3 filmy (i przemyślenia) + to co mnie wkurza + to co najważniejsze

Ok, idąc za przysłowiem „tylko krowa nie zmienia poglądów”, zmieniłem zdanie. Byłem w sumie za celibatem twierdząc, że jak ktoś chce być księdzem, to niech się liczy z celibatem. Wredne. Bo ja bywam złośliwy, albo nawet okrutnym bym to nazwał. A w drodze do doskonałości ( ;) ) muszę przyznać, że teraz mi głupio. Jeśli ktoś czuje powołanie, a jednocześnie nie czuje potrzeby celibatu (czy wręcz kocha kogoś), to nakazując mu pozostać w celibacie można go skazać jedynie na cierpienie.
Ksiądz – tak, podobał mi się ten film.
Potem oglądałem Die Welle i też mi się bardzo podobał.
A potem Klasę i… to też był dobry film. Ooo tu to bym nawet mógł szerzej skomentować. Np. jak mu zeszyt zabierają – hehe, skąd ja to znam… cóż, ja w czasach szkolnych miałem perfekcyjnie opanowany odruch pilnowania swoich rzeczy, w życiu bym nie spuścił z oka czegokolwiek (plecak tylko pod warunkiem przytrzymania go nogą). To było normalne. Ale jak ojciec mu mówi: „zazwyczaj stoją za tym jacyś liderzy”… jasne… oni prowokują, a reszta się śmieje i też na coraz więcej sobie pozwala. Tylko jakie jest wyjście z takiej sytuacji? Wiem co to znaczy prześladowanie, choć oczywiście nie w takim stopniu, bo gdyby mnie pobili, to bym poszedł na policję (pobicie to już w końcu kwalifikuje się do zgłoszenia), a do takiej szkoły nigdy nie wrócił. Nawet jeśli byłaby to jedyna szkoła w mieście. Ale gdzie leży problem? Chyba w wychowaniu tych ludzi przez ich rodziców. Tu musiało coś zawieść, że byli zdolni znęcać się nad innymi.

Widzę pewną tendencję w telewizji i bardzo mnie to… obrzydza. Znaczy to już nie nowość, w 2004 o tym samym wspominałem. Ale na prawdę to jest do porzygania.
W ‚gwiazdach na lodzie’ (nie lubię tego, jednak mojego zdania nie podzielają wszyscy domownicy ;) ) w trzeciej edycji producenci przeszli sami siebie. Ok, Dodę strawię (w obliczu innych osobistości tam, to ją nawet polubić mogę), ale teraz jeszcze jakiś koleś no i… Jola na lodzie :| no i prowadząca (do której nic nie mam, ale której z kolei nie lubi Doda)… i mamy coś takiego, że ręce opadają. Wszyscy się ze wszystkimi żrą, a głupie społeczeństwo ma uciechę. >Das kotzt mich an.< (sorry, po polsku nie znajduję odpowiednika… może „to przyprawia mnie o wymioty” jest najbliższe). Nie to jak się żrą, tylko to, że ludzie lubią na to patrzeć (w przeciwnym razie Jola by od razu odpadła albo w ogóle nie powstawały by takie programy – z tak dobranymi uczestnikami). Lubią patrzeć jak jeden drugiemu dopierdala, jak jeden drugiego poniża, wyzywa, obraża… (oczywiście ci obrażani i poniżani w życiu się nie przyznają, że ich coś uradziło, oni odpowiedzą tym samym). No rzeczywiście, zajebista zabawa. Powtórzę po raz kolejny: rzygać mi się chce jak o tym pomyślę. Bo ludzie w sumie są okrutni, tylko raz na jakiś czas zatrzymają się nad losem jakiegoś zwierzątka czy nawet innego człowieka, raz na jakiś czas dostrzegą krzywdę, przez resztę czasu sami ją zadają (chociaż nie mówię – często pewnie nieświadomie).

Ok, ‚po drodze’ nic nie zawiodło, obym tylko ja nie zawiódł.
I znowu się denerwuję. Jakimiś pierdołami – tym, że pierwszy raz jadę nową trasą, którą jeszcze nigdy nie jechałem.
Kiedy najważniejszy problem powoli się rozwiązuje, człowiek zaczyna dostrzegać te mniejsze. Czasem tak sobie myślę, że jak już w końcu kiedyś udam się do psychologa, to co ja mu właściwie powiem? Najpierw chyba: „mam tyle problemów, że nie wiem od czego zacząć”. Ale zacznę prawdopodobnie od tego, że denerwuję się ciągle i wszystkim i dlaczego? No przecież do cholery mam trasę rozpisaną z detalami, każdą stację i godzinę przyjazdu/odjazdu pociągu z niej. Mimo to wciąż mam schizę, że nie do tego pociągu wsiądę, nie na tej stacji wysiądę i w ogóle się czymś pewnie skompromituję (bo chyba o to chodzi… w sumie to właśnie jest dość typowe dla enneagramowej piątki).

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.