jest lepiej – dużo lepiej

jest lepiej – dużo lepiej
Dziś ktoś do mnie powiedział na ‚Pan’ :))) (zazwyczaj mówią ‚chłopcze’), a ‚Pan’, to tak fajnie brzmi :P fajniej niż na ‚Ty’ i tysiąc razy fajniej niż ‚Pani’ :)
Listonosz ostatnio przynosząc polecony:
„Do Pani ***”
ja: „To ja.
Dobra, wydał (nie bez dziwnego spojrzenia), podpisałem i se myślę co mu odbiło, przecież mnie zna… aż idąc z listem minąłem lustro i sobie uświadomiłem, że po obcięciu włosów, to mało kto mnie rozpoznaje :P i dobrze.
Byłem na spotkaniu z klasą. Z ciekawości co inni robią i co zamierzają. Niektórzy w świat się wybierają (niektórzy już w świecie)… Anglia głównie. I jak tak sobie pomyślę o tym, to im zazdroszczę, no ale dobra. Ja oczywiście dnia tego pomysłów jeszcze miałem zero.
Pogawędki co tam u innych znajomych (czytaj: ‚u każdego mieszkańca miasta/ucznia lub byłego ucznia naszej szkoły w przedziale wiekowym 16-21’, toć wszyscy są tu znajomymi, wyłączając może mnie, bo połowy ludzi nie znam :P ), ta ma dziecko, nie wie z kim; tamta nie zdała matury, już jest za granicą; tamci brali ślub, bo dziecko w drodze itp.. Dzieci niepokojąco dużo, o przyrost naturalny ja bym się nie martwił, bo wcześnie zaczynają :/ aczkolwiek o ich przyszłość, to bym się martwił, no ale to nie moja sprawa.
Koleżanka powzięła sobie za cel opowiedzenie mi całych swoich wakacji i prawie jej się udało odprowadzając mnie niemal pod dom (co to za porządki żeby kobieta mnie odprowadzała ;) no ale jakbym ja ją odprowadził, to byśmy tam do rana stali, a ona by jeszcze miała coś do powiedzenia). Ja oczywiście słuchałem pilnie jednym uchem, wypuszczając drugim [i od czasu do czasu rejestrując coś o jakimś znajomym złodzieju – bez komentarza, ale ja, policjant z powołania (kurcze, jak to fajnie brzmi :P ) nie pochwalę przecież znajomości kogoś z młodym człowiekiem trudniącym się kradzieżami na terenie Niemiec (zwłaszcza Niemiec). Na koniec zapewniła, że zadzwoni, odwiedzi itp… zobaczymy.
Następnie rozdarcie: skoro muszę iść na studia to na jakie? Mechanika albo budownictwo. Żadne nie ciągnęły (fizyka, chemia – koszmary senne, matematyka – niby lubiana, ale nie na takim poziomie). I zero pomysłów. I wkurwienie na cały świat. I beznadziejne uczucie poplątania wszystkich złych uczuć w żołądku. I przekonała mnie rodzina do czegoś zupełnie innego. Do germanistyki (ja dwa miesiące temu: „Niemiecki?! Bez sensu! Ja na żadem język nie idę! Tłumaczem nie będę!!! O języku nawet mowy nie ma! I co ja z tego będę mieć? NIC! Bez sensu uczyć się parę lat żeby tylko języka się nauczyć!”). Kilka dni temu, ton błagalny: „Ale w cale nie musisz być tłumaczem… możesz robić co tylko chcesz i to w Niemczech. Możesz w sklepie pracować albo nawet ulice zamiatać, a język będziesz umieć.” i zadziałało :P No dobra… w sumie od 12 lat widziałem siebie przy kasie w supermarkecie :) Nadal co prawda uważam, że studia językowe są z lekka bez sensu gdy się nie chce być tłumaczem/nauczycielem itp., ale kto by się tam nad sensem zastanawiał ;) ważne, że chemii nie będzie :P Tylko, że na filologie trudno się dostać (ale na mechanikę z moim imponującym wynikiem matury z matematyki to chyba jeszcze gorzej), ale na zaocznych podobno są miejsca (dzienne nie – bo jak mam mieć tylko języki i nic poza tym, to muszę przynajmniej praktykę gdzieś robić, a więc MUSZĘ pracować, inaczej nie widzę sensu), rzecz jasna mogę sie nie dostać, zobaczymy, w każdym razie ja już nic innego nie chcę studiować tylko filologię germańską! :P Rodzina oczywiście cała zadowolona z mojego wyboru wszyscy się cieszą jakby co najmniej 6 w totka wygrali :P No dobra. W sumie mi też ulżyło. Jednak się udało pójść na kompromis ;) Kij, że niewiele (w moim odczuciu) będę z tego mieć, ale za to te studia mam szansę skończyć, bo jak się przyłożę, to może ujdzie no i w tym przypadku nikt mnie na dzienne nie namawia (aż tak bardzo). Fakt, że nic nie wiadomo jak będzie i jak się dalej potoczy (czy mnie przyjmą, czy sobie poradzę, czy mi się to ostatecznie spodoba), ale już przynajmniej nie widzę wszystkiego tak czarno.
Byłem więc w Urzędzie Pracy dowiedzieć się co i jak trza załatwić co by nauczyć się jakiejś pracy, tudzież zasilić grono bezrobotnych ;) Przy wejściu piękne, duże ogłoszenie… poszukują kilkudziesięciu osób do pracy w… Policji (bosz… czy wszędzie muszą mnie dobijać? ;) kupę ludzi poszukują w mojej okolicy, a ja sobie mogę co najwyżej ogłoszenie przeczytać :P ).
Przede wszystkim muszę poznać swój niezwykle ważny numer, mianowicie NIP (i trzeba będzie to załatwić jak najszybciej), następnie zapisać się w UP. Mam szansę na jakiś staż – to mi miła pani powiedziała. Tzn. nie ma teraz miejsc, ale możliwe, że się znajdą nowi chętni zatrudniać takich jak ja. Niezwykle mnie to cieszy. I w ogóle od kiedy sprawy przybrały taki obrót jakoś więcej mnie cieszy :)
I czuję się o wiele lepiej.

Refleksje z okazji dzisiejszej daty:
Jeden mój pradziadek był partyzantem – zginął na wojnie. Inny mój pradziadek był Niemcem – też zginął na wojnie (no a skoro był Niemcem, to chyba zginął ‚po niewłaściwej stronie’). Byli wrogami. Dziwnie się czasem układa.
A w ogóle, to się cieszę, że nie idę jutro do szkoły. I że mam nadzieję nigdy już od poniedziałku do piątku nie pójdę :P

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.