’dwójka' w planach…

Nawet lubię podróże. No może poza przypadkami kiedy, jak już 5 razy sprawdziłem czy na pociągu aby na pewno jest moja trasa (bo ch*** nie wyświetlili na peronie na tablicy), wsiadłem a z przedziału obok słyszę: „Gdzieś tam któreśtam wagony podobno odłączają”, no !@#$%. I już mam stresa ;) Chociaż tak było poprzednio, teraz niedokładnie wyświetlili, a jak odjeżdżaliśmy to się chyba tej z głośnika coś pomyliło, bo skomentowała jakbyśmy jechali w przeciwnym kierunku, no ale wcześniej się pytałem konduktora (bo tu z kolei na pociągu trasy też nie było), więc no chyba on nie mógł się mylić ;)
Ale nie lubię tak, ja muszę mieć wszystko jasne, pięć razy sprawdzone czy aby bilet mam w kieszeni itp. Choć właściwie i tak jeżdżę swobodniej niż kiedyś, np. nie miałem już rozpisanej trasy o której godzinie na którym przystanku pociąg staje :D ale lubię tak, mieć jasność gdzie (między jakimi stacjami) w danym momencie się znajduję. Chociaż w sumie zawsze mogę zerknąć na wyświetlacz komórki („Tychy. Dobre miejsce” – dokładnie tak pisze w Tychach :D ciekawa sprawa :D), technika fajna sprawa, nie to co kiedyś… trzeba było lokalizować stację po punktach orientacyjnych albo na czuja, że to już zaraz będzie trzeba wysiadać.
A najzabawniejsze to było jak do jednej starszej pani na komórkę ktoś tam zadzwonił (a nas w przedziale było 4 dorosłych i 4 dzieci z chyba 2 klasy podstawówki, na zieloną szkołę jechały), a ona: „A tak, jedzie się dobrze, dziećmi się opiekujemy, wszyscy mamy komórki” :D się uśmiałem. Ale w sumie moje dzieci też dostaną komórkę… no nie wiem kiedy, tak myślę właśnie… dotychczas myślałem, że chwila pójścia do szkoły będzie ok (jest to pewien krok w samodzielność, ale komórka jest jednocześnie prostym łącznikiem, pozwalającym zawsze sprawdzić co z dzieckiem), ale za te 10-20 lat jak już będę miał dzieci, to czasy mogą się zmienić, a ja się nie będę upierać. Jeśli się okaże, że większość dzieci dostaje komórki (albo nie wiem, może jeszcze coś lepszego wymyślą?) w przedszkolu, to moje też dostaną.
Wracając do jazdy… nosz k***! Autobus zlikwidowali, jasne, pewnie, niech wszystkie pozabierają :[ i od początku czekam… na pociąg jeszcze w tamtą stronę 3 godziny (ale to akurat spoko, inaczej dojazdu nie miałem, poza tym sam nie byłem), ale ten powrót… Zamiast po niecałej godzinie od przyjazdu pociągu jeden autobus bezpośredni, to najpierw 2,5 godziny na autobus do jednego miasta, potem jeszcze 1,5 na autobus dalej… Normalnie mam dość, a jeszcze w dodatku od rana mi niedobrze (co oczywiście nie powstrzymało mnie przed zjedzeniem wszystkiego co miałem do zjedzenia :P ). Zamiast te 7, to byłem jakieś 11 godzin w podróży :/ A w ogóle z tymi podróżami, to się czuję jak jakiś… bo tu 40zł, tam 30, tam 10zł dostanę i wszystko „a to będzie do biletu” – myślę… i się czuję jak garnek bez dna, w który tylko się pakuje pieniądze… ale co zrobić. Ts to taka paskudna choroba przewlekła, której w dodatku nie można wyleczyć w najbliższej przychodni ;)

No i do rzeczy. Z bankiem załatwiłem, dane miały się zmienić około poniedziałku (w necie pisało, że po kilku minutach), a w końcu zmieniły się dziś, o 16:00 były jeszcze stare, o 22:00 już nowe. Potem mam zadzwonić o duplikat karty bankomatowej/płatniczej… duplikat, aha… niech zgadnę, 25zł? No ale nie ma nic za darmo… (to znaczy duplikaty nie są za darmo ;) ). Aż dziwne, że w szkole policealnej nie kazała mi za nic płacić i w ogóle sprawnie poszło (bo się obawiałem, że może robić problemy, czasem robią), ale nie robiła i mam nadzieję, że tak zostanie. Tylko dziwne, bo świadectw nie zabrała mówiąc, że to pewnie przy odbiorze nowych. Zobaczymy.

