tamtej stronie’).
Ja też uważam, że dusza nie ma płci. Nie może jej mieć, to byłoby bez sensu ;)
Niektórzy mi podobni piszą, że czują rozdarcie… tak jakby były w nich dwie osobowości: męska i żeńska, i jedna jest dominująca, ale ta druga też pozostaje… U mnie nigdy tak nie było. Nigdy. Zawsze była tylko jedna… ale bardzo pokręcona ;) chociaż nie… „pokręciła” się w wyniku zderzenia mojego wnętrza z tym co oczekuje otoczenie. Właśnie tak jest i było. Zawsze byłem JA i czułem siebie… Nie wiedziałem tylko czemu tak dziwnie mi jest. Ja nie czuję się rozdwojony. We mnie jest jedna osobowość, ale… nieco ‚skrzywiona’ może ;)
No bo kiedy byłem mały i byłem pewien, że jestem chłopakiem, to nie dałem sobie wmówić nic innego. Moje dzieciństwo nie różniło się raczej znacznie od dzieciństwa każdego małego chłopca. Ale później, kiedy te różnice w płci zaczynają się uwidaczniać, u mnie nastąpiło zderzenie, tego co było wewnątrz z tym czego oczekiwało otoczeni, co było przyjęte za normę dla dziewczynek. Od dzieciństwa w środku zawsze byłem chłopakiem, tak chciałem istnieć dalej, ale nie mogłem nim być „na zewnątrz”, bo wszyscy widzieli dziewczynę i tak mnie kształtowali. W wyniku tego na pewno mam więcej żeńskich cech niż przeciętny mężczyzna, ale nie zmieniło to mnie w środku, tego co czuję. Nie da się wychowaniem kogoś „przestawić” na inną płeć, ale można go nieco „odkształcić”. Np. gdybym nie był taki jaki jestem (gdybym urodził się normalnie w męskim ciele) może nie bawiłbym się z dziewczynami i może nigdy nie nauczyłbym się robić np. tzw. ‚bransoletek przyjaźni’ :) a tak umiem i nieźle mi to wychodzi. Raczej jest to zajęcie dla dziewczyn, choć chłopacy też się niekiedy tym zajmują. Także na pewno są pewne zalety takiego stanu w jakim ja jestem.
Ponieważ w społeczeństwie wszystko musi być czarne albo białe (musisz być kobietą albo mężczyzną), ja do tego schematu nie pasowałem. Starałem się zachowywać tak jak tego ode mnie oczekiwano dla świętego spokoju (na ile oczywiście byłem w stanie, bo ubrać się w spódnicę na przykład to już było ponad moje siły), ale kiedy się np. bardzo wkurzyłem, to zaczynałem gadać do siebie w rodzaju męskim, nie myślałem nad tym, robiłem to intuicyjnie. Normalnie nie miałem na to odwagi, ale kiedy się wkurzyłem moja prawdziwa natura przejmowała kontrolę.
Płcie nie istnieją, nie mam nic przeciwko temu żeby być duchem bezpłciowym, ale tutaj na ziemi, gdzie wszystko jest czarne lub białe jestem mężczyzną… i nigdy nie było żadnej drugiej osobowości… co najwyżej kilka cech…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.