to co cieszy i to co mniej…

No więc wypadałoby napisać coś… To znaczy chcę napisać o tym, bo to też swoista „szkoła przetrwania”. Tak sobie myślę teraz, że w życiu transa są różne okresy i każdy czymś się różni od innych… Teraz mam ten trudny, bo papiery stare, a wygląd już „na nowe” ;) Ale bywało dużo gorzej (przynajmniej pod względem psychicznym), więc nie mogę powiedzieć, że to jest okres najgorszy. A więc dnia pierwszego rano poszedłem pod salę, gdzie miał być kurs i tak stoję, ludzie przychodzą a ja udaję że wielce jestem zajęty komórką żeby mnie nikt nie zagadał, bo szczerze mówiąc nie miałbym pojęcia co powiedzieć. Przyszedł facet, krótko było, dzień jakoś przeleciał. Chciałem się zwolnić z pierwszego dnia „zajęć właściwych” (no bo termin u biegłego…), to poczekałem aż wszyscy wyszli i mówię, że być nie mogę… Facet, że nie ma sprawy, żaden problem, ależ oczywiście, przekażę że Pana nie będzie. Tia… nazwiska nawet spisać nie chciał, więc se myślę – kanał, bo na liście będzie brakowało pani :/ (a z listą nie mogę nic zrobić, bo to jest urzędowa lista i musi taka być, nie ma że się dogadam i mnie inaczej wpiszą :( ). Ale se wyliczyłem, że jak dobrze ustalę połączenia PKS, to zdążę na większą część zajęć, uznałem, że to chyba będzie dobre, bo zawsze to dobrze być pierwszego dnia (takich konkretnych zajęć).
Ale ogólnie luźne pogawędki z prowadzącym były ciekawe (te całkiem pierwszego dnia). Padło pytanie: kto ma wyższe? – cisza. Kto zamierza studiować? – cisza :D Dopiero po chwili nieśmiałe: „Studia są drogie…” ;) Ale nie, ktoś tam studiuje, a ogólnie doszliśmy do wniosku, że dobrze jest zrobić jak się już ma ustabilizowaną sytuację materialną (tzn. się zarabia, się ma kasę na studiowanie, a często i zakłady pracy finansują).
Dzień następny wyglądał tak, że znowu się nie odzywałem rano. Ale potem pani wymagała przedstawienia, więc cóż… przynajmniej miałem to za sobą przed grupą… To potem już się odzywałem, jest jedna osoba z mojego miasta, tośmy ustalili, że 2 razy się chyba nie pojawimy, bo nie mamy dojazdu (znaczy żeśmy to ustalili czekając na autobus, prowadzącemu będzie trzeba jeszcze powiedzieć).
I tu się pojawiło mi takie spostrzeżenie… No bo prowadząca (ta drugiego dnia) zadawała nam pytania takie, jakie mogą zadać pracodawcy. No i każdego pyta zgodnie z formą… po czym doszła do mnie i… przestała używać jednej formy na rzecz „Czy Pan/Pani…” ;) I kolega jakby też starał się nie używać rodzaju. Wydaje mi się, że ludziom w pewnym momencie po prostu coś zgrzyta… ale nie powiem, mi się podobało, że nie było formy, bo to lepsze niż by była metrykalna.
Uświadomiłem sobie, że ludziom jest z tym niezręcznie. Oni źle się czują w towarzystwie kogoś, co do kogo nie mają jasności (i wcale się nie dziwię w sumie) i ja też oczywiście źle się czuję, że to ja jestem tą osobą. Oczywiście ludzie są różni, należy obalać stereotypy itp. ale… ale powiedzmy sobie szczerze: gdybym mógł być wpasowany w ten stereotypowy podział ról, było by mi dużo łatwiej… Mam po prostu dość tego wszystkiego i chciałbym się wpasować. A nie że całe życie czuję się źle i ludzie wokół mnie też.
„Zajęcia właściwe” (dzień pierwszy) przebiegły spokojnie. Ale prowadzący dalej do mnie na „Pan”, grupa się nie odzywa. K***, kiedy to się skończy :/ No może już niedługo, bo u biegłego przeszło pomyślnie. Znaczy bardzo miła pani była i też trzymała nie dłużej jak pół godzinki i życzyła na koniec powodzenia :) Obiecała też się pospieszyć (znaczy sąd krótkie terminy daje – tak mówiła, no to chociaż tyle). Za tydzień zda papiery no i pozostaje czekać na rozprawę…

A w drodze powrotnej (ogólnie tego dnia zaliczyłem 5 autobusów… i to w obrębie jednego województwa, inaczej się nie dało) jakiś ktoś siedział za mną i słuchał muzyki… na głos :| w dodatku to nie było wcale daleko od kierowcy, który miał włączone radio. I nie to, że mi się kawałki nie podobały, bo były nawet w porządku (głównie pop i hip-hop, akurat sporo z tego lubiłem… żeby chociaż słuchał(a) do końca a nie przelatywał(a) co chwilę dalej :/ ), ale no ej… ja też potrafię puścić komórkę bez słuchawek, nie ma czym szpanować (12 latków wracających ze szkoły i popisujących się super hiper nową komórką z funkcją, którą miałem już 4 lata temu /i to wcale nie w jakiejś wypaśnej komórce, choć może na tamten czas była niezła/, jeszcze rozumiem, z resztą mijam ich i nie słyszę). Gdybym był odważny, wstałbym i zapytał czy sprezentować słuchawki, bo ja mam kilka par. Gdybym był mniej odważny (i złośliwy), puściłbym swoją na głos (i to bym nawet zrobił, gdyby nie to, że zagłuszanie radia kierowcy uważam za brak wychowania, a przynajmniej taktu). No ludzie, słuchajcie sobie swojej muzyki i dajcie mi posłuchać mojej, a nie że ja muszę mp3 na full dawać, bo nic nie słyszę :[ a potem się dziwić, że ludzie głuchną… W dodatku zagłuszyć nie było tak łatwo, musiałem sobie Rammstein puścić :P
A btw. – przetestowałem GG na komórkę – łaaa jaki bajer :D znaczy no nie ma się czym podniecać ;) ale fajne tak w razie czego.

***
Wklejka:

Ostatnio mi ktoś zapodał linka: Psychologia past-oralna tekst jest fajny, polecam przeczytać w całości :D najbardziej mi się podoba komentarz o teorii i praktyce :D chociaż rzucanie ‚od dupy strony’ też jest boskie :D i katolicka rodzina w ogóle cały tekst jest świetny.

I jeszcze artykuł o tg: Płeć: Inne

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.