więźniowie przeszłości?

To może rzeczywiście zrobię serię notek o książkach ;) ee, raczej jeszcze tylko ta będzie o książce, następna to najwyżej pośrednio ;)

Ta książka jest absolutnie genialna dla kogoś kto interesuje się astrologią. 550 stron, do kupienia za grosze. A przy tym nietrudna w odbiorze.
Często tak jest, że mam jakąś książkę miesiącami i nie czytam zwykle dlatego, że jej objętość mnie przeraża. A kiedy w końcu się za nią zabieram, idzie mi migiem, a przede wszystkim po jej przeczytaniu stwierdzam, że była genialna i jak ja w ogóle mogłem mieć ją tak długo i nie przeczytać! Ta jest z tego rodzaju ;) I dopiero ją przeczytawszy czuję, że mam jakieś pojęcie o zodiaku.
Tylko, że od chwili kiedy ją przeczytałem mija ponad rok (to było na stażu, więc tym szybciej czytanie mi poszło :D ) i ja się zmieniłem i dlatego chociaż odniosę się do tego wszystkiego do czego chciałem, będzie to już z większym przymrużeniem oka niż by było rok temu (oczywiście to zawsze jest z przymrużeniem oka, bo archetypy w czystej postaci w astrologii nie występują, aczkolwiek u mnie Słońce jest niestety bardzo silną planetą ;D dlatego jestem typowym Rakiem /z naleciałościami Panny, Byka i Skorpiona – ascendent, księżyc i władca horoskopu w nich/), to znaczy teraz wiem jeszcze lepiej niż kiedyś, że po prostu muszę pewne trudności wynikające z moich wrodzonych predyspozycji przezwyciężyć – o, i tego się trzymajmy! ;) Bo oczywiście można. Z resztą właśnie po to poznaje się swój horoskop.

„(…) nie lubię mówić o sobie i jeśli chcecie mnie na prawdę zrozumieć, musicie odwołać się do wyobraźni. (…) każdy z nas [Raków] bowiem ma jej niemal w nadmiarze. To właśnie żywa wyobraźnia ani na moment nie daje mi spokoju, napawa lękiem o przyszłość, każe gromadzić nadmierne niekiedy zapasy (…). Martwię się więc również wtedy, gdy wszystko zdaje się iść zwykłym trybem. Bo jeśli teraz jest dobrze, to znaczy, że potem może być gorzej!”
:D haha, jak już mówiłem, walczę z tym wytrwale! ;) Ponad rok temu pod tym cytatem napisałem, że tak jest, bo przecież przekorny los może dowalić zbyt radosnemu – ale już w to nie wierzę ;) To właśnie mam na myśli mówiąc o przezwyciężaniu wrodzonych predyspozycji.

„Poza tym nie mogę zapomnieć co przydarzyło się cioci Leokadii w 1963 roku, kiedy zlekceważyła przestrogi żony swojego kuzyna (ze strony mamy) dotyczące przechowywania przeterminowanych leków. Nie mogę przecież dopuścić, żeby coś podobnego spotkało moje dzieci.”
A nie mówiłem, że autor świetnie opisał archetypy :D Btw. ja na prawdę pamiętam wiele rzeczy z taką dokładnością XD Ale ciii, pamięć też ćwiczę ;) żeby właśnie NIE pamiętać pewnych rzeczy. I chyba się udaje. Więc i tutaj nie przytoczę moich myśli sprzed roku – w ramach terapii żadnych negatywnych afirmacji ;)

„Mam sporo sekretów (kto wie nawet, czy nie więcej niż Skorpion, tradycyjnie przewodzący w tym względzie zodiakalnej stawce), których nie wyjawiłbym za żadne skarby świata. Tak jak Bliźnięta lubią mówić, tak ja lubię słuchać, a w dodatku inni instynktownie wyczuwają, że mogę stać się powiernikiem dla ich najskrytszych myśli, więc zwierzają mi się ze swoich tajemnic (choć niezmiernie rzadko dzieje się na odwrót).”
Tu właściwie nie mam nic do dodania. W sumie dużo piszę na blogu, ale parę tajemnic by się jeszcze znalazło ;)

