jeszcze jedna przypowiastka itd…

Nom, przypowiastka jest fajna, bo tak na prawdę to tylko tyle (i aż tyle) nam zostaje. Życie składa się w większości nie na akceptacji, czy proteście, ale właśnie na przyjmowaniu do wiadomości tego co się dzieje (ach, uwielbiam ten zwrot „przyjmowanie do wiadomości”, jest taki świetnie wyrażający wiele zagadnień). Na niewiele rzeczy mamy wpływ, nie mamy wpływu (większego) na poglądy innych, nie do końca możemy też sprawić żeby nas traktowali tak jakbyśmy tego chcieli… a nawet jak spotyka nas coś radosnego, to tej radości też nie możemy sobie dozować. Musimy po prostu przyjąć do wiadomości rzeczy, których nie możemy zmienić.
Ale i zmieniać te które możemy (no bo bez przesady, nie chodzi też o to żeby nie robić nic, trzeba się po prostu dopasować poniekąd do sytuacji jeśli nie możemy jej zmienić).

Jeszcze jedno okołotransowe… jak ktoś najpierw pisze, że świetnie mu się żyje, ma zero kompleksów, wygląda lepiej niż genetyczny… a kawałek dalej, że teraz to wszyscy będą umieć rozpoznać transa na ulicy, to… ja czegoś tu nie rozumiem. Skoro tak świetnie się żyje, jest się taaakim przekonywujacym, że w ogóle zero wątpliwości, to… co to za problem że ktoś będzie umiał rozpoznać, jak przecież nie rozpozna kogoś, kto wygląda lepiej niż genetyczny? ;) Hłe, hłe…
Zmierzam do tego… że ja nie widzę potrzeby oszukiwania się iż jest tak świetnie, że to w ogóle żaden problem być ts. To chyba to, że niektórzy ludzie próbują sobie wmówić jak jest im dobrze. Właściwie cel jest dobry (autosugestia i te rzeczy), ale jakoś tak nieudolnie, że najwyraźniej nic z tego nie wychodzi… Natomiast właściwy cel jest taki, że… niech sobie nawet ludzie potrafią rozpoznać transa (a raczej „niech myślą że potrafią”, bo nie raz i nie dwa pisałem że to wszystko bzdury moim zdaniem) i tylko mnie niech rozpoznać nie potrafią :> taki powinien być cel każdego pragnącego zniknąć w tłumie. I jest to zupełnie do osiągnięcia. Jak się ma wystarczająco dużo pewności siebie i takiej hmm… charyzmy czy nie wiem jak to nazwać. Nie, ja tego nie mam. Ale ja przynajmniej nie twierdzę, że to mam.
Z drugiej strony nie chcę być źle zrozumiany przez to co ostatnio piszę (że nie jest świetnie itp.)… co może brzmieć jak „nie warto się leczyć, bo i tak się nie zapomni”. Nic bardziej błędnego. Jasne, nie zapomni się, bo jak można zapomnieć… o pewnych rzeczach nie można zapomnieć. Nie można nie myśleć… Ale jest tak bez porównania lepiej od czasu leczenia, że tego nawet nie da się wyrazić.

***
Kandydatka do PE: Homoseksualizm to choroba genetyczna – masakra od początku do końca… na szczęście: „Pomysłowość „programów wyborczych” kandydatów Prawicy RP jest na szczęście odwrotnie proporcjonalna do wyników partii w sondażach.” :D i jeszcze z komentarzy: „Ośmielę się stwierdzić, że zwolenników Marka Jurka jest również tylu co zoofili, koprofagów, itd., a więc nie rozmawiajmy o zboczeniach.” :D a najlepszy koment: „‚Niedziela’ ? Jakie źródło wiedzy naukowej ja nie mogę! Kończ waść, wstydu oszczędź!”, no to się uśmiałem :D

A potem z dyskusji na ts forum, ze słusznego skądinąd stwierdzenia: „Śmiać mi się chce jak słyszę hasła „stop pornografii”, zupełnie jakby ogłosić hasło „Stop łysieniu u mężczyzn” – w sumie farmakologcznie środki można podawac te same” :D
Ale z „to poniża kobietę” to nie mogę się do końca zgodzić. Po pierwsze dlatego, że mamy też gejowską pornografię, więc dlaczego usilnie mówi się tylko o kobietach? A po drugie skomentowałem: „Ty myślisz o tej kobiecie jak o poniżonej”, to jest moim zdaniem sedno. Bo pisałem już kiedyś, że wcale nie patrzę na człowieka występującego w pornosach, jak na kogoś gorszego. To bzdura. Załóżmy, że oglądam, wtedy ten człowiek dostarcza mi rozrywki, ja mu wdzięczny powinienem za to być, a nie jeszcze traktować z niższością! To samo tyczy się prostytucji. Iiii tutaj wkleję kolejną mądrą przypowiastkę, bo mi akurat tak cudownie przypasowała. Każdy może zrozumieć ją nieco inaczej, ale ja ją właśnie tak rozumiem, że ani prostytutka ani aktor filmu porno nie jest w żaden sposób gorszym i mniej wartym człowiekiem!

Dobrze znany mówca rozpoczął seminarium trzymając w ręku dwudziestodolarowy banknot. Do dwustu osób na sali skierował pytanie:
– Kto chciałby dostać ten banknot?
Ludzie zaczęli podnosić ręce. Spiker powiedział:
– Mam zamiar dać ten banknot jednemu z was, ale najpierw pozwólcie że coś zrobię… – i zaczął miąć banknot. Pokazał zgnieciony banknot i zapytał:
– Kto w dalszym ciągu to chce?
Ręce znowu się podniosły…
– A gdybym zrobił to? – zapytał mówca…. i rzucił banknot na ziemię. Podeptał go butami i podniósł – był pomięty i brudny…. – A teraz kto chce te pieniądze?
Ręce podniosły się po raz trzeci.
– Moi przyjaciele odebraliście bardzo cenną lekcję. Nie ma znaczenia co zrobiłem z tym banknotem, ciągle chcieliście go dostać, ponieważ nie zmniejszyłem jego wartości. To jest wciąż warte 20 $!
Wiele razy w życiu jesteśmy powaleni na ziemię, zmięci i rzuceni w błoto przez decyzje, które kiedyś podjęliśmy i okoliczności, które stanęły nam na drodze. Czujemy się przez to mniej wartościowi. Ale to nie ma znaczenia, co się stało i co się jeszcze stanie…
TY nigdy nie stracisz swojej wartości: brudny czy czysty, zmięty czy w dobrej formie, jesteś ciągle bezcenny dla tych, którzy Cię kochają.
Wartość naszego życia nie wynika z tego co robimy, ani nie zależy od tego, kogo znamy, lecz KIM JESTEŚMY!
Jesteś wyjątkowy! Nigdy o tym nie zapomnij!!!

Tak teraz sobie myślę… skąd mi się to wzięło, ten i inny pogląd? Już miałem stwierdzić, że do pewnych rzeczy trzeba dojść, ale nie… ja po prostu w domu nigdy nie słyszałem złych słów, nie czułem pogardy dla innych, czy to prostytutki czy jakieś mniejszości. Jak tak sobie myślę, to nigdy nie usłyszałem z ust moich rodziców słowa „nienawidzę”, żadnej takiej agresji. To chyba jest w pewnym sensie kwestia wychowania. Może o pewnych rzeczach się nie mówiło, a tego czy owego traktowało się trochę z uśmieszkiem, ale nigdy z agresją, nigdy. Dlatego się tego nie nauczyłem i dlatego teraz tak bardzo nie umiem tego zrozumieć. Że można kogoś „nie lubić” (mówiąc delikatnie) bo jest np. Żydem. Itp.

***
Mój Boże, być głównym tematem wpisu do journala na dA osoby z drugiego końca świata… To całkiem miłe być docenianym za coś co się tworzy :P szkoda tylko, że doceniają coś, co w zasadzie potrafiłby każdy przy odrobinie chęci… no ale tak czy inaczej to miłe ;)

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.