2 rocznica

Zastanawiałem się czy za rocznicę uznać pierwszą wizytę czy zastrzyk, ale uznałem, że wizytę (zastrzyk 29.09). Dwa lata, a kiedyś wydawało się nieosiągalne choćby rozpoczęcie leczenia… To taka okrągła data, to może napiszę coś o efektach. No i nie tylko.
Dwa lata temu… a co będę wspominać, nie pamiętam nawet co wtedy czułem. Tzn. np. przed wizytą… czy to były nerwy? radość? Na pewno ulga – tyle pamiętam. Dobrze, że w kwestii leczenia dokonałem takich, a nie innych wyborów, bo szczerze mówiąc wahałem się czasem. Znaczy chodzi mi o lekarza, że może mogłem wybrać innego, bo może bliżej czy taniej… Ale jak czytam o innych, o tych wszystkich badaniach, o cenach, o oczekiwaniu… (że nie wspomnę o negatywnych doświadczeniach w kontaktach z lekarzem) to się cieszę, że ja tak wybrałem. Bo mijają dwa lata a ja już jestem na etapie, na którym niektórzy się zatrzymują. A co do cen, wydawało mi się sporo, ale np. porównując z dr D., no to ja chyba na całe leczenie (nie licząc operacji) od pierwszego dnia do tej pory licząc nawet z dojazdami nie wydałem chyba tyle co niektórzy płacą mu za samą diagnozę… A może mogłem za darmo? Może, ale dojazd byłby ze dwa razy droższy (no może przesadzam, ale trochę byłby droższy) i trudniejszy (nie bezpośredni, a taki miałem do Krk). Może mogłem bliżej (i wtedy dojazd byłby tańszy), ale znów – to czekanie i wszystko… ja niecierpliwy człowiek jestem ;) Z resztą bliskość bliskością, a dojazd też inna sprawa. Akurat miałem dopasowane autobusy i pociągi. O 5:00 na autobus, po 24 h z powrotem w domu… (chociaż nie, o 7:00 byłem w domu dopiero dnia następnego), ale było w tym coś fajnego, serio :) Kiedyś się bałem samotnych podróży, już nie mówiąc o pociągach nocnych, ale jak trzeba to trzeba i człowiek się przyzwyczaja. Nawet mi czasem tego brakuje :P To miało znamiona przygody.
Zastrzyki czasem są bolesne, czasem nie, ale pośladek już po nich nie boli. Na początku bolał mnie tak z dzień-dwa (nawet jak sam zastrzyk był bezbolesny), czasem nie mogłem na danym boku leżeć, teraz nie boli nawet po bolesnych. Ciało się chyba przyzwyczaiło.
Podsumowując efekty teścia… większość genetycznych ma mniej owłosione nogi :D a na brzuchu to chybabym mógł warkoczyk sobie zapleść XD to chyba przesada ale jak ktoś ma takie predyspozycje, to cóż zrobić. Za to zarost na twarzy nie powala (ale bardzo dobrze, przynajmniej starczy ogolić się co 2 dzień… chociaż jak się przyjrzeć to na drugi już coś tam widać, a tak głupio bo niewiele i wyglądam jak nastolatek jeszcze bardziej, no ale zawsze mogę zwalić na to, że ogólnie jasny jestem, to dlatego nie widać lepiej ;) ) i ogólnie to wcale mi się nie chce golić, na prawdę mi się nie chce – święta prawda – (jak staję przed tym lustrem i myślę sobie, że to tak do końca życia, to uuu… no ale i tak nie zazdroszczę kobietom, przypomniało mi się – jak kiedyś musiałem żyć rytmem miesięcznym, to było okropne i chore i koszmarne, tak się zastanawiać który dzisiaj jest i wszystko pod to… na szczęście zapominam już jak to jest, żyję normalnie, tak normalnie, że nawet się tego nie zauważa, a to takie piękne).
Z mniej zauważalnych na pierwszy rzut oka różnic, to mam chyba trochę większe zakola na głowie, ale to dobrze wygląda. Na pewno czuć też bardziej mięśnie (na przedramionach) chociaż nie ćwiczę ich w ogóle, jednak to prawda co pisali na forum, że mięśnie zawsze się rozwiną na teściu, nawet jak się nic nie będzie robić (tyle że wtedy wolniej). Jestem też silniejszy – to też bardzo zauważalne, np. kiedyś bez przygotowania (w formie prób przez kilka dni :D ) nie zrobiłbym nawet jednej pompki, teraz kiedy chcę mogę zrobić kilka, bez przygotowania, bez ćwiczenia wcześniej. więc to nie tylko stereotyp, że mężczyźni są silniejsi (nie wiem, to wynika z tych mięśni pewnie?).
Głos… nie wiem. Niby mówią na Pan nawet przez telefon, ale nie wiem czy dlatego, że tak słyszą, czy ja się najpierw przedstawiam czy staram się jeszcze niżej mówić, ale nie mam ochoty tego sprawdzać.
O wzroście libido to chyba nie muszę nawet wspominać, ale to jest ciekawe… widzę bezpośrednią zależność między jego wysokością, a poziomem hormonu w moim organizmie – długo po zastrzyku da się odczuć spadek :P
To wszystko hormony, nigdy wcześniej nie czułem się od nich bardziej zależy. Nawet nie wtedy kiedy władały mną, te „niewłaściwe” ;) Wszystko się zmienia wraz ze spadkiem/wzrostem tst… to wręcz trudne do opisania, ale wspomnę o tym dalej.
Teraz te bardziej inwazyjne aspekty leczenia. Klata wygląda tak pół roku po operacji (i 3,5 miesiąca po poprawce). I jest krzywo :D ale to tłuszcz (bo przytyłem, im bardziej tyję tym więcej krzywizn widzę ;) ), więc dałoby się z tym coś zrobić… gdyby mi się chciało :P A mi się nie chce, ale chciałoby mi się chcieć, bo też bym chciał tak wyglądać… Czucie jest już prawie całkowite, ale gdzieś tam wewnątrz jeszcze boli jak się mocno przyciśnie („boli” wydaje mi się tu zbyt dużym słowem, raczej no po prostu czuć jak się na prawdę mocno przygniecie).
Brzuch wygląda tak (3,5 miecha po), czyli nieźle, z resztą co tam może być źle jak tam i tak nie widać (a zawsze się dziwiłem czemu w necie nie ma zdjęć po tej operacji, byłem ciekawy, no i teraz wiem – nie ma, bo nie ma co pokazywać, blizna jest prawie niewidoczna). Te wszystkie dolegliwości, które po dwójce miałem, minęły nawet nie wiem kiedy (te trudności z wyprostowaniem nóg itp.). Teraz się zapominam, że jeszcze powinienem się oszczędzać gdzieś do końca roku. Chociaż brzuch jeszcze nie ma całkowitego czucia. Znaczy czuję dotyk tylko tak dziwnie, tak zdrętwiale :P
Zmiany w psychice… te chyba widać na blogu ;) Ale moje subiektywne poczucie jest takie, że w dużej mierze na plus, no bo wszystko lepiej… Ale z zewnątrz, gdybym był zupełnie szczery i pisał bez hamulców o wszystkim, to by się mogło komuś wydać, że na gorsze :P To jest tak (ja to tak czuję), że np. z 18 dni po zastrzyku zaczyna myśleć ‚po ludzku’: „a może to jednak byłoby miło się zakochać”, 3 dni po: „Ich will nur Spaß, mich nicht verlieben”* ;) Testo wyzwala ciemne strony duszy ;D Gdzieś nawet ostatnio przeczytałem: „Podobnież szatana „wynaleźli” sami mężczyźni. Urzeczywistnili swoje ego, nadając mu męska postać” :D (ee, bez przesady, no i tak poważnie, to żartowałem oczywiście z tym ‚po ludzku’, zawsze myślę po ludzku :D ).
Na badania „zaproszenia” jeszcze nie dostałem, a po dwójce już trochę jestem, więc musiałem sobie obniżyć dawkę sam. I to chyba tyle z wartych wspomnienia rzeczy (było więcej, ale jak to zwykle bywa, nie wtedy przychodzę mi do głowy kiedy trzeba).
Przed chwilą mnie ktoś zapytał jak daleko mi do trójki. No to odpowiedziałem zgodnie z prawdą, że 50 tyś. zł :D No i tak siedzę i tylko rozkminiam co dalej (o pracę chodzi), ale o tym nie będę dziś pisać, to osobny temat.

Na ts forum w jakiejś dyskusji zeszło na to, że po leczeniu czasem traci się taki cel w życiu, staje się „normalnie” i już nie ma do czego tak przeć na przód. Ale czy ja wiem… najpierw meto, potem może fallo – to już jest sporo (kasy i zachodu i w ogóle), no i nie powiem, że bym sobie tego i owego jeszcze nie poprawił chętnie, więc duużo jeszcze przede mną ;) Ale wszystko po kolei i od najważniejszego (w razie gdyby czasu/kasy nie starczyło :D ).

O czym jeszcze chcę napisać od pewnego czasu… Widzę czasem jak ktoś przed leczeniem jednak będący już trochę oczytanym w tych sprawach (a czasem nawet ktoś w trakcie leczenia) odpowiada na pytania kogoś też przed tyle że nowego. Jak to ten nowy-nowy musi „wszystko sobie dobrze przemyśleć, bo to jest ciężka droga”. Tak sobie patrzę z lekkim niesmakiem na te komentarze, i może źle je odbieram, ale odbieram jako chęć zniechęcenia osoby przecież w takiej samej sytuacji, odbieram nawet jako pewną złośliwość jakby chciał powiedzieć: „ja to jestem twardy, ale ty się zastanów” (choć może się mylę). I może ja mam szczęście (tak, to ten element w moim horoskopie, który sprawia, że wszystko „robi się samo” ;) ale rzeczywiście tak czasem życie odbieram…), ale na prawdę uważam, że to wszystko nie było takie straszne. Jak już na początku napisałem – dojazdy miały dreszczyk emocji, ale bywał on przyjemny. Szpital itd. wyobrażałem sobie jakoś tak gorzej (wcześniej nie miałem takich medycznych doświadczeń, w ogóle nic), a to też nic takiego strasznego. Baa, to nawet było miłe jak mnie co godzinę ktoś pytał jak się czuję i czy może nie chcę herbatki, a może zastrzyku przeciwbólowego ;) Jak wycieczka: trzy dni i do domu, a pomijając noc po dwójce to nawet nie boli. Najgorsze to jest chyba czekanie (zwłaszcza związane ze sprawami urzędowymi, tutaj to cierpliwość czasami siada). Ale może rzeczywiście niewtajemniczonym nie ma co o tym mówić, bo se faktycznie jeszcze pomyślą, że skoro to takie proste, to może my tak z nudów ;)

2 lata temu o tej porze… co chwilę zerkałem na receptę żeby się upewnić, że ją mam. Ten kawałek papieru był ważniejszy niż portfel ;)


* Rammstein – ‚Pussy’ (Flake robi za shemale ;) )

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.