pamiętnikowo i przemyśleniowo

Wczoraj blog skończył 1000 dni, ładna „rocznica”, początkowo miałem ochotę czymś to uczcić, ale tam… będę chyba tak odkładać do kolejnej jakiejś okazji.
A jak papież odlatywał, to przez 5 sekund sobie myślałem, że pójdę na lotnictwo… jednak po tym czasie zdałem sobie sprawę, że nie lubię, nie umiem i nie kumam fizyki :D Niemniej wydaje mi się, że pilotowanie samolotu (zwłaszcza pasażerskiego) jest co najmniej 5 razy tak zajebiste jak prowadzenie samochodu…
A jeśli już mowa o zawodzie, to przedwczoraj sobie coś umyśliłem i wydaje mi się, że byłoby zajebiście jakbym się tym zajął i poszedł do tamtej szkoły i zamieszkał w tamtym mieście… szkoła jest idealna i miasto jest idealne. Kurcze nie wiem teraz, ale nic więcej nie napiszę dopóki się nie zdecyduję na coś.
I jeszcze pamiętam jak zawsze mówiłem, że pójdę do zawodówki (tak chciałem jak byłem mały). Tak samo jak wyjechać za granicę. I okazuje się, że miałem rację, że tak powinienem był zrobić… kurcze jakieś zdolności jasnowidzenia? ;) Albo dzieci jakoś wiedzą więcej.
Zastanawiam się czy mam własnej cioci zwrócić uwagę żeby mi ostentacyjnie nie przekręcała nazwiska, bo ja NIE MAM końcówki „a” tak jak ona i reszta rodziny o tym samym nazwisku. Ja mam końcówkę „y” i ona dobrze o tym wie. Zastanawiam się – zrobić dym, czy dać se spokój. Jak dobrze, że moja mama biorąc ślub nie postanowiła sobie odmienić na formę żeńską, bo głupio to brzmi.
Na Dzień Dziecka mail z Allegro o opłatach – no jakże by inaczej. Kocham początki miesiąca. Tu 10zł, tam 15zł itd…
Poza tym od pół roku zbieram się by załatwić płacenie za Orange Mix po prostu zleceniem stałym i jakoś mi to nie wychodzi, teraz mam 2 adresy banku i nie wiem który podać do Orange nie pozostaje mi nic innego jak tel. na mLinię, eh, nie lubię dzwonić. Potem fax do Orange i będę miał spokój na zawsze ;) Eh… takie ‚halo’ o 10zł…
A swoją drogą to trochę przerażające, że teraz świat jest tak bardzo uzależniony od komputerów. Któregoś razu miałem doładować sobie konto (miałem jeszcze tel. na kartę) i została mi doba na doładowanie, w panice zastanawiałem się u kogo by tu kupić szybko na Allegro, bo przecież kasa mi przepadnie – oczywiście nie przyszło mi do głowy, że można najzwyczajniej w świecie iść do sklepu i kupić kartę :D
Co więcej komputer mi się ewidentnie przegrzewa (czy też po prostu chodzi głośniej niż powinien – chyba) i nie potrafię nic na to poradzić bojąc się, że coś niepotrzebnie pokasuję. Z resztą podejrzewam, że to porządkowanie i tak nic nie da, bo jest chyba zwyczajnie zakurzony. Właśnie piszę o pierdołach nie wartych wspomnienia w pamiętniku, ale mnie dzisiaj to wszystko zmęczyło i teraz jestem taki jakiś przygnębiony.
Ale nic, wejdę zaraz na forum i mi sie poprawi – na samą myśl o ostrej dyskusji poprawia mi się humor :>
A właśnie… czy „zboczeniec” to obelga? Bo nie wiem czy mam się czepnąć :P Jakby nie było odchył od normy to zboczenie (z tym, że „norma” to też jednak pojęcie względne). I tak lubię „Katolika” :> Gdybym musiał wybrać jedno jedyne forum, to właśnie wybrałbym „Katolika” :>
Coś mi się przypomniało… Nie tak dawno, też na forum (gdzieżby indziej) ktoś mnie prowokacyjnie zapytał co powiem jak już stanę przed Jezusem na sądzie ostatecznym, czy powiem „Nie wiem czy w ciebie wierzę, ale dopuszczam, że sataniści mogą mieć rację”. Pomijając absurdalność formy tego pytania (to tak jak bym powiedział do kogoś, kogo właśnie spotkałem: „nie wiem czy cię spotkam dziś”), to… tak, tak właśnie powiem. Chodzi mi o to, że w dany sposób postępuję w życiu, wierzę w co wierzę i mam pewne przekonania, których się nie wstydzę. Postępuję w pewien sposób i nie wiem czy on jest dobry. Co najwyżej wierzę w to. Jeśli nawet jest zły, jeśli w wielu sprawach się mylę, jeśli nawet krzywdzę ludzi, to zdaję sobie sprawę z tego, że popełniam błędy. Biorę na siebie ryzyko tego, że mogę nie mieć racji. I załóżmy, że Bóg istnieje i stanę przed nim na Sądzie Ostatecznym. Być może będzie mi można wiele zarzucić, ale na pewno nie to, że nie starałem się postępować dobrze i wierzyć w sensowne rzeczy oraz myśleć w co wierzę. Bóg to oceni, a póki co pozostaje mi tylko robić to co uważam za słuszne. Jeśli słuszne nawet nie jest, to Bóg wie, że nie chciałem źle. I na Sądzie Ostatecznym na pewno nie będę się wypierać swoich przekonań.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.