Wracam…

(tytuł inspirowany tą notką, właśnie tam wracam… a nawiasem mówiąc to były całkiem treściwe notki…)
W sumie gotowy: niezbędne MP3 mam w telefonie (zajmują ponad połowę pamięci ale kij… najwyżej będę kasować jak mi się zdjęcia nie pomieszczą :P bo ja w pewnych sprawach jestem niereformowalny ;) np. po co mi aparat, odtwarzacz mp3 i telefon kiedy ja to wszystko mogę mieć w jedym? jasne, że jakość gorsza, ale w kieszeni się mieści i w każdej chwili wszędzie mogę pstryknąć fotkę albo muzyki posłuchać :> także to jest wygoda, zamiast tych trzech urządzeń wolę złożyć kasę i kupić jedno; z tym, że teraz to mam trochę cegłę, bo najtańsza była ;) już zaplanowałem zmianę telefonu, marzy mi się Sony Ericsson K700i lub Nokia 6230, albo aparat w telefonie, telefon w aparacie co bym te zdjęcia jak najlepsze miał, ale tylko jeśli to ma MP3, bo jak nie ma to nie chcę), resztę muzyki na płytkach (wszystkie Rammstein, 2 posiadane DTH, pare moich składanek i w sumie tyle, a to jest dużo, bo się często nie mogę zdecydować co słuchać); 7 książek zapakowanych [5 do czytania, pewnie wszystkich nie przeczytam, ale nie wiadomo na które mi ochota najdzie, to trza wszystkie wziąć + „Zielona mila” bez której nie ruszam się na dłużej niż dobę, bo nigdy nie wiadomo czy nie najdzie mnie ochota by poczytać sobie jakiś fragment, może nie najdzie, ale jak najdzie to co? + „Wielka księga pasjansów” bo bez niej się też nie ruszam, kocham karty, ale jak nikt nie chce grać ze mną to sobie muszę sam ze sobą poukładać pasjanse ;) jeszcze czekam na dwie książki, ale jak mi jutro nie przyślą, to się chyba pochlastam]; akcesoria komórkowe też pod ręką [komórka rzecz niezbędna, bo pomijając zdjęcia (praktyczny album zdjęciowy mieszczący się w kieszeni :> rzecz jasna mam tu wszystkich ulubieńców) i MP3, służy jeszcze do umieszczania notek na blogu gdy się tego z netu nie da robić :> ]; trochę kartek do notatek i jeszcze pare rzeczy – czyli wszystko co niezbędne.
Ale ile rzeczy zostaje… zawsze to jest dla mnie najgorsze w wyjeździe… że przecież nie zabiorę wszystkich moich ważnych książek, wszystkich płyt, filmów na DVD i wideo… bo to jest mi tam zbędne, ale tutaj jest i to jest dla mnie ważne! Gdyby nie te wymienione rzeczy, to rzeczywiście mógłbym tu nie wracać (no jeszcze komp, telewizor, wieża, ale to wiadomo). Najbardziej brakuje mi filmów na DVD (no i tych paru wartościowych na wideo), które tutaj w każdej chwili mogę sobie obejrzeć, no i książek zwłaszcza mojej kolekcji książek Kinga… mogę usiąść i popatrzeć ile już udało mi się skompletować i jak one pięknie wyglądają na półeczce, albo po prostu wziąć do ręki i cieszyć się, że je mam… no ubolewam bardzo, że nie mogę ich wszystkich wziąć ;)
Druga rzecz… przeraża mnie nadrabianie zaległości na forach po powrocie… ale przeżyję, już zaplanowałem, że na 3 nie da się nadrobić (ale to żadne rewelacje, więc i nie ma co nadrabiać), na jednym może być mały problem, ale skoro rejestrując się tam masa tematów była i jakoś przebrnąłem, to ten miesiąc jeszcze szybciej nadrobię, a na reszcie nie powinno być problemu, bo i tak nie za wiele się tam dzieje (a przynajmniej tak się muszę pocieszać żeby nie zwariować ;) czy to już uzależnienie?). A blogi to zazwyczaj nie taki problem (aczkolwiek, to najważniejsze do nadrobienia :P ). No i jakby tu się coś ciekawego działo, to liczę na relacje :> szczególnie chodzi mi o społeczność ts, bo to takie środowisko (i jeszcze do tego obrażalskie niekiedy…), że dziać się może ;)
Rower podobno będę tam mieć… ale nie mój :[ i już się wkurzyłem! Bo swój to swój, a jak mam mieć znowu jakiegoś grata to ja podziękuję… jak mi się toto rozwali na środku drogi, to ja nie będę tego zbierał! I mam zamiar okolice pozwiedzać!
No w każdym razie atrakcji masa ;) i tylko jakoś nie wziąłem pod uwagę, że jadę tam głównie do pracy ;) Ale tak było dla mnie zawsze… jadę tam na wakacje, a praca przy okazji :) i tak w sumie mam dobrze… bo wolę to niż sterczenie 10 godzin dziennie za barem/ladą/innym czymś w moim mieście i żeby mnie wszyscy znajomi oglądali :/
Tak sobie pomyślałem też ostatnio… ja bym najchętniej za zarobioną kasę pojechał sobie na jakąś egzotyczną wycieczkę… jest to teoretycznie wykonalne (biorąc „Last minute” i conajwyżej jakąś hiszpańską wyspę na tydzień, to nawet by mi kasy zostało trochę, ale mało), ale to tak nie może być, że wszystko wydam i cały rok nic nie mam. Ale bym sobie kurcze bardzo chciał pojechać w jakieś egzotyczne miejsce! Tylko bym musiał jeszcze gdzieś do pracy się załapać :/
Rozmarzyłem się ;) powróćmy do rzeczywistości… rzeczywistość nie jest najgorsza :) bo się cieszę, że jadę. Tam łatwiej wtopić się w tłum. Tam ludzie ciekawsi (i ładniejsi/przystojniejsi :> różnonarodowi, a to lubię szczególnie :> ). Jeszcze tylko jakbym tam net miał to już w ogóle żyć nie umierać.
Ostatnio mi ktoś mówi: „Kup sobie tam samochód, to wrócicie samochodem. Taki za 100 Euro możesz sobie kupić.” Jeszcze nie widziałem nawet tam samochodów za 100€… poza tym jeśli nawet takowe sprzedają (a osoba ta mylić się raczej nie powinna z racji tego czym się zajmuje), to śmiem twierdzić że takim samochodem bym nie dojechał ;) z resztą same te rejestracje 'jednorazowe' i inne załatwianie jeszcze raz z tyle (jak nie więcej) kosztuje. Nie no, aż takich gratów to ja nie chcę ;)
Z wyjazdem kojarzy mi się jeszcze jedna piosenka… tym razem żadnego konkretnego zespołu (choć kiedyś chyba jakaś grupa disco polo to śpiewała o ile mnie pamięć nie myli :D ale raczej jest to taka sobie przyśpiewka). Podoba mi się, bo również coś wyraża:
KALIFORNIA
Długa droga tam prowadzi, długa droga
I nie przejdziesz jej do końca swoich dni
Ale każdy musi w życiu raz spróbować
Jak tam iść, jak tam iść
Tam gdzie nigdy deszcz nie pada, w Kalifornii
Gdzie banany lecą z nieba tak jak deszcz
Ludzie złote mają serca, rzeki miodem płyną
Gdzieś tak jest, gdzieś tak jest
Gdyby ktoś powiedział ci, że jej nie ma
i że nigdy nie odnajdziesz drogi tej
Ty nie pozwól żeby ktoś, odebrał ci marzenia
Ty w to wierz, ty w to wierz
W to, że nigdy deszcz nie pada w Kalifornii…

