Ad. poprzednia notka / samotność i związki / ‚Eksperyment’

Właściwie Gomb ma rację (w komentarzu). Z resztą w poprzedniej notce użyłem określenia „być sobą” trochę dlatego, że nie wiedziałem jakiego innego użyć. Gdybym napisał: „chcę być mężczyzną” byłoby to kłamstwo. Ja jestem mężczyzną. Nie muszę tego chcieć ani nie chcieć. Jestem. (Więc już mi ktoś zwrócił uwagę na forum, że tak się nie pisze – lekarz może się do tego przyczepić jako niby, że ktoś nie jest pewien :> A widzicie jak my musimy uważać na słowa? :> Zwykłe przejęzyczenie czasem ma swoje konsekwencje). Gdybym napisał: „chcę być mężczyzną fizycznie”, to byłoby ok, ale to brzmi tak… tak jakoś kosmicznie :/ Poza tym czasem to prawda co napisałem, bo czasem nie jestem sobą – udaję.
A.(2) mnie dziś (no już wczoraj) wymęczyła ;) generalnie to stwierdziłem (znowu), że ja się nie nadaję do mieszkania z kimś ani do związku. Po prostu mam swój rytm dnia (który przewiduje co najmniej 4 godziny na internet), a jak mi ktoś ten rytm rozwala, to jest niefajnie. Kurcze, jakbym miał być z kimś, to ten ktoś musiałby nie przeszkadzać mi (najlepiej w ogóle się nie odzywać :P) przez te 4 godziny dziennie i broń Boże nie patrzeć mi w monitor! (bo bardzo tego nie lubię). Z drugiej strony to się da załatwić – ta osoba musiałaby też lubić net i siedzieć przy swoim komputerze wtedy kiedy ja przy swoim siedzę :]
Ale generalnie ten dzień uspokoił mnie – być samotnym to jednak może być wspaniałe uczucie! :)))
Kolejna sprawa… niektórzy przeciwnie, nie potrafią docenić samotności i szukają sobie kogoś. Nie ma w tym nic dziwnego, ale irytuje mnie szukanie na siłę. I przesadne branie każdego gestu innej osoby, bo niektórzy potrafią nazwać kogoś „swoim chłopakiem” tylko dlatego, że dwa razy rozmawiali, raz tańczyli i raz się uśmiechnął. I jak tak patrzę na innych i na siebie, to stwierdzam, że doskonale, wprost rewelacyjnie radzę sobie z samotnością! Niektórzy tak nie potrafią. Potrafią za to truć mi jak są nieszczęśliwi i chyba myśleć, że też się tak czuję… Nawet jeśli, to po pierwsze nie będę tego nikomu opowiadać (chyba, że pisać tutaj), a po drugie AŻ TAK źle to ja się na prawdę nie czuję. A ja nie potrafię im pomóc, bo podsuwanie siebie za przykład jest nieodpowiednie. Ja to zupełnie inny przypadek – problem samotności spycha u mnie główny problem -> transseksualizm.
Żebym nazwał kogoś „moim chłopakiem/dziewczyną” czy nawet „moim przyjacielem” musi minąć baaaardzo dużo czasu. Z resztą nie wiem czy kogokolwiek potrafiłbym tak nazwać. To ze mnę chyba jest tu jakiś problem. Ale uważam też, że miłość, to nie jest uczucie, które rodzi (a raczej „rozwija”, bo „urodzić” może się natychmiast) się w 3 dni. Przyjaźń tym bardziej nie.
I w końcu… nie wiem czy związek rozumiem jako dzwonienie do siebie co godzinę i rozmawianie językiem sepleniących dzieci o dupie Maryni. Zdecydowanie wolałbym np. przedyskutować oglądany ostatnio przeze mnie świetny film – „Eksperyment”. Ale ja może dziwny jestem ;)
Z braku osoby do dyskusji wnioski zapiszę sobie tutaj :P
„Granica między dobrem, a złem przebiega przez środek naszego serca.”
„(…) zło – podobnie jak dobro – jest częścią ludzkiej natury. Zło nie tylko tkwi w innych, choć takie myślenie jest bardzo wygodne i przyjemne. Każdy bowiem jest zdolny czynić zło, tak samo jak dobro.”
„Wystarczyło 36 godzin, by wrażliwi i kulturalni ludzie zamienili się w biernych więźniów i sadystycznych strażników.”
„”Eksperyment” jest o każdym z nas. Każdy może zostać Matką Teresą albo Hitlerem. Nie jesteśmy źli czy dobrzy z natury. Przychodzimy na świat z wszelkimi potencjalnymi możliwościami, które daje człowiekowi natura. Wystarczy jednak tylko określić naszą rolę jaką odgrywamy w społeczeństwie, przywdziać odpowiedni strój i… sami sobie dopowiedzcie co może stać się z nami samymi.”

A ja to wiedziałem jeszcze zanim usłyszałem o eksperymencie Zimbardo :] Wiem, genialny jestem ;) żartuję oczywiście, Zimbardo pewnie też to wiedział, a eksperyment przeprowadził po to by udowodnić swoje przypuszczenia.
Dlaczego ludzie zachowują się tak? Odpowiedź jest prosta: ponieważ mogą.
Zgadzam się z wnioskami płynącymi z eksperymentu. Z jednym tylko wyjątkiem: moim zdaniem niektórzy ludzie są mniej podatni na wpływ otoczenia (mimo wszystko i oni nie są zupełnie niepodatni). Ja chyba (i chyba to dobrze) należę do takich osób. Albo może to zależy od czasu.
A teraz chciałbym nawiązać do innej sytuacji (choć trochę chyba ma wspólnego). Pamiętacie aferę z nauczycielem z Torunia? Dlaczego w sumie normalni uczniowie się nad nim znęcali? Ponieważ mogli. Bo sobie na to pozwolił. Nie od razu – to oczywiste. Ale każdy uczeń wie na co sobie może pozwolić z danym nauczycielem. (W ogóle nauczyciel to trudny zawód i trudno być dobrym nauczycielem – nie za surowym i nie takim jak ten z Torunia). A ja miałem takiego jednego nauczyciela, więc wiem z obserwacji (oczywiście nie było aż takich zajść jak tam). Nie zachowywałem się aż tak jak reszta (może dlatego, że zostałem wychowany tak, że do nauczyciela trzeba mieć choć trochę szacunku mimo wszystko), ale nawet ja pozwalałem sobie w stosunku do niego na więcej niż w stosunku do innych nauczycieli.
Większość ludzi w danej sytuacji po prostu zachowa się tak samo. Bo tacy już jesteśmy.
Lubię sobie tak pofilozofować… ale to już wiecie ;) A na próby podjęcia tematu z kimś w realu słyszę: „Aha, ciekawe” albo „Zgadzam się z Tobą” i koniec. A ja bym wolał żeby się nawet nie zgodził, ale żebyśmy POGADALI o tym! A potem się dziwić, że wchodzę na fora internetowe… I krąg się zamyka, bo wtedy chcę w spokoju poczytać i podyskutować. Dżizu… ja nie mogę żyć bez dyskusji! :P Będę chyba pierwszą w historii osobą uzależnioną od dyskutowania ;)
Obciąłem się – to tak żeby tradycyjnie odnotować ten fakt.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.