dwumilionowy już (podobno) serwis i ogólnie sporo o ts, bo tak mnie jakoś naszło…

Dzisiaj będzie o tym niesamowicie popularnym ostatnimi czasy serwisie… na którym się zarejestrowałem ‚pod presją znajomych’ że tak powiem ;) Oczywiście bez podania praktycznie wszystkiego :D (ale to fajnie mieć znajomych).
Internet nie jest już anonimowy.
Nie to, żeby kiedykolwiek był, ale jak ktoś pisze, że chce pozostać anonimowym (najbardziej jak się da), a potem właściwie wszystko o nim można przeczytać na tej stronie no to sorry… hehehe…
Wyszukując znajomych po gg doznałem szoku ;) więc czuję się w obowiązku przestrzec (hehe, pewnie i tak to wiecie, ale ja i tak się nie powstrzymam :P )… zwłaszcza jak ktoś gdzieś poda gg (więc każdy może sobie go dodać do kontaktów, a potem wyszukać to już nie problem). A poza tym akurat tych pragnących się najbardziej ukryć (jak mi się kiedyś wydało) transów znalazłem… Dobrze, że tylko ja, ja wrogów nawet nie wydaję (więc co tu mówić o przyjaciołach), ale przestrzegam, bo nie wszyscy tacy są.
A w ogóle… ja tam nie wiem, ale zawsze będę miał conajmniej 2 numery gg, bo nawet jeśli znajomi z reala czy rodzina będą wtajemniczeni, to niekoniecznie mam ochotę żeby śledzili mnie po necie (i czytali moje wielce mądre i poważne opisy gg :P ).
Ale wracając do serwisu… mam mieszane uczucia. Chociaż to już postanowione, że zrobię sobie z niego narzędzie coming outu :> Powpisuję się do klas już jako ja :P a co, niech wiedzą! Mają wiedzieć, bo mają mnie pamiętać jak już jestem sobą! No chyba, że serwis wcześniej padnie :D ale wolałby nie.
Jest jeszcze inna sprawa o której nie wiem jak napisać… Długo zwlekałem z podjęciem leczenia, chociaż w gruncie rzeczy nie było na co czekać. Bo przecież nie możemy zrobić nic innego i nie leczenie się nie jest rozwiązaniem… Nie wiem jak to powiedzieć żeby nikogo nie urazić, bo przecież jestem ostatnią osobą, która chciałaby kogoś oceniać, ale… ale nikt nie jest od tego wolny. Nie chcę tutaj na kształt przeciwników homoseksualizmu wmawiać komuś czegoś tak jak oni próbują wmówić, że to nie jest miłość, że taka miłość nie istniej i tym podobne bzdury, bo przecież nie można wmówić komuś uczucia (albo że danego uczucia nie ma), to bez sensu. I ja też nie chcę niczego nikomu wmawiać… więc to co teraz napiszę, to moje subiektywne zdanie…
Nie można być szczęśliwym będąc nieleczącym się transseksualistą. Może słabe, ale jakieśtam porównanie mam. Jak już człowiek zacznie się leczyć, to radość przesłania wszystko. Mało tego, że nie lecząc się nie można być szczęśliwym, to jeszcze unieszczęśliwia się innych nawet gdy się tego nie chce. Takie to już mamy przesrane życie, że może i bliscy będą z nas dumni, ale raczej i tak ich unieszczęśliwimy bez względu na to czy będziemy się leczyć czy nie (więc już chyba lepiej się leczyć i uszczęśliwić chociaż siebie).
Jeśli komuś się wydaje, że jak sobie zafunduje dziecko (inna sprawa, że to jest dla mnie kosmos totalny, ja przynajmniej jestem bezpłodny już teraz i zawsze byłem, z resztą pisałem parę notek temu), to zagłuszy swoje prawdziwe uczucia, to się myli. W książce, którą opisałem 4 notki temu Feliks też miał dziecko. Teraz dziecko ma dwóch ojców (biologicznych), fajnie nie? /to była ironia/ Dobrze przynajmniej, że ma już dwóch ojców, bo jakby miało mieć „matkę”, która w gruncie rzeczy nie jest kobietą, to by było już w ogóle do kitu. Bo nie wierzę, że taka „matka” nie unieszczęśliwia dziecka. I siebie. Czy warto?
Pewnie są tacy, którzy powiedzą że warto, bo np. chcą mieć biologiczne… a ja nigdy tego nie umiałem skumać czym różni się biologiczne dziecko od niebiologicznego? Przecież i to i to może być z nami od pierwszych dni po narodzeniu i możemy je identycznie wychować (niewierzę, że jakieśtam cechy są wrodzone).
Ale tu w większości przypadków nie chodzi o dziecko biologiczne tylko o chęć „wpasowania się” w narzuconą nam nieprawidłową rolę. O chęć „normalności”. Jest mi przykro gdy to widzę (bo żal mi tej osoby, a jeszcze bardziej chyba tego dziecka, chociaż nie wątpię w dobre intencje). Ale chcąc być obiektywnym muszę przyznać, że odpycha mnie to też z innego powodu – mianowicie z takiego, że ktoś mógłby powiedzieć że skoro jakiśtam inny ts może, to każdy może. Ale nie, nie każdy może. Z resztą jak mówiłem (znów się powtarzam), to NA PRAWDĘ nie ma sensu. Może się nam wydawać, że rezygnując z siebie uszczęśliwimy chociażby najbliższych, ale to bzdura – nie jesteśmy sobą i ludzie to czują. Nie mogą być z nami szczęśliwi. A my nie będąc sobą nie będziemy nigdy w 100% przekonywujący, nie będziemy nigdy w stanie grać w 100% dobrze rolę, którą narzuciło nam życie.