A teraz już tak całkiem do sedna ;) Na kontroli byłem. Znaczy się miałem pokazać, to się pokazałem. Oczywiście tu z tym całym dojazdem to też cały cyrk ;) no ale z moimi schizami… Najpierw dorwałem w internecie mieszkańca i poprosiłem o jakieś info czym spod PKP pod klinikę dojechać (bo taxi za 30zł to tak jakoś… ;) ),podał mi nr autobusu, więc ok. Ale już na miejscu zapytałem też pani w kiosku kupując bilet (tak z kolei zrobił ktoś inny jak tam pierwszy raz jechał, tylko że jemu pani powiedziała), ta nie wiedziała za bardzo… No jak ja tak nie lubię! :D Bo dla mnie to ze trzy źródła muszą się wzajemnie potwierdzać, żebym był w miarę spokojny jadąc gdzieś (bo o całkowitym spokoju to nigdy nie ma mowy), a nie że każdy powie co innego. No ale zapytałem jeszcze kierowcy prosząc żeby mi wskazał gdzie mam wysiąść, ale to nawet nie było konieczne, bo sam poznałem, ponieważ autobus mija klinikę, skręca i zaraz staje. Teraz mogę powiedzieć, że spod PKP i z powrotem jest bardzo prosto dojechać. A jak na kogoś jak ja – z całkowicie zerowym poczuciem orientacji w teranie, to jest dużo. Tak, bo nawet jeśli orientacja w terenie jest męską cechą to uczciwie mogę powiedzieć iż nie posiadam jej w ogóle. Jak ja wchodzę do sklepu w obcym miejscu, to po wyjściu nie mam pojęcia czy przyszedłem z prawej czy z lewej :D Chociaż może jak jestem sam, to trochę bardziej się pilnuję.
No a teraz wizyta. Chirurg obejrzał i mówi, że jest dobrze, symetrycznie. A blizny można by… jakbym chciał dwójkę tam robić to można by przy okazji na blizny poprawkę zrobić, a jakbym nie chciał tam, to na inny termin jakiś się umówić na samą poprawkę. A ja na to, że chcę tam (no ile razy mnie będą kroić, co? ;) wszystko razem i na znanym terenie ;) ), blizny jak blizny, ale te sutki, to takie duże są ten… i czy by się nie dało coś z tym… ;) Bo kij tam z bliznami (aczkolwiek jak się da zmniejszyć jeszcze, to oczywiście chętnie), ale sutki… No więc powiedział, że zrobimy tak, że dzień po dwójce (bo się parę dni leży… ciekawe ile, bo nawet nie wiem), zrobiłby mi poprawkę, zmniejszył brodawki (tzn. te sztywniejące części co się skarżyłem że duże :P ) i jeszcze otoczki. Noo, to by było super. Zapytałem więc też kiedy mogę zrobić dwójkę, bo podobno trzeba odczekać, pół roku słyszałem… Dowiedziałem się, że od jedynki już minęło i nie trzeba tak długo. Z niedowierzaniem (że tak szybko :P ) zapytałem czy w takim razie mogę w czerwcu… mogę! :)) No to po prostu po weekendzie się umawiam :)) Ale hmm… „na drugi dzień po”, to chyba oznacza, że w znieczuleniu miejscowym poprawka będzie. Ok, w sumie to nie taka już operacja, tylko drobna korekta z wierzchu. A zobaczymy, co będzie to będzie. Czy muszę dodawać, że znowu się nie mogę doczekać? :D Nie no… widzieliście kiedyś człowieka podjaranego faktem, że będzie miał operację? To chyba tylko transa :D

Oczywiście, ile mnie nie było? Trzy dni, trzy doby, a na ts forum już się znowu zdążyli pożreć. Bez komentarza. Ale to chyba tylko potwierdza jak poważne problemy mamy… ważna strona, ważne forum, trudności w zdystansowaniu się, prywatne problemy = wybuchowa mieszanka i psychika siada na całej linii. Tak bym tłumaczył te konflikty.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.