# 834

„I to do jednej głupiej czynności mam taki plan i tysiąc myśli, to jest śmieszne, a nie mogę nic poradzić…” – kolejny przejaw FS, też tak mam. Najlepszy plan to miałem co do zrobienia sobie herbaty w pracy. Albo pójścia do kibla. A tak bym chciał coś po prostu zrobić bez uprzedniego myślenia o tym pół dnia…
No i tak bym mógł ciągle, ale już starczy tych cytatów. Poza tym pracuję nad sobą przecież. [Do psychiatry termin na kwiecień – zajebiście. Nic, popróbuję z 3 innymi poradniami. Ostatecznie będę musiał się na ten kwiecień zdecydować.]
Chociaż chyba na prawdę nie jest ze mną aż tak źle. Mimo osobowości unikającej za miesiąc wybieram się na weekend do stolicy (na spotkanie ludzi z jednego forum). Gdyby mój stan był taki ciężki, nie zdobyłbym się na to z pewnością. W prawdzie pewnie chwilę przed spotkaniem będę miał wrażenie, że zaraz zejdę na zawał, ale nic, jadę! ;)

Ale jednego nie mam, co zwykle mają fobicy. Depresji/dystymii. Już nie mam i w sumie to w ogóle nie wyobrażam sobie dlaczego miałbym mieć. W sumie jestem szczęśliwy. „W sumie”, bo są rzeczy, których chciałbym spróbować, a nie mogę. Ale poza tym przecież niczego mi nie brakuje. To znaczy tak sobie ostatnio pomyślałem. Na chwilę obecną nie ma rzeczy (nie licząc oczywistej – operacji), której bym pragnął, a nie mam. Mam już nawet aparat nie tylko w komórce. Tatuaż. To tak materialnie. Ale emocjonalnie niczego nie potrzebuję. Znaczy jest dobrze, na prawdę.
To znaczy oczywiście chciałbym wybudować swój dom, mieć dzieci, super samochód… ale to są wszystko rzeczy na kiedyś, na przyszłość, to są rzeczy, których dziś jeszcze nie chcę.
Na dzień dzisiejszy to czego powiedzmy chcę, a nie mogę, to nie mogę właściwie tylko dlatego, że nie mieszkam w większym mieście. Czyli przy odrobinie wysiłku (wkładu finansowego?) dałoby radę załatwić tak czy inaczej.
No to chyba jestem szczęśliwym człowiekiem ;) Tak, myślę, że jak ktoś jest ts i się leczy, to chyba nie ma rzeczy, która jest w stanie uczuciowo cofnąć go do stanu sprzed leczenia. Przynajmniej co do mnie takiej rzeczy nie ma z całą pewnością.
Więc może tą jedną przewagę nad innymi mam (jako ts leczący się)… chyba nigdy nie będę już tak bardzo nieszczęśliwy co by się nie działo. A inni jeszcze mogą być ;)

Pisząc o tych rzeczach materialnych nie wspomniałem kompa. No tak, bo stwierdziłem, że kupuję ten nowy (no nie tamten rzecz jasna, taki o tysiąc tańszy :D ). To znaczy stwierdziłem po tym jak prawie wyłamałem zawias od tego… coś wyskoczyło i ni cholery nie umiem tak zrobić żeby zaskoczyło z powrotem, więc mój komputer jest już niezamykalny… a jak się zapomnę i zrobię to z odrobiną siły więcej, to pewnie pęknie obudowa, bo pękła już do połowy.
No i mówicie, że autosugestia nie działa? :D działa… tylko nie zawsze tak jak się tego spodziewamy :D Ale hmm… w sumie nagle przyszło mi do głowy, że wiem skąd wyskrobać kasę na kompa… tym sposobem uszczuplę moją przyszłą emeryturę o kolejne kilka(naście – pewnie biorąc pod uwagę zyski z obrotów jakie by były gdyby nie wypłata) tysięcy, ale trudno (a raczej to szczerze mówiąc miałem nadzieję, że coś z tego wyciągnę na trójkę…). Z drugiej strony mam teraz co raz więcej wątpliwości ze względu na mój sentymentalizm :P Ten komputer po prostu był ze mną „od początku”. Ma dokładnie tyle samo lat co mój blog (no jeden miesiąc więcej jeśli mam być dokładny)… nie ma rzeczy na tym świecie, którą kochałbym bardziej…w zasadzie to chodzi o zawartość, którą można przenieść no ale… przywiązuję się do rzeczy cholernie za bardzo ;) (nawiasem mówiąc to też jest pewnie jakieś zaburzenie emocjonalne… to tak jak dzieci płaczą gdy im się popsuje zabawka, bo to był przecież ich przyjaciel…).

A z innej beczki… trochę po cichu zmieniłem tym razem szablon. I dostaję wiadomości pochwalne ;) Jest bardzo prosty. I może to dobrze, wszak powinna się liczyć treść, nie forma. I mnie się też podoba. I tym razem zdefiniowałem czcionkę w punktach (tak się powinno robić, nie w pikselach), więc bez względu na monitor i rozdzielczość, czcionka powinna wyglądać u każdego podobnie. Czyli być jak najbardziej czytelna nawet na ogromnych monitorach.
Odhasłowałem też dwa „blogi” na mylogu. I w związku z tym mogę zaprezentować tutaj mój niedawny sen. Tak cholernie mnie zaintrygował, że rzuciłem to co czytałem i zacząłem czytać książkę o snach. Ale bo to dlatego, że cały czas teraz myślę o mojej przyszłości i zastanawiam się nad decyzjami… i choć nigdy wcześniej nie wierzyłem w sny, to tutaj tak jakby rzucają mi się w oczy pewne analogie… Że uciekam, a potem zatrzymuję się i pozwalam się zabić. A w drugim śnie wybieram to, co początkowo wydawało mi się głupszym wyborem, a jednak wyszło na plus… Ale nic już nie mówię, chętnie posłucham czyjejś interpretacji tego snu, jeśli się komuś chce.

P.S. – ‚Moje dziecko…’ – Theo – jakie fajne imię :P I w ogóle bardzo fajny artykuł.
‚Chłopiec, który urodził się dziewczynką’„Życie jest za krótkie, żeby je przeżywać w takim cierpieniu.” – prawda…
Tutaj to już komentarz do jeszcze innego artykułu. Ale komentarz cholernie dobry i pierwsza odpowiedź też.
‚Facet z rajstopami’ – buhahaha, to jest dobre :D „A ja widzialam faceta jak podpaski kupowal, tez sie zastanawialam czy ma okres.” :D (w ogóle cały blog jest świetny :D ).
‚Mój tata ma przyjaciela’ – oczywiście polscy obrońcy rodziny „odpowiednio” skomentowali, szkoda słów. Oczywiście gdyby to była polska bajka, miałaby w treści pewnie: „mój tata ma bejsbola” ;D A tak poważnie, ja uważam, że bardzo fajna książeczka. Taka akurat dla dzieci. Pomijając nawet osobiste opinie ludzi, to chyba raczej dobrze, że dziecku coś jest przedstawiane w sposób, który może zrozumieć, tak po dziecięcemu i w ogóle. No bo na prawdę nie rozumiem co innego powiedzieć np. dziecku, którego ojciec na prawdę po rozwodzie wiąże się z mężczyzną.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.