# 815

Jak tak poczytałem sobie te i podobne strony jak w poprzedniej notce to było takie dziwne. Niby to samo, co czytałem już tyle razy, że przywykłem, bo tylko język się zmienia, nie uczucia, np.:

„Als Mann geboren ist meine Seele und mein Denken weiblich, eben gefangen im falschen Körper. (…) Was würde ich geben, wenn ich eine biologisch geborene Frau wäre. Alles. Ich würde zu gerne komplett Frau sein – ihr wisst ja gar nicht, wie gut ihr es habt. Als Frau zu leben und als solche akzeptiert zu werden – die Weiblichkeit in der Mode, im Sex und in der Partnerschaft ausleben zu können, und nicht zuletzt die Periode und das Kinder-kriegen. Dinge, die mir wohl für immer verschlossen bleiben.”
źródło

A jednocześnie to takie nowe, bo w innym języku. Tak sobie myślę, że przynajmniej tutaj nie ma podziału na biednych, bogatych ani na narodowość. Ts dotyka wszystkich.

„Middlesex” mogę skomentować jednym z moich ulubionych zwrotów: nie powala – co w wolnym tłumaczeniu znaczy, że daje radę, ale bez przesady. Np. w odniesieniu do ciasteczek stwierdzenie to znaczy, że nie są niedobre ale jest wiele rodzajów lepszych, więc w sumie nie ma sensu tych więcej kupować, bo po co jak są lepsze (i tu mnie ludzie często nie zrozumieją, chcą wiedzieć: „to smakują ci czy nie?”, ale odpowiedź często nie jest tak prosta jak: „tak” i „nie”). No ale koniec, bo ja stwierdziłem, że autor ma chyba większą grafomanię niż ja, a tu wodzę, że znowu go przebijam :D
W każdym razie jak sobie tę książkę wspominam, jedna myśl nie daje mi spokoju: jak bohater mógł tak łatwo przejść z jednej „roli” w drugą? Ja wiem, że to fikcja, no ale wydaje mi się to zupełnie nieprawdopodobne. A może się mylę? Nie wiem jak to jest z interseksualistami. Z resztą… co ja mogę wiedzieć, wiem tylko jak było ze mną. A pewnie nie z każdym jest tak samo (choćby warunki życia są różne, otoczenie… pewnie to też nie zostaje bez wpływu… na pewno nie zostaje, ale to temat na inny raz). Nie mogę też wejść do czyjejś głowy… i to że czasem patrząc na innych ts wydaje mi się, że dla niektórych to faktycznie jak grypa. Tak jakoś można z tym żyć (pomijam zapewne fakt, że to jak odbieram ludzi przez net niekoniecznie musi się zgadzać ze stanem faktycznym, nie wiem co czują, nie wszyscy piszą blogi ;) ), studiować, mieć znajomych… Ja pamiętam tylko, że nie chciałem żyć (choć ja to co innego, nie byłem pewien czy kiedykolwiek zacznę się leczyć). I że było na prawdę źle, choć JAK to było, to już dokładnie nie pamiętam, mimo że wtedy myślałem, że jestem skazany tak się czuć do końca życia. Ten blog jest najlepszym świadectwem tego jak było źle („jak było źle” – to też dla mnie jest pewien skrót myślowy ułagadzający, ale inny mi z różnych powodów nie przechodzi przez klawiaturę), tak dobrym, że od dwóch lat planuję go przeczytać i nie mogę. „Nie mogę” – to kolejny skrót, bo w sumie to nie wiem czy bardziej się boję moich błędów ortograficznych, stylistycznych, językowych, wspomnień, nieudolnego języka czy kipiącej z tego żałości. Nic tu nie jest udawane. Nic nie jest nawet w specjalny sposób układane, bo nigdy nie miałem siebie za artystę, a już tym bardziej nie za artystę-poetę, więc jeśli coś tak brzmi, to przypadkowo. Zawsze się szczyciłem tym, że piszę wprost (choć prawda jest taka, że zbyt jestem prostym człowiekiem bym umiał w piękniejszy sposób wyrażać myśli, więc trzeba było ze słabości zrobić znak rozpoznawczy). Zawsze miałem się też za silnego człowieka, ale to chyba też nieprawda skoro inni sobie radzą lepiej. A może tego nie da się porównać? Bo przecież było źle. Może nie pamiętam uczuć, ale pamiętam jak przecież nie raz kończyłem nawet nie płacząc, bo tego płaczem nie można było nazwać, raczej histerią. Może nie ma sensu mierzyć siły uczuć, odczuwanie jest mocno subiektywne. Może obiektywny pomiar byłby gdyby zmierzyć co się czuje w swojej własnej skali. W porównaniu z tym co było, jest cudownie. Bo w sumie teraz inna jest natura problemów (i zdecydowanie łatwiej je znieść mimo wszystko – to na pewno).

Ktoś mi powiedział, że np. nierówności na klacie czy inne rzeczy nie powinny się liczyć i ja w sumie pośrednio przytaknąłem. Ale doszedłem do wniosku… nie, to złe słowo, bo do takiego wniosku doszedłem już wcześniej, tylko ja czasem zapominam wnioski do których dochodzę… i wtedy muszę dojść do nich po raz kolejny. Więc po raz kolejny doszedłem (do wniosku!). To właśnie ma znaczenie, powinno mieć. Chyba, że się jest desperatem (ja jestem – hahaha). Bo to nie chodzi o to żeby akceptować wszystko, bo…
Kiedy pisałem o tych złych schematach myślowych, to miałem rację. Ale tylko w pewnym sensie. Bo ja wcale nie chcę zmieniać moich schematów myślowych, ja wolę zmienić swój własny obraz. Co mnie obchodzi, że komuś coś we mnie nie przeszkadza, skoro mnie przeszkadza. Mnie przeszkadza – tak nie może być. Tylko, to nie jest takie proste. A przede wszystkim wymaga pieniędzy. I tutaj po raz kolejny doszedłem do kwestii pieniędzy. Mam takie średnio przyjemne wrażenie, że w każdej kwestii dojdę w końcu do pieniędzy. Więc nic tylko się wziąć i zacząć je w końcu zarabiać! Zwłaszcza jak się ich potrzebuje tyle co ja. Wrażenie jest średnio przyjemne, bo z jednej strony ciężko będzie zarobić tyle ile mi potrzeba, a z drugiej to i tak dobrze i to pocieszające, że ostatecznie dziś kupić można sobie prawie wszystko (więc mając pieniądze prawie nie ma rzeczy niemożliwych).

„a ja… nie potrafię żyć.” – napisała na Paulina na swoim blogu i ma rację, idealnie to ujęła. „Nie chcę”, „nie mogę” to słowa, które nie oddawały tamtego stanu. „Nie potrafiłem żyć” – te są idealne. A różnica między „nie potrafię” a „potrafię” jest kolosalna, właściwie na to nie ma nawet skali. Dalsze życie nie raz sprawia, że się zapomina o tym jakim szczęściem jest normalne życie samo w sobie (i te wszystkie drobiazgi jak choćby głupie „Proszę Pana” w banku czy na poczcie), ale może dlatego tak mi ciężko zabrać się za lekturę mojego bloga – chyba nie chcę sobie nawet przypominać tego co było kiedyś. I to dlatego czuję potrzebę co jakiś czas podkreślania tego, że nieważne jak bym tu nie marudził czasem… i tak nigdy już nie będzie tak źle jak kiedyś, bo to po prostu niemożliwe.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
  • negro

    Wendigo masz racje właściwie wiele można kupić, dlatego do roboty:D albo kredycik i masz kumpla w spodniach:P