Oczywiście nasze leczenie, to może być dla kogoś szok, pewnie będzie. Ale wiecie co mi ktoś powiedział? Że zanim się zacząłem leczyć, zrobiłem z siebie dziwadło i po co mi to było? Że jak jestem facetem, to mam być facetem, a nie jakimś nie wiadomo czym.
I o ile mogę zrozumieć, że niektórzy się wahają, późno (bardzo późno) zaczynają leczenie z różnych powodów albo nie zaczynają go w ogóle, o ile jestem w stanie zrozumieć wymówki, to wiem, że one są… bez sensu (powtarzam się, wiem :P ).
Co z tego, że nie będziemy mieć biologicznych dzieci?
Czy to jest gorsze od nie bycia sobą?
Co z tego, że może nikt nas nie pokocha?
Czy to jest gorsze od nie bycia sobą?
Co z tego, że jesteś transem k/m gejem i się boisz, że nikt cię po zmianie nie pokocha, bo żaden gej nie zaakceptuje takiego niedoskonałego ciała u partnera?
Czy to jest gorsze od nie bycia sobą?
Co z tego, że twoje ciało nie będzie idealne (a teraz to niby jest)?
Czy to jest gorsze od nie bycia sobą?
Co z tego, że będziesz musiał się męczyć z lekarzami, ludźmi obcymi, urzędnikami, prawnikami czy kim tam jeszcze? Tak, będziesz musiał się męczyć, ale…
Czy to jest gorsze od nie bycia sobą?
Nie ma nic gorszego od niemożności bycia sobą. Tak, mnie też przeraża wizja tego co mnie jeszcze czeka, sąd, lekarze, ludzie… czasem tak siadam i załapuję doła myśląc, że chyba piedolnę szybciej niż to się skończy ;) ale wiem, że nic innego nie mogę zrobić.
Z żadnym, nawet najbardziej ukochanym dzieckiem nie będziesz non-stop. Z żadnym partnerem też nie. Ludzie przychodzą i odchodzą, akceptują albo nie, ale tylko ze sobą spędzisz CAŁE ŻYCIE. Wiesz ile to jest całe, caluteńkie życie? To 24 godziny na dobę 7 dni w tygodniu, czy chcesz się tak męczyć w imię miłości czy czegokolwiek innego w każdej sekundzie tego czasu? Ja nie chcę.
Z resztą co to za miłość… jeśli ktoś ma mnie pokochać to mnie, a nie rolę, którą narzuciło mi życie, a która nie jest mną! Taką miłość może sobie w dupę wsadzić :D Interesują mnie tylko ludzie, którzy mogą pokochać mnie, a nie jakąś pseudo kobietę, która istnieje tylko na papierze i która nigdy nie zaistnieje nigdzie indziej. Nie ludzie, którzy mogliby pokochać to co nie istnieje, nie ci, których kręcą transi (i tacy bywają), ale ci, którzy mogą pokochać mnie – faceta, nawet jeśli niedoskonale wyglądającego. To samo tyczy się oczywiście seksu. Poza tym pytasz, który gej zaakceptuje takie ciało partnera… a czy ty umiałbyś się związać z transem k/m? Pytanie jest proste. Ja tak. Jeśli nawet żaden inny facet nie, to cóż… nie chcę takich, którzy są w stanie zaakceptować mniej niż ja. Gdybym nawet był gejem, to wolałbym całe życie pozostać samotnym gejem, ale sobą. Facetem. Gejem to gejem. Samotnym to samotnym. Trudno. ALE SOBĄ.
Poza tym jak będzie ciemno i będziesz pasiv, to może się nawet nie skapnie :D przynajmniej nie od razu :D Wiem, pojechałem teraz po całości. Sorry.
Jak moje ciało nie będzie idealne, to pozostanie pogodzić się z niedoskonałościami. Na blizny se walnę najwyżej skaryfikacje, i tak zawsze chciałem mieć. I nie ma bata, nikt nie pozna :] skaryfikacja to też blizna, tyle że ozdobna. I nie zrobię tego dlatego by ukryć blizny, ale dlatego, że i tak mi się ta forma ozdabiania ciała podoba. Może mam szczęście, że mi się podoba. Z resztą tatuaż też jest spoko, ale to sobie zrobię nie na blizny :D A skary na blizny i będzie fajnie :] Z resztą pewnie i tak sobie zrobię, nawet jak nie będę miał blizn.
Niesamowite jak ja wszystko umiem sobie przetłumaczyć :D jednak bywam szczęśliwym człowiekiem ;) Poza tym pewność siebie na prawdę mi wzrosła. Przynajmniej teoretycznie :P
I to nie jest egoizm.
I tak z poważnej notki zrobiła się mniej poważna. Chciałbym przeprosić każdego kto mógł się poczuć urażony, nie chciałem, z resztą wiecie, że ja to piszę w dużym stopniu pod siebie przecież. I nie, nie zwracam się do nikogo konkretnie (nawet jeśli komuś mogłoby się tak wydawać), bo nawet homotransseksualistów jest jednak więcej niż by się mogło wydawać. Więc jak jesteś homots to nie myśl, że to konkretnie o Tobie :P nie schlebiaj sobie, nie jesteś jedyny ;) Nawet mnie to zaczyna bawić kiedy następny pisze, że on mimo ts, to jednak woli chłopców ;) Ale ja wiem, też kiedyś myślałem, że jestem jedyny ;)

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.