szykuje się wiele zmian…

Mam tyle myśli, których nie umiem jakoś zebrać do kupy. Ta notka powinna być długa, a ja nie wiem jak zacząć (aczkolwiek niewykluczone, że jak już zacznę to się rozkręcę, jak zwykle). No bo wreszcie wyjeżdżam, mam nadzieję, że już do pracy (chociaż trzeba jeszcze formalności załatwić). Mam nadzieję, że będzie dobrze, fajnie i w ogóle i w ogóle. Ale oczywiście, że się stresuję. To znaczy już nie tak jak kiedyś, jestem dziś mądrzejszy niż kiedyś. Jasne, że jak sobie pomyślę o tym czy tamtym, to odczuwam zdenerwowanie, ale już nie daję się temu porwać. Na to nie mogę sobie więcej pozwolić. Ale i dziś wiem jak sobie z tym radzić.
Ale tak czy siak to dość zabawne. Ja, który zdaniem wielu ludzi przeszedłem taką ciężką drogę (leczenie itp.) boję się prostych rzecz, które z kolei robią inni by najbardziej odwlec coś innego (np. mówię tu o studiach, mnie pójście na studia nadal przepełnia jakimś takim lękiem, ale nic to bo przeca się nie wybieram :D ). Albo się boję, że sobie nie poradzę z jakąś prostą pracą… którą wykonują przecież ludzie, którzy niczego innego nie potrafią ;) no ale tak to jest, że takie myśli się pojawiają. Szalony jest ten świat ;) Tak naprawdę dla mnie nie ma nic odważnego w podjęciu leczenia (ale to już parę razy mówiłem), a najodważniejsza rzecz jaką zrobiłem to była jazda nocnymi pociągami :D – to trochę nerwowy śmiech, bo domyślam się, że to śmiesznie brzmi, ale właściwie mówię to całkowicie poważnie. Największym lękiem napełniała mnie chyba jazda tymi pociągami, chodzenie po Krakowie nocą (no wieczorem: jak już się ściemniło) itp.
Z drugiej strony skoro ludzie uważają, że taką odważną drogę przeszedłem to po co wyprowadzać ich z błędu? ;) A niech tak myślą sobie i podziwiają moją odwagę nadal, może to nawet mi pozwoli czuć się pewniej :P

Pozwolę sobie na dygresję. Spotykam często zdanie kogoś w moim wieku: „Młodsi są głupi (tylko jeszcze o tym nie wiedzą), bo ja też byłem młodszy i głupi” – to takie typowe dla „dorosłych” że w pewnym momencie dorastają do tego rodzaju samokrytyki (i przy okazji krytyki młodszego pokolenia). I niby to jest takie… no że potrafię się skrytykować i dostrzec błędy z przeszłości. Ale to wciąż jest: „Wy młodsi nic nie wiecie” a ja się z tym nie zgadzam. To znaczy myślę, że tego rodzaju krytyka jest bez sensu. Każdy człowiek odbiera świat w taki sposób… w jaki potrafi. To normalne, że 8 latek widzi go inaczej niż 28 latek. A 68 latek pewnie jeszcze inaczej. I ja jakoś potrafię o tym pamiętać. Dlatego tak wkurza mnie gadanie np.: „jakież wy dzieci możecie mieć problemy!” Będzie to pewnie kontrowersyjne co teraz powiem, ale… szczerze? O wiele większe niż „dorośli” i mówię to dziś, choć jestem już w tej grupie „dorosłych”. Jakie dorośli mają problemy? Że stracę pracę? No to co, znajdę inną. No ok, to może być baaardzo trudne, ale mam MOŻLIWOŚCI – coś czego dziecko często nie ma. Dla dorosłego to żaden problem jak ośmiolatek pokłóci się z kolegą z klasy. Przecież: „będą inni koledzy”. A jak nie będą? Jak nikt z nim nie usiądzie? Jak cała klasa, może i szkoła będzie przeciwko niemu? Można zmienić szkołę? A jeżeli to jedyna szkoła w promieniu… powiedzmy 30km? (no ok, może nie jedyna, ale kto zmienia szkołę małomiejską na wiejską? a gdyby ktoś to nawet zrobił, musiałoby się wydać dlaczego), a zmiana szkoły to też stres, myślę że całkiem spory (ponadto myślę, że z takim stresem lepiej radzą sobie dorośli niż dzieci). Więc jak stracę tą pracę, to mogę znaleźć inną, nawet jeśli to małe miasteczko jest tam zwykle kilka zakładów, w których można pracować (przynajmniej kilka). Ze szkołą już niekoniecznie jest tak samo, a nawet jeśli… muszę mieć MOŻLIWOŚCI. A jak mam upartych rodziców, którzy myślą w stylu: „to żaden problem”, to nawet nie będę mógł tej szkoły zmienić bo się nie zgodzą na przykład. Przecież dziecko nie może nawet o sobie decydować. Jak sobie narobię wstydu, to biorę d*** i przeprowadzam się na drugi koniec kraju (jeśli nie świata), ekstremalne? Może, ale mówię o ekstremalnych sytuacjach. Dziecko tego nie może zrobić. W którym miejscu problemy dzieci są mniejsze, to nie wiem do dzisiaj i pewnie się już nie dowiem.
Już kiedyś pisałem – dziś byłbym zupełnie inny gdybym nawet miał wrócić do szkoły. Mimo to nie uważam, żebym kiedyś był głupi. Wtedy miałem mniej lat, to zupełnie naturalne, że miałem mniej doświadczenia i gorzej radziłem sobie ze wszystkim – to rzeczy do których się dorasta. I nie mam tu koniecznie na myśli doświadczenia nabytego praktyką, mówię choćby o przeczytanych książkach z dobrymi radami – mniej lat=mniej przeczytanych książek. To naturalne. Uważam że byłem na tyle mądry, na ile mogłem być i na tyle jest każdy człowiek. Nie powiedziałbym, że młodsi g*wno wiedzą albo, że są głupi. Dla mnie po prostu… życie jest chyba jak wino – im starsze tym lepsze :) naprawdę tak czuję.

Właściwie ta dygresja nie ma wiele wspólnego z tematem, ale skojarzyło mi się bo to właśnie chciałem podkreślić – dziś wiem więcej i dużo mi to daje. Przez kilka ostatnich lat właściwie nic konkretnego nie robiłem (z którego to powodu miałem zawsze trochę kompleksów), ale z drugiej strony właściwie to robiłem coś ważnego – uczyłem się życia. Brzmi śmiesznie kiedy mówi to ktoś, kto 3/4 tego czasu spędził przed kompem, a pozostałą 1/4 na czytaniu książek? ;) Ale czy siedzenie przed komputerem musi zawsze być bezmyślne? Skoro dziś czuję się o wiele lepiej niż parę lat temu, to najwyraźniej nie było.
Naturalnie, że się stresuję ale trzeba iść naprzód. Zwłaszcza, że nie mam nic do stracenia, a do zyskania wiele. Jak to zwykle w moim przypadku, najbardziej mnie stresują dwie rzeczy… i to nie mogę się pozbyć wrażenia, że inne niż powinny :D Pierwsza to internet – choć będzie jak w zeszłym roku, czyli jakoś będzie a to najważniejsze. Druga to… no zawsze się boję, że przyjdzie mi pracować ponad etat… bo ja taki leniwy jestem :D A tak poważnie (choć pewnie o tym też pisałem): uważam, że człowiek pracuje by żyć, a nie odwrotnie. Toteż trzeba mieć czas na to życie jeszcze :) No aaale dowiedziałem się ostatnio, że tam się zupełnie nie opłaca robić nadgodzin (wysoko opodatkowane) i prawie nikt tego nie robi. Czyli 8h i do domu – no to mi się podoba :D Poza tym… przecież to znane miejsca wszystko, znani ludzie… nie mogło być lepiej. Ale i tak trzymać kciuki ;)
No… jadę z A. Nie wiem jak to będzie, wiadomo – z jednej fajnie, bo raźniej, ale z drugiej – zwyczajnie nie jestem przyzwyczajony spędzać z kimś czasu na co dzień :P z mamą nawet nie spędzam, bo każde z nas ma swoje zajęcia… albo swój komputer :D Ale czy ja wiem… to też będzie test. Mam tylko nadzieję, że zanadto nie zakłóci mi to mojej codziennej aktywności internetowej ;)
Swoją drogą… jak tak usłyszałem, że każdy tam pracuje 8h i potem ma wolne… a mimo to po kilku latach prawie nie zna języka, no to… co ci ludzie robią tam po pracy?! Integrują się tylko we własnym gronie? :/ Nie chcę powiedzