Przygotowaniami do Wielkanocy można by to nazwać…

Ciepło się zrobiło, to więcej ludzi na targu sprzedaje jakieś sensowne rzeczy [kupiłem „Mroczną połowę” i „Bastion” (3 z 4 części, bo pierwszej nie mieli) do mojej kolekcji – 3zł za kasetę], a ostatnio też kupiłem sobie miesięcznik „Premiery” bo był z płytą z „Teksańską masakrą…” i „Pamięcią złotej rybki”, a ja muszę się przyznać, ze mam jeszcze jedną poważną słabość i są to filmy dołączane do gazet… zawsze wydaje mi się to niesamowitą okazją kupić oryginalny film za 10zł, więc jak jest jakiś mniej-więcej mnie interesujący, to biorę, a tym razem myślę, że dobre będą oba.
Dziś (aaaa! wczoraj! czy ja kiedyś napiszę notkę właściwego dnia?!) zrobiłem sobie wycieczkę rowerową z B. i było fajnie. Ale najlepiej i tak leżało się po prostu na łące wpatrując się w niebo… i żeby czas się zatrzymał na tej beztrosce… mógłbym tak leżeć już zawsze…
I znów czuję się inny. Kurde ostatnio wciąż odkrywam, że jestem inny :P Tym razem ‚dostało mi się’ w kwestii spowiedzi. No bo wszystkich, nie wiedzieć czemu, niesamowicie dziwi fakt, że ja nawet na Wielkanoc do spowiedzi nie pójdę. Ano nie pójdę, niby co Wielkanoc zmienia?
Zacznę od postu. Dla mnie trochę nie ma sensu taki post. Np. niby w każdy piątek jest post (przynajmniej w mojej rodzinie tak się przyjęło) i tylko mnie wkurza jak czegośtam zjeść nie możemy, bo jest post. A jak ja mam ochotę na mięso toż to jest cud, a nie post, więc jak ja mam ochotę, to sugerowałbym przyrządzić to mięso, bo taka okazja może się miesiącami nie powtórzyć ;) Bo ja prawie nie jem mięsa i spokojnie mogę bez niego żyć, wszyscy się zawsze śmieją, że ja cały czas poszczę – tak więc dla mnie nie jedzenie mięsa to żadne wyrzeczenie i nic nadzwyczajnego. Tak samo z imprezami, nie chodzę. A post to chyba powinno być wyrzeczenie, powinno się rezygnować z czegoś, z czego trudno nam zrezygnować. I tak myślę czy miałbym z czego… słodyczy prawie nie jadam (chipsy to inna sprawa :P ), tv prawie nie oglądam. Ale jakbym się zastanowił, to może miałbym z czego tylko po co? Po co odmawiać sobie czegoś co nie jest złe, a sprawia przyjemność? Dla zasady? IMHO bez sensu. A jeszcze do zabaw… kiedy mam dobry humor i mam ochotę sobie posłuchać głośno muzyki czy coś w tym stylu, to to robię zanim mi przejdzie. Bo umartwiam, to ja się przez całe życie, więc nie muszę jeszcze dodatkowo w poście.
Wracając do spowiedzi, wolę nie chodzić niż kombinować jak coniektórzy. Jak ja słyszałem te kombinacje… dziś nie może się spotkać z chłopakiem, bo jutro musi iść do kościoła, a więc i do komunii, to się nie opłaca by chłopak dziś przyjeżdżał, to lepiej pojutrze… to byłem pod wrażeniem tego misternego planu :D (z którego to jest jedynie wycinek). Z resztą co ja się będę odzywać, skoro ja to pewnie grzeszę myślą więcej niż ona czynem :P
Tylko, że ja właśnie dlatego nie pójdę do spowiedzi nawet na Wielkanoc. W głowie mi się nie mieści spowiadać z czegoś, czego nie uważam za zło, a mało tego – mam to zamiar robić nadal. Przecież taka spowiedź już sama z siebie jest nieważna… no ale dobra, ja zasugerowałem tylko (jak to jest, że niekatolicy tak się muszą troszczyć o to co by katolicy żyli zgodnie z założeniami swej religii? :P ). Powtarzam się, już pisałem o spowiedzi, ale mnie to bardzo bulwersuje ;)
Ale taki prosty rachuneczek sumienia stąd (ciekawa strona) zrobiłem. Pozwolę sobie skomentować:
Przykazanie I:
2., 4. – ale czy nie wolno nam wątpić? i nie wolno publicznie wyrażać tego co myślimy?
10. (moje podejście do astrologii jest ogólnie znane)
14. – a co znaczy złe? bo nie wiem…
reasumując – nie widzę tu grzechów, raczej poszukiwanie prawdy.
P. II:
10. – a skąd mam wiedzieć, która nauka jest błędna?
oprócz 10., co do którego nie jestem pewien, 3 inne podpunkty – żałuję
P. III:
jeden podpunkt, może dwa, ale sam nie jestem pewien czy żałuję
P. V:
1. (jedzenie głównie) – żałuję, ale nie potrafię czasem nie jeść… (ja rozumiem, że to, że zjem wszystkie resztki nic nie pomoże głodującym dzieciom w Etiopii, ale jakoś tak kurde nie potrafię patrzeć jak jedzenie się marnuje. Tak, jedzenie to moja słabość, bo nie umiem znaleźć umiaru :/ )
3. (sobie) – czy żałuję? trudno powiedzieć… każdy chce żyć, ale… [patrz cytat z poprzedniej notki]
P VI i IX:
jakbym zgadł, że tu będzie najwięcej :P 5 podpunktów, których to nie uważam za grzechy, nie żałuję, bo to nic złego w moim sercu i umyśle
P. VII i X:
16. nie do końca widzę w tym coś złego, więc czy żałuję, to nie jestem w stanie powiedzieć
P VIII:
10. kto tego nie robi? ale żałuję, bo nie lubię tego robić
i jeszcze jeden podpunkt – też żałuję.
Rachunek sumienia dobra rzecz – uświadamiamy sobie swoje błędy. Myślę, że wszystko czego żałuję jest do poprawy. Wszystko prócz tego jedzenia :/
Heh… to byłaby spowiedź szczera spełniająca warunki. Niestety różnica zdań między mną, a KK w kwestii tego co jest grzechem, a co nim nie jest, sprawia, że nie będę u spowiedzi w rozumieniu katolickim… ale z resztą nie uważam żeby to było konieczne. Bóg (jeśli istnieje… eh… ja chyba jestem głęboko wierzący – tak pewnie wynika z moich notek i pisząc je czasem sam się czuję jak jakiś religijny fanatyk – wybaczcie; ale tak czuję, że nie mam nikogo i jakbym nie miał nawet Boga bez względu na to czy istniejącego czy nie, to czułbym się jeszcze gorzej /oczywiście wierzący niekatolik, ale wolę to za każdym razem podkreślić, żeby mi ktoś nie powiedział, że herezje opowiadam/) wie czego żałuję itd. wszystko wie. A ja z racji moich poglądów jestem zmuszony radzić sobie bez pośredników.
Piosenka na dziś: Leniwiec – „Heretyk” ;)

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.