Rozważań kilka z natchnienia ‚sylwestrowego’

Myślę sobie o sylwestrze. Bo była dziś u mnie koleżanka i opowiadała mi co dalej zaplanowali z chłopakiem na ten dzień. Fajnie ma. Tak to jest zazwyczaj… najpierw się chodzi na imprezy, a potem ten wiek, gdzie się woli spędzać takie chwile z kochaną osobą.
I się zdołowałem.
Bo to tak fajnie jest mieć kochaną osobę.
Ale najpierw trzeba ją poznać. Nie chciałbym zwalać wszystkiego na transseksualizm i w tej kwestii też wszystkiego zwalić nie można, ale jak tak przemyślałem swoje życie, to zwalić można całkiem dużo.
Na początku było tak, że mówiłem, że jestem chłopcem. Spotykało to się z różnymi reakcjami. Więc przestałem być siebie pewien. Nie mogłem być dziewczynką, nie dało się. Chłopcem inni ‚nie chcieli mnie widzieć’. Więc wolałem się im ‚nie pokazywać’. Nie przedstawiać. Unikać. Dziewczynki miały inne zainteresowania. Chłopcy nie chcieli wśród siebie dziewczyny. Tak nauczyłem się być sam. Zbudowałem swój własny świat, który był idealny. A nawet jak nie był, to wolałem jak najmniej mieć do czynienia z ludźmi. Samo przedstawianie się było dla mnie koszmarem – powiedzieć jak mam na imię? To ohydne imię, kiedy nawet nie czuję z nim związku? I to akurat zostało do tej pory.
To, że nie umiem nawiązywać kontaktów z ludźmi wynika też z pewnych cech mojego charakteru… ale nie mogę jednoznacznie stwierdzić, że te cechy nie ukształtowały się dlatego, że jestem kim jestem.
Dlatego nie ma już najmniejszej mowy o kontaktach z płcią przeciwną (haha! z resztą co to w moim przypadku znaczy „płeć przeciwna”? :/ raczej powinienem napisać: w kontaktach hmm… miłosnych?).
Tutaj wrócę do sylwestra sprzed roku. Byłem w tej knajpie, bo może chciałem zobaczyć jak to jest. Ale nie oszukujmy się – zaproponowali mi to wyjście tylko dlatego, że głupio by było nie zaproponować. I rok temu nie napisałem tak do końca wszystkiego. Kiedy facet zagaduje mnie z grzeczności, to co ja mam mu kurwa powiedzieć? Nienawidzę takich sytuacji. Nie w tym rzecz, że nie jestem zainteresowany (bo wręcz przeciwnie, całkiem przystojny był :> ), ale przecież on zagaduje faceta! I nawet o tym nie wie. Dla niego jestem tylko brzydką dziewczyną. On… na oko pusty… ale zagadał z uprzejmości, więc może nie jest tak źle. Tylko, że ja nic nie mogę zrobić. Gdybym był facetem ‚zagrałbym’ zwyczajnie geja, a on z tym zrobiłby co zechce. Gdybym był kobietą to już w ogóle nie byłoby problemu. A tak? A tak to ja nie wiem. Co mam mu powiedzieć, że jestem nim zainteresowany, ale jako mężczyzna mężczyzną? Paranoja jakaś. Przejebane. I nie znoszę takich sytuacji. No tak… w takim razie dziewczyny. Ale one też nie zwrócą uwagi, kiedy w koło tylu „pełnowartościowych” facetów. I też kurwa niefajnie jest patrzeć jak ONA godzi się ze swoim „przyjacielem”.
Niby bi ma fajnie, bo większy wybór, ale to działa też w drugą stronę – nie dość ubolewania, że dziewczyna go nie chce, to jeszcze musi ubolewać, że facet go nie chce ;)
Dlatego się bardzo cieszę, że w tym roku siedzę w domu i na takie imprezy, to mnie już nikt nie namówi.
Co nie zmienia faktu, że fajnie by było siedzieć w tym domu z kimś kochanym…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.