„Przeszłość jest więc dla mnie równie realna jak teraźniejszość.”
O i z tym walczę. Ale tak teraz od innej strony… (i w nawiązaniu trochę do tej notki /#927/ o wieku). Muszę jeszcze przyznać, że sporo jest we mnie z dziecka, wciąż się z dziećmi w dużym stopniu identyfikuję, tak jakbym nie chciał „zdradzić” powziętych wtedy postanowień. I tak jest – nie chcę, ponieważ uważam je za słuszne wciąż.

„(…) ‚cały swój dom’ wożę bowiem zwykle ze sobą”
Ludzie z taką łatwością rzucają wszystko. Wyjeżdżają na studia tylko z kilkoma rzeczami, tygodnie tam, weekendy w domu… co to za życie? Dla mnie to nie jest życie, to jest KOSZMAR. Możliwy do zaakceptowania przez miesiąc, może pół roku ale nie 3 lata a tym bardziej 5! Gdybym już gdzieś wyjechał, mieszkałbym tam w całym tego słowa znaczeniu. Chociaż teraz mamy nowoczesność, człowiek potrafi być bardziej mobilny ;) W sumie moje najważniejsze rzeczy znajdują się na dysku mojego komputera (oraz w zapasowych miejscach), więc i podróże nie są już takie straszne :P I bardzo dobrze, bo z drugiej strony ciągnie mnie do podróży. Tak sobie kładę się do wygodnego i ciepłego łóżka, myślę o tym jakie to wygodne, a jak ciężko byłoby gdzieś daleko… ale wkrada się też myśl, że wygoda to jedyna korzyść takiego życia (nie mała z pewnością, ale jedyna). Za 10 lat to będzie tylko nudne życie, dlatego mimo niewygód, podróże są z pewnością lepszym sposobem na przeżycie życia. Ale ostatnio kupiłem sobie zarąbiastą torbę na laptopa i jestem gotowy ją wypróbować! :D A poza tym nie będę ściemniać: zeszłoroczna „wycieczka” zmieniła mnie na zawsze i ja już chcę znowu sobie gdzieś polecieć! :P

„W obawie o utratę tego, co kocham, staję się emocjonalnie posesywny, zarówno w stosunku do osób, jak i do świata materialnego. (…) Taka posesywność staje się namiastką czy też surogatem dla autentycznej potrzeby emocjonalnego komfortu. (…) Gorzej jeszcze, gdy oczekiwania takie dotyczą obiektów materialnych, stanowiących przedmiot mego pożądania lub też znajdujących się już w moim władaniu.”
W wolnym tłumaczeniu: szanuj rzeczy moje, bo ci głowę urwę ;) I w ogóle, jak coś chcę, to muszę to mieć co by to nie było i jak wielką mogłoby się komuś wydawać stratą pieniędzy kupno takiej „niepotrzebnej” rzeczy :P

„Jeśli nagle odpowiem kąśliwą uwagą lub „zaszczycę” kogoś pogardliwym milczeniem, nie oznacza to bynajmniej, iż jestem na niego zły. Po prostu to jeszcze jeden z przemijających na szczęście nastrojów, w trakcie którego jestem po prostu niezadowolony z życia i dlatego zły na cały świat. Wystarczy pozostawić mnie w spokoju, bym po pewnym czasie ponownie obdarzył świat promiennym i ciepłym uśmiechem. O ileż łatwiejsze byłoby moje życie, gdyby wszyscy ludzie zechcieli to zrozumieć.”
Właśnie :D z resztą dawno już mówiłem, że jak już czuję się na tyle pewnie, że okazuję swoje humory i zaczynam się awanturować o pierdoły, to należy urwać tą dyskusję i zostawić mnie samego ;) A swoją drogą jest to jakaś oznaka właśnie tego, że czuję się pewnie w otoczeniu osób, z którymi się awanturuję. W przeciwnym razie coś takiego byłoby nie do pomyślenia ;)