Głównie chodzi mi o ostatnią zwrotkę… i Ty nie pozwól żeby ktoś, odebrał ci marzenia Ty w to wierz, ty w to wierz …bo marzenia są najważniejsze! Ja odbieram tą piosenkę tak, że nie ma znaczenia czy istnieje taka „Kaliforinia” i taka droga, bo i tak nie przejdziesz jej do końca swoich dni, ale chodzi o to by wierzyć! Wierzyć w marzenia, spełniać je nawet jeśli do końca to się nie uda! I każdy musi w życiu raz spróbować!
Skojarzyłem ją ze sobą i z tym miejscem gdzie jadę, bo kiedy dawno temu twierdziłem, że ja tam kiedyś zamieszkam, to nikt nie brał tych słów poważnie… bo byłem dzieckiem, które „nie zna się na życiu”… ale minęło ponad 10 lat i nic się nie zmieniło… Choć rzecz jasna wolałbym rzeczywiście prawdziwą Kalifornię (ze względu na mój ukochany klimat), ale ostatecznie mogę się zadowolić i tym miejscem :) Nigdy nie pozwoliłem aby ktoś odebrał mi te marzenia i nie odbierze… Jeśli tylko nie zamieszkam w prawdziwej Kalifornii (tudzież Floryda też może być i inne podobno klimatyczne miejsca, ale Kalifornia jednak najlepsza ze względu na Hollywood), to na pewno zamieszkam tam :)
Tylko gdziekolwiek zamieszkam, to wszystkie swoje rzeczy zabiorę z sobą… (nie wyobrażam sobie np. mieszkać gdzieś i tylko na weekendy wracać do domu gdy w tym domu zostają moje rzeczy, nie ma takiej opcji, tam gdzie mieszkam tam musi być wszystko co moje) bo na prawdę paskudnie się czuję jak sobie pomyślę, że zostawiam tu filmy, książki i komputer z netem… wiem, że się przyzwyczaję i po miesiącu nie będzie mi się chciało wracać… zawsze tak jest, ale na razie obsesyjnie myślę o braku netu ;) No nic… będę mieć rower, a jeśli kafejka nadal stoi tam gdzie była, to się dogłębnie zastanowię nad odwiedzeniem jej [i do diabła tam z 3€ za godzinę ;) ].

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.