# 792

Czuję się jakbym miał na czole wypisane że jestem ts. – też się tak czasem czuję… A to że w każdej sytuacji coś spieprzę i zrobię źle/głupio/śmiesznie, to nie pomaga podbudować samopoczucia :/ (ale popatrzcie cóż za postęp, jeszcze nie dawno nie umiałem sformułować czy też przyznać się do tego, że ciągle robię coś ni tak, a teraz piszę o tym już chyba w trzeciej notce, to już coś).
I w ogóle tak patrzę na siebie i sobie myślę… ktoś tam gdzieś na blogu napisał jakiś czas temu, że ludzie wyjeżdżają albo kupują sobie coś, a my nie, po nas widać dopiero jak się rozbierzemy gdzie podziały się tysiące złotych (podobało mi się to tak ujęte). No i tak jest. Z tym, że te tysiące nie dodają nam wyglądu modela, wręcz przeciwnie. I to też jest dołujące. Ok, nadwaga nie ma nic wspólnego z ts i tego się nie czepiam w tej chwili (aczkolwiek fajniej by było nie mieć :P ale niestety żrę ostatnio a nie jem, więc no cóż, coś za coś). Ale np. nierówności na klacie… no dobra, ja wiem, że ćwiczenia też by pewnie choć trochę efektów dały, ale ja zwyczajnie nie mam gdzie poćwiczyć (nawet nie wiem czy u nas siłownia jest otwarta dla każdego, a nawet jak to wolę nie myśleć co za ludzie tam chodzą), a poza tym mi się nie chce. O przyszłych bliznach nie wspomnę. I tak sobie myślę, że z kasą można by poprawić to i owo, ale no właśnie – znowu ta kasa i mam wrażenie, że wszystko sprowadza się do pieniędzy (znowu, normalnie deja-vu, znowu jestem w tym samym punkcie). I nie chcę brzmieć jak wstrętny materialista (a mam wrażenie, że tak mogę brzmieć, bo ciągle wracam do tego tematu, już nawet nie liczę w który raz w ilu notkach), ale ja na prawdę niestety nie widzę dla siebie szczęścia bez pieniędzy (bo za nie mogę kupić/zrobić to czy tamto co mi przyniesie szczęście). To brzmi jakbym mówił, że wszystko można sobie kupić i tylko rzeczy materialne się dla mnie liczą. Nie, ale można np. poprawić swój wygląd, a to poprawia samopoczucie psychiczne. Więc można zaspokoić więc swoje potrzeby psychiczne.
Przytoczę taki sobie cytat z serialu (fajnie tak oglądać coś fajnego i jeszcze trafić na cytaty, które są już wyjątkowo fajne pod innym względem), który tak jakoś nam pasuje… (przynajmniej mi się podoba, kurcze, faktycznie ts mają w pewnym sensie sporo wspólnego z więźniami…): „‚Przynajmniej jesteś zdrowy’. Nienawidzę gdy ktoś tak mówi! Straciłeś pracę, żonę, jesteś w więzieniu, a ktoś wylatuje z tym tekstem! Jakby to miało poprawić mi samopoczucie! Może i jestem spłukany, a ktoś chce mnie załatwić ale za to nie mam raka! Następna osoba która powie mi: ‚Przynajmniej jesteś zdrowy’, sama taka zdrowa długo nie pobędzie!” :D

„Umysł jest jak ciało. Pod ciągłym atakiem. Ze strony strachu, nienawiści i całej masy samotności. Te rzeczy są tak śmiertelne jak rak. Umysł jest jak ciało. To, że umysł jest w stanie przetrwać, to cud.”
(oba powyższe cytaty – „Oz” s1e6)

Czuję się jakbym miał na czole wypisane że jestem ts. – a z drugiej strony nie. To fakt, jestem dla siebie zbyt krytyczny, ale wciąż gdzieś tam staram się żeby mnie zdrowy rozsądek nie opuszczał. Ok, może prawie wszyscy mężczyźni są ode mnie wyżsi (i większość kobiet także :D ), ale wciąż jeszcze pozostaje garstka tych niższych i co jakiś czas (nie taki rzadki nawet) ich widuję. Ok, może wyglądam na mniej niż mam lat, ale to też sie zdarza. Może mam za wysoki głos ale… a nie chcę mi się dalej wymieniać :D Konkluzja w każdym razie ma być taka, że liczy się to co w papierach. Nawet jak się komuś wydaję dziwny, to jeszcze nikt mi tego nie dał do zrozumienia, a jakby dał, to bym głupiego udał i zamachał mu dowodem, więc popadanie w paranoję jest tutaj nie na miejscu.
Zwłaszcza że czasem z kolei odpływam w jakiś taki świat głupiej radości :D Np. siedzę w pracy i dzwoni do mnie z piętra babka żebym coś tam zrobił i tak mi pięknie mówi po imieniu że aż się zamyśliłem jakie to wspaniałe :D Jakie to kurwa niewiarygodnie wspaniałe, że ktoś mi mówi, po imieniu albo zdrobnieniu itp. Że o możliwości zameldowania się na nocleg już nie wspomnę – że mogę pokazać dowód, którego się nie wstydzę. Baa, wszyscy mówią mi po tym normalnym imieniu, bo jak inaczej? Ale mam na myśli… że kiedyś byłem tylko w necie, dla siebie i tu na blogu… a teraz mówią mi tak ludzie, bo mam tak na imię. Jak już kiedyś mówiłem – jeden z nielicznych plusów, to to, że imię sobie możemy sami wybrać. I nawet każda forma mojego mi się podoba, kiedyś mogłem o takim stanie jedynie pomarzyć. I tak siedziałem ucieszony, myślałem jakie to wspaniałe uczucie :D nie-ts takich rzeczy nie dostrzegają, imię to coś, na co często nie zwracamy większej uwagi.

A jednocześnie… ciągle jeszcze dostrzegam w tej całej radości nierealność… może to to, że nie potrafię niektórym spojrzeć w oczy… bo czuję, że mimo wszystko ich zawiodłem. Bo widzą, że jestem szczęśliwy, szczęśliwszy niż kiedyś ale jednak. Każdy by wolał nie mieć ts w rodzinie. A może to to, że kiedy się 20 lat udaje, to chyba musi minąć drugie tyle prawdy, żeby tamto się zatarło… A z tym szczęściem to miewam i takie wrażenie czasem, które też zobrazuje cytat (z s1e3 tym razem): „Odkąd urodziło się moje dziecko, opowiadam wszystkim wokół jakie jest piękne i takie tam. No bo musisz przyznać że to najpiękniejsze dziecko na świecie. A teraz myślę że może trochę przesadziłem, bo dziś Maritza zadzwoniła żeby powiedzieć że dziecko ma chorą wątrobę i ciągle jest w szpitalu, i myślą że może umrzeć. Więc myślę że może Bóg mnie usłyszał jak się cieszyłem i postanowił mnie ukarać.” Jak mi coś nie wyjdzie to mam takie samo wrażenie zawsze… Dlatego pozytywne myślenie nie przekonuje mnie do końca.

Ogólnie to trudno mi to wszystko odpowiednio wyrazić. Każdy medal ma dwie strony – tak jakoś mi tutaj pasuje. Ale nie jest gorzej niż kiedyś, to by było niemożliwe :D Jednocześnie wciąż są i zawsze będą powody do pytania „dlaczego ja?” i do czucia się źle…

Zawsze byłem kobietą, zawsze była mężczyzną – hmm… rzekłbym, że identyfikacja społeczna jest najważniejsza (aczkolwiek wygląd nie jest bez znaczenia; to jeśli chodzi o mnie, tyle że wygląd to dla mnie, identyfikacja dla reszty świata). Ogólnie artykuł dobry (ale 15 tyś. Euro, skąd on to wytrzasł? dziewięć, dziewięć! dziewięć i nie dobijajcie mnie! :D ja już se tu postanowiłem, że za rok we wrześniu robię trójkę w Belgradzie! a z resztą to wszystko jedno jaki koszt, zarobię ile zarobię, reszta kredyt(y) i wio. Tak przynajmniej wygląda mój plan ;) ).

Z nudów wyszukałem sobie dziś z książek Mastertona, jakiegoś ebooka (bo Kinga to należy czytać z większą celebracją – tylko książki papierowe ;) ), wybrałem „Dwa tygodnie strachu” jako że szybciej się czyta zbiory opowiadań niż powieści. Zdążyłem już dwa z nich przeczytać, drugie mnie powaliło :D Facet poznaje kobietę, która go uwodzi, kocha się z nią parę razy, kilka dni tylko z nią jest, po czym… stwierdza że jest tą kobietą, a ona nim :D Chodzi o to, że kolejni faceci dają się uwieść i po takich kilku nocach stają się kobietą, a potem chcąc się uwolnić uwodzą następnych żeby przejąć ich ciała i tak dalej. Ale niektóre fragmenty to są bardzo dobrze ujęte:
„— Ale dlaczego nie zostałeś Anną? Dlaczego nie pozostałeś, jaki byłeś? Dlaczego musiałeś przejąć moje ciało?
— Ponieważ jestem mężczyzną — odparł David Chilton. — Ponieważ zostałem stworzony mężczyzną i myślę jak mężczyzna. Nie ma znaczenia, jak piękną czy jak bogatą kobietą jesteś ani… No cóż, zobaczysz, jak to smakuje.”

cóż, nie wymaga komentarza.
I jeszcze: „Najnędzniejszy, najbardziej stłamszony facet na całym szerokim świecie nie musi znosić tego, co znosi kobieta.” – zwraca uwagę na traktowanie kobiet (w sumie na prawdę niezłe opowiadanie, polecam), a jednoczenie pasuje mi do tego co pisałem wcześniej w tej notce – teraz jak ktoś ma coś do mnie to se najwyżej może pomyśleć, że jestem dziwnym facetem i tyle, i to wszystko.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.