bez owijania w bawełnę

Nowej notki nie będzie – muszę nacieszyć swe oczy tym pięknym zdjęciem ;)
A teraz poważnie.
Reno ma rację w komentarzu pod poprzednią notką. Może ja powinienem ten film oglądać minimum raz dziennie żeby to wreszcie zrozumieć… albo raczej uświadomić sobie, że na prawdę jest tylko jedna właściwa droga, bo choć nie ma dobrego wyjścia, to któreś jest lepsze niż to inne. Bo myślę, że to taki film, który niesie przesłanie dla każdego (nie tylko dla homoseksualistów) np. takie, że od siebie nie można uciec…
Gadałem ostatnio (na gg) z kumplem… i takie myśli mnie naszyły, że powstała ta notka.
Niektórzy (np. ts, którzy nie decydują się na leczenie) twierdzą, że w dobie kultu ciała, my ts po wszystkim jesteśmy tylko okaleczonymi ludźmi. Po części mają rację. Także w tym, że żaden gej nas nie zechce, a kobiety zasługują na coś lepszego [co najbardziej dotyka tych z nas, którzy są homo, choć wielu nie ma. A swoją drogą to też jest dziwne, bo jeśli jakaś ts m/k jest less, to jest można powiedzieć norma, ale jeśli k/m jest gejem, to już jest dziwne (choć moim zdaniem specjalnie dziwne to nie jest /tu był wykład o hormonach, ale stwierdziłem, że za nudne i nic w sumie nie wnosi/), ale to dobrze, że mało jest homo-transów k/m, bo tak jak mówiłem, ts k/m, który jest gejem ma jeszcze trudniejszą sytuację. Także już nie będę tutaj pisać o sobie, bo choć z całą pewnością jestem bi, to jednak nie zapominajmy, że to ma różne proporcje, a zwłaszcza ostatnimi czasy jestem bardziej homo niż hetero].
Ale to wszystko jest nieważne. Jestem gotów być tylko „okaleczonym” człowiekiem z „atrapą” między nogami i bliznami na klacie, którego nikt nie zechce niż pozostać taki jak teraz. Bo teraz też mnie nikt nie chce :P a poza tym nie wiem czy ja teraz potrafiłbym z kimś być. Jak mógłbym to znieść, że ta osoba miałaby przytulić ciało, którego ja sam nienawidzę, którego się brzydzę? Choć przez prawie 20 lat powinienem był się przyzwyczaić, to jednak nadal budzę się rano i kiedy sobie uświadamiam jak wyglądam, to czuję szok i niechęć.
No ale skoro rozważyłem wszystkie 'za' i 'przeciw' dotyczące leczenia i świadom tego czego mogę się spodziewać, czego oczekiwać nie mogę i nie mając wątpliwości czy tego chcę, to ktoś mógłby spytać w czym jest problem, że jeszcze się nie leczę? Problem jest tylko jeden. Ale dla mnie jest to problem nie do przejścia… Nie potrafię i jestem całkowicie przekonany, że nigdy nie będę potrafił powiedzieć rodzicom kim jestem… Bo jestem pewien ich reakcji. Wiem, że mama by płakała, a ojciec by mnie wyśmiał i tego bym nie zniósł, te dwie reakcje byłyby nawet gorsze niż gdyby mnie wyrzucili z domu i zerwali kontakty. Może jedną z tych reakcji, ale nie obie… Kiedyś myślałem, że uda mi się powiedzieć „przy okazji”, ale okazje już były, ale kiedy mama mówi: „Co ty jesteś, chłopak?” i słyszę tą nutkę histerii w jej głosie, to jak mam powiedzieć jej, że ma rację? Po prostu mnie zatyka i nie jestem w stanie wypowiedzieć ani słowa.
Ni jak nie widzę wyjścia z tej sytuacji.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.