ślub

Jestem zaproszony na ślub/wesele. Wcale mi się nie chce tam iść. Znaczy „nie chce mi się” nie w tym sensie, że taki jestem znudzony i mi się nie chce, tylko że no… nie lubię takich imprez :/ Niestety nie ma opcji nie pójścia (zbyt bliska rodzina).
Zaproszenie jest z osobą towarzyszącą, oczywiście idę sam co też jest takie, hmm… jakby to ująć… nie że dla mnie to problem, ale wydaje mi się, że inni sobie pomyślą… (nie żeby mnie specjalnie obchodziło co sobie pomyślą, ale po prostu nie chciałbym żeby mnie z tego powodu żałowali, a tak mi się wydaje, że mogą… w końcu całe moje kuzynostwo /dodam, że mam same młodsze prawie/ w jakichś tam związkach już jest). Wiem że wielu ludzi prosi np. przyjaciół, że ta osoba towarzysząca, to nie musi być para w sensie związek, ale ja jakoś uważam, że… no po prostu przeciwność tego co napisałem – że mogę iść sam i że nie jest to dla mnie problem. Taki rodzaj pewności siebie.
Ale może ja przesadzam i dorabiam ideologię niepotrzebnie.
Osoba towarzysząca to jednak towarzystwo (w sensie – jest z kim pogadać), ale to też fakt, że automatycznie wypadałoby tańczyć, a to nie wchodzi w rachubę XD W każdym razie po prostu uważam, że nie ma nic złego w pójściu samemu.
No nie samemu, pójdę z mamą, która pewnie też nie planuje zabierać osoby towarzyszącej :D I znowu będzie wyglądało, że wszędzie chodzę z matką… ALE co to kogo kurde obchodzi tak w sumie? Też głupie. Zupełnie jakby nie można było od pewnego wieku dobrze się czuć w towarzystwie własnej matki.
Wracając do wesela, przez chwilę sobie pomyślałem: „a jak dzieci posadzą osobno?”, aż po chwili przypomniałem sobie, że już nie jestem dziecko XD (co swoją drogą nie wróży mi dobrze, skoro się ciągle zapominam ;) ale może to i dobrze… niektórzy uważają to za zaletę – być jak dziecko pomimo wieku… też się postaram to tak widzieć). A tak btw. oddzielanie dzieci od dorosłych przy stołach na weselu jest złe – nie róbcie tego! Np. raz byłem z rodzicami na weselu u znajomych – zbuntowałem się wtedy i absolutnie kategorycznie nie zgodziłem się siedzieć z dziećmi – no przykro mi, ale to byli znajomi (więc nie rodzina) także nikogo z tych dzieci nie znałem (z dorosłych z resztą prawie też nikogo poza młodymi i ich rodzicami) i co miałem tam siedzieć z obcymi dziećmi, którzy między sobą się znają? Okropne :/
Mam tylko nadzieję, że nie będzie jakichś głupich zabaw (dla panien/kawalerów). Bo poza tym to w sumie i tak mam luz – jestem facetem, więc to nie mnie proszą do tańca, więc mogę sobie spokojnie siedzieć :D (prawda? Byle jakieś ciotki się nie przyczepiły…). O ubraniu nawet nie wspomnę – wprawdzie tak do końca to też nie wiem w co się ubrać (mam marynarkę, ale nie mam spodni), ale mój Boże… przecież jakbym ja był teraz przed leczeniem, to chybabym się pochlastał. Nie przesadzam, to wszystko byłoby dla mnie okropnym problemem, a tak teraz to w sumie luz ;) Boże, jak to fajnie jest żyć normalnie :P
Chociaż takie chwile zadumy łapią, bo dodam, że państwo młodzi są młodsi ode mnie…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.