Prostytucja

Refleksje polityczne będą, ale może po drugiej turze, nie chce mi się rozdrabniać.

Teraz mam tekst, który napisałem jakiś czas temu w pewne miejsce, lecz jest na tyle niezły (i przemyślany), że rzecz jasna w pamiętniku też musi w końcu wylądować. Chodziło głównie o to, że ktoś się czepił znajomego. Abstrahując od tego czy miał rację (bo to bez znaczenia), wkurzyłem się i napisałem co myślę. A ze mną to tak jest, czasem muszę coś powiedzieć, bo aż mnie skręca :D

Mam czasem wrażenie (przy okazji tego tematu zwłaszcza, ale nie tylko), że ja to nadaję na zupełnie jakichś innych falach niż cała reszta ludzi ;) No bo jak słyszę „obelgę” w stylu: „dajesz dupy za kasę” to patrzę z politowaniem na tego… kto ją wypowiedział (nawet nie chodzi o to czy prawdę powiedział czy nie, bo to bez znaczenia). Raz: „Zazdrościsz?” – mam ochotę zapytać. Bo tak mi to jakoś zazdrośnie wydaje się rzucone. Dwa: noo rzeczywiście, też mi obelga. Pomyślmy i przełóżmy: „masz takie świetne ciało, że ludzie chcą płacić za seks z tobą” – nooo faaktycznie, taka obelga, że po takiej „obeldze” to bym chyba z tydzień uchachany chodził :D Bo ja nie mam i nigdy nie będę miał takiego ciała. A wolałbym. To jest jedna kwestia.

Druga to kasa. Pomyślmy znowu: jeżeli ja coś lubię i i tak zamierzam to robić, to jeśli wezmę za to kasę, to tylko dodatkowa korzyść. No tak czy nie? Tak. Przynajmniej ja to tak widzę. I nie rozumiem dlaczego robić coś za darmo jest ok, a za kasę już nie (no chyba żebym robił to dla wyższego celu – spoko, ale jak nie mam celu, to nie widzę problemu). To odnośnie ludzi, którzy seks lubią (bez względu na partnerów z jakimi to robią). No ale ok, prostytutki zwykle robią to z konieczności (nie mówię tutaj o zmuszaniu – to w ogóle jest godne potępienia, ale przecież nie prostytutki tylko tych, którzy zmuszają; ale ja w tej notce nie chcę zajmować się przestępstwami, bo to oczywiste, że należy temu przeciwdziałać), mówiąc o konieczności mam na myśli np. kiepską sytuację materialną. Ktoś powie: „zawsze można znaleźć jakąś inną pracę”. Może i można, ale zajmij się człowieku sobą, nie innymi ludźmi i ich pracą (chyba, że chcesz pomóc tym prostytutkom, a nie tylko je krytykować). Jeszcze inne prostytutki po prostu lubią luksus i kasę. I co, nie wolno lubić luksusu i kasy? Też bym lubił! Ale nie mam i daleko mi do tego żeby mieć.

Trzecia kwestia – „sprzedawanie siebie”. Uważam, że nie można sprzedać siebie (no chyba że nerkę :P ). Można co najwyżej sprzedać usługę wykonaną za pośrednictwem swego ciała. To samo robi fryzjer i kasjerka – wykonuje usługę, za którą mu/jej płacą. W sumie to samo robią przedstawiciele większości zawodów. Chyba jedynie ludzie, którzy sprzedają produkty, sprzedają… produkty ;) ale najczęściej i nawet oni muszą je wykonać – więc też sprzedają swoje usługi. I nie ma w tym nic poniżającego ani hańbiącego. Jest to normalne.

W ogóle uważam, że ludzie za bardzo „uświęcają” seks. No teraz to pewnie dopiero podpadłem :D Chodzi o to, że niech sobie uświęcają… ale własny i nie wtryniają się w cudzy. Ludzie są po prostu różni ale oceniać kogoś przez pryzmat jego życia seksualnego… no mnie to się nie podoba.
„Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni. Bo takim sądem, jakim sądzicie, i was osądzą; i taką miarą, jaką wy mierzycie, wam odmierzą. Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a nie dostrzegasz belki we własnym oku?” [Mt 7:1-3]

Nie widzę więc powodu, dla którego prostytutka miałaby być mniej szanowana niż każdy inny człowiek. W ogóle uważam, że każdy człowiek zasługuje na szacunek tak długo, jak długo sam nie odmawia go innym (i wyłącznie to jest dla mnie kryterium szacunku!). Bo nikt nie jest lepszy i gorszy, a już na pewno nie dlatego, że uprawia seks pięć razy w roku czy pięć razy na dzień i nie bierze bądź bierze za to pieniądze. Baa, wręcz uważam, że to całe szczęście, że istnieją ludzie gotowi oferować seks za pieniądze! Bo życie to nie bajka niestety. Nie każdy może mieć go za darmo. A ludzie niepełnosprawni? O tym się w ogóle nie mówi. Ale oni też mają potrzeby. Miłość i te rzeczy… kto jest gotowy związać się z człowiekiem niepełnosprawnym? A chorym umysłowo? A czy komuś się wydaje, że oni nie mają potrzeb seksualnych? No tak, przecież seks się nie liczy, liczy się miłość i te sprawy… Tak? To dlaczego tutaj:

Piramida Potrzeb - z wikipedii

miłość jest na trzecim poziomie, a to seks jest na pierwszym? Potrzeby seksualne są niemal równe potrzebie snu czy jedzenia, nie ma co się oszukiwać (aczkolwiek owszem, żeby nie było że patrzę jednostronnie – zaspokojeniu tej potrzeby powinna wystarczyć masturbacja. Powinna. Ale nawet wtedy… chyba ciężko to zrobić jak się np. nie ma rąk, a takie też są niepełnosprawności). W cywilizowanych krajach osoby niepełnosprawne mają usługi seksualne nawet refundowane.
Nie chcę być stronniczy, ale tutaj chyba trochę jestem. Nie wiem czy mnie nie przyjdzie płacić za seks, nie każdy wygląda jak Balian Buschbaum. (Z resztą wolałbym zapłacić za seks niż robić w tej kwestii coś wbrew sobie). Dlatego ja już teraz jestem wdzięczny ludziom, którzy to robią.

Zaraz mi ktoś wytknie, że dla kobiety to jest zawsze przeżycie. Po pierwsze podobno nie (skoro niektóre mówią, że wolą taką pracę z wygody, a inne, bo po prostu lubią seks, to dlaczego ja mam wmawiać im, że jest inaczej?), a po drugie ogólnie mało mnie osobiście interesuje prostytucja kobiet (znaczy popieram organizacje walczące z uprowadzeniami kobiet, wykorzystywaniem itp – oczywiście, natomiast dobrowolna prostytucja kobiet, to jakby w ogóle nie leży w zakresie moich zainteresowań), aż tak hetero nie jestem :D Zmierzam do tego, że prostytutka =/= kobieta, używam słowa „prostytutka” z wygody, poza tym akurat ma formę żeńską, choć z tego co wiem, mężczyzn parających się tym zawodem również tak się nazywa. To tyle w kwestiach formalnych.

Jeśli jeszcze ktoś chciałby wytknąć mi „czy ja w takim razie bym chciał tak ‚pracować’?” to… po pierwsze rani mnie tym pytaniem (oczywiście nie dlatego żeby mnie obrażał – wręcz przeciwnie jak już można zorientować się z tekstu powyżej), po drugie – też jak wyżej – nigdy nie będę miał takiego ciała, więc tym bardziej pytanie wydaje mi się zadane tylko po to żeby mi dowalić (no wiem, może jestem mega pokręcony, ale tak to po prostu widzę, skoro jednych może ranić nazwanie ich prostytutką to mnie może sugestia, że nie jestem dość dobry żeby takową zostać). Ale ignorując te rzeczy… jakbym miał świetne męskie ciało, to łoooo, mógłbym poszaleć :D Mógłbym być dumny z niego, no. Tak więc mógłbym się nim dzielić, tak, myślę, że tak :P
Hmm… wiem, piszę trochę abstrakcyjnie, bo to jest abstrakcja o czym piszę :(

A już najbardziej to mnie wkurza jak np. „W rozmowach w toku” siedzi na widowni taka babka, co drze się, że wcale nie zazdrości tej, która była gościem (i prostytutką). Nie, oczywiście, kto by zazdrościł 7 tysięcy miesięcznie, mieszkania, samochodu, kasy na studia i odkładanej na koncie. To już nawet nie chodzi o prostytucję, tylko o to, że ludzie z jakiegoś mi nieznanego powodu boją się przyznać, że zazdroszczą. Przecież zazdrość to nie znaczy koniecznie: „sąsiad ma nowy samochód, ładny, a mnie nie stać, więc niech mu go tak ukradną”. Ja raczej odczuwam zazdrość w stylu: „sąsiad ma nowy samochód, ładny, a mnie nie stać, więc fajnie, że choć on go ma, bo zawsze to lepiej, że ma go ktokolwiek z nas niżby miał nie mieć nikt”. Więc bez kitu ale nie uwierzę, że ta babka z widowni nie zazdrości. A teksty w stylu: „nigdy z tego nie wyjdziesz” to są wręcz żenujące. Dziewczyna studiuje, odkłada na założenie firmy (znowu zazdrość, bo nie każdy może odłożyć?), ale niee, najlepiej ją zgnoić bo przecież jest prostytutką, więc można, a ja się poczuję lepiej, bo ja tych tysięcy nie mam.
I w ogóle wkurzają mnie psycholożki z „Rozmów w toku”.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.