„Jak również to, że wprawdzie wybaczam wyrządzone mi krzywdy, lecz nigdy ich nie zapominam. Nawet jeśli jestem silnie podrażniony, pozostaję zwolennikiem biernego oporu (…)”

„Chętnie wyciągam do ludzi pomocną dłoń, lecz jeśli widzę, że możesz poradzić sobie sam lub ko inny może mnie wyręczyć (…) szybko wycofuję się z pola widzenia. Jeżeli jednak tylko ja mogę pomóc, czynię to z pełną determinacją i poświęceniem, rzadko chyba spotykanym wśród innych znaków.”
Zawsze to powtarzam – nie rób nic, skoro ktoś inny może zrobić to za ciebie XD

„Nigdy jednak nie pytajcie mnie, po co te nadmierne zapasy (ja zresztą nigdy nie użyłbym słowa „nadmierne”). Czyż nie rozumiecie, że przyszłość nie jest pewna i nigdy nie zaszkodzi mieć w domu trochę niezbędnych rzeczy?”
:D a to tak wklejam, bo brzmi zabawnie (mówiłem że książka fajnym językiem napisana). Tak, z zagracaniem sobie domu/pokoju również walczę… za każdym razem kiedy robię porządek :D

„Zwrócony(a) ku przeszłości, nie zawsze zresztą świadomie, dobrze pamiętam ludzi, ich twarze i związane z nimi wydarzenia. Nie próbuj więc nawiązywać ze mną flirtu, pytając o to, czy nie rozmawialiśmy ze sobą przed trzema laty w Zakopanem lub innym, równie ruchliwym miejscu. Dobrze przypominam sobie rozmówców i to nie tylko tych sprzed trzech lat.”
Ale to akurat w sobie lubię :) Najbardziej mnie bawi jak po latach odzywa się ktoś i zaczyna od: „Pewnie mnie nie pamiętasz…” – haha, chyba chciałbyś ;) oczywiście, że pamiętam, potrzebuję tylko kilka faktów żeby sobie przypomnieć z kim mam do czynienia. Raz poznanych ludzi nie zapominam raczej.

„Ale nie przemyślane komplementy również mogą być źródłem nieporozumień. Jeśli więc podczas kolejnego spotkania powiesz mi, że ślicznie wyglądam w nowych, od Ciebie otrzymanych klipsach, zupełnie niespodziewanie mogę zalać się łzami. Winna jest temu moja nadwrażliwość. Odebrałam to bowiem tak: jeśli bardzo podobam się Tobie w t-y-c-h klipsach, to oczywiste, że w-c-a-l-e nie podobałam się Tobie w t-a-m-t-y-c-h, które nosiłam jeszcze wczoraj. Jeśli pragniesz być ze mną, musisz przyzwyczaić się (między innymi) do takiej właśnie logiki.”
Haha, niee :D teraz już chyba tak nie mam, ale tak mi się wydaje, że kiedyś tak miałem :D

Wracając do przedostatniego cytatu to jest jeszcze jeden fajny: „Posiadam właściwości gumy do żucia, której, gdy się przyklei, trudno się pozbyć.” – ku przestrodze ;D

A teraz trochę poważniej: rozdział opisujący „Fazę Raka” ma właśnie tytuł „Więźniowie przeszłości”… I właśnie sobie pomyślałem, że ludzie bardzo się od siebie różnią nawet jeśli mają podobne doświadczenia (czy na podobne choroby chorują ;) ). TS to było najgorsze co mnie w życiu spotkało, ale może dlatego tak to odbieram, bo w ogóle jestem podatny na tego rodzaju stres. Z samą tą „podatnością” też musiałem sobie poradzić… w sumie nadal odbudowuję… się ;) Ale to nie prawda i wiem, że nie muszę być więźniem przeszłości :)

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.