jakieś głównie chyba religijne rozważania…

Jest dziwnie. Nie, że źle, nie, że dobrze… nie wiem.
Tak, już mi pewnie odbija z braku systematycznego zajęcia. Nie mam się czym zająć i nie wiem co z sobą zrobić… chociaż to nie do końca prawda, bo mam sporo zajęć (chociażby sporo rzeczy do oglądania i czytania).
Ale właściwie jedyne systematyczne zajęcie jakiemu się oddaję, to dyskusje ze Świadkami Jehowy. I to jest bardzo fajne, bo raz – że robię coś systematycznie, nazwijmy to „obowiązkiem” – przeczytanie rozdziału, przygotowanie się do dyskusji itp., dwa – że uczy mnie dyskusji i wyrażania swojego zdania oko w oko z drugim człowiekiem (a nie tylko przez net), a tego jak najbardziej muszę się nauczyć, a trzy – oni mnie słuchają! Na prawdę. To nie jest na zasadzie „co ty tam wiesz, my wiemy swoje, nawet nie kończ” tylko to jest DIALOG. I próbują polemizować… co prawda z różnym skutkiem, ale zawsze. To jest fajne, zainteresowania same przychodzą do domu, to przecież nie mogę odrzucić takiej okazji. Jeszcze żeby tak mi ktoś takie studium z islamu czy buddyzmu zrobił, to już by było marzenie.
Ale prawdziwy test to będzie jak zejdziemy na temat astrologi… (bo pewnie w końcu i się przypląta), jeśli mnie wysłuchają to ok, jeśli nie, to się zdenerwuję i podziękuję za współpracę. No cóż, tematy orientacji seksualnych też pewnie przerobimy sobie przy jakiejś okazji :>
A tak btw. doszedłem ostatnio do wniosku, że Jezus rzeczywiście był gejem! Nie, nie mam zamiaru być kontrowersyjny, i nie wziąłem tego znikąd, z żadnego racjonalisty.pl ani nic takiego – sam wywnioskowałem z wersetu biblijnego (‚każą’ mi czytać to mają za swoje ;) ) i może nawet nadinterpretuję, ale kiedy jeden z uczniów pisze, że Jezus miłował jakiegoś innego to trochę dziwnie brzmi (że pisze o tym konkretnym, a nie o wszystkich na przykład) i siedzieli przytuleni, a potem ten piszący zwraca się do tego przytulonego żeby zapytał Jezusa (jakby sam nie mógł zapytać, przecież też tam był)… no brzmi co najmniej dwuznacznie. A tak poważnie – Jezus pewnie był bi, bo tylko biseksualizm to doskonałość ;) A tak jeszcze poważniej – uważam, że to nie ma najmniejszego znaczenia jakiej orientacji był Jezus i czy w ogóle jakiejś był… baaa… nawet nie uważam za najważniejsze tego czy Jezus w ogóle istniał czy to tylko postać mityczna. I też dlatego niekiedy nie rozumiem ŚJ, oni się czasem zajmują takimi rzeczami, które mi się wydają zupełnie nieistotne… no cóż.
Ale mimo wszystko ich lubię. I szanuję. I tylko czasem trudno mi się nie uśmiechnąć słysząc z jakim przekonaniem mówią o rzeczach, których jeszcze nie udało im się mi udowodnić, o rzeczach, które niekiedy brzmią zupełnie niedorzecznie…

No i właśnie… kiedy już myślałem, że totalnie straciłem uczucia i zobojętniałem, ktoś wyraził się niezbyt ładnie o ŚJ i załapałem doła. Nie lubię takiego czegoś. To znaczy nie lubię kiedy ktoś obraża kogoś innego, zwłaszcza jeśli te osoby nie mogą się bronić.
Jeśli chodzi o mniejszości seksualne, to jakoś przestało mnie już razić… to znaczy jeszcze czasem, ale na ogół nie. Pewnie dlatego, że sam należę do tej grupy, a ja sam na obrazę mnie zobojętniałem (i to dobrze). Ale jeśli chodzi o wyznawców religii… to wciąż mnie razi. Bo nie chodzi o wiarę w Boga, bo można nie wierzyć, ale to nie ma znaczenia. Gdyby ktoś wierzył w małe różowe ludziki zamieszkujące szczeliny między kafelkami, to bym się nie śmiał z ludzi w nie wierzących, nie dlatego, że sam bym wierzył w te ludziki, tylko przez SZACUNEK do LUDZI w nie wierzących! Analogicznie w przypadku Boga. Takie jest moje zdanie.
A z drugiej strony wiem dokładnie i jest mi z tego powodu strasznie wstyd, że sam nie jestem idealny. Pisałem na forum rzeczy, z których nie jestem dumny… co prawda porównując z innymi, moje wypowiedzi to i tak pikuś i pewnie nikt nawet nie zwrócił na nie większej uwagi, ani nikogo nie obraziły, ale ja się czuję z tego powodu źle. Ale to tak jest… katolików jest w tym kraju najwięcej i jak oni zaczynają, to ja się nakręcam i coraz śmielej sobie poczynam… może dlatego, że mi się wydaje, że skoro są zawsze i wszędzie, to mogą się bronić. Ale to mnie nie usprawiedliwia. Jedyne co mogę powiedzieć, to tylko tyle, że staram się być lepszy. Jakkolwiek głupio to brzmi, bo nie ma ludzi idealnych, to jednak nie jest niczym złym dążenie do ideału. I ja się staram.
No i to tyle co mam do powiedzenia w tym temacie, ale po prostu musiałem gdzieś to wszystko napisać.

Wracając do tych uczuć… zupełnie mi ostatnimi czasy przeszło na głębię uczuć. Obojętność. To fajne, ale żebym nie został bezuczuciowy, pocieszam się tym, że może tylko mi się tak wydaje, że to taki pozór, a dzięki temu osiągnę ten złoty środek. Cóż, przynajmniej już rozumiem, co to znaczy, że faceci są „gruboskórni” ;) tak, to dobre słowo.

Nom. I wcale nie miałem zamiaru o tym wszystkim pisać. Znaczy nie, miałem zamiar, ale o czymś jeszcze… a teraz znów nie wiem jak to ująć, więc może innym razem…
A plecy dalej bolą… nici z maści, bo na wypryski nie można (a na moich plecach trudno znaleźć miejsce bez wyprysków). Mam jakiś plaster na bóle… pali jak sk******* ;) ale jak ma pomóc, to wytrzymam (no mam nadzieję…), przynajmniej wiem już jak się czuje człowiek przypalany żywcem ;) Ale jak nie pomoże… to w poniedziałek lekarz wita :/ I tak średnio mi się to podoba, bo będę musiał wtajemniczyć moją lekarkę. No niby lekarz to lekarz, ale lekarz też człowiek… a ja ją na prawdę lubię i wolałbym nie musieć zmieniać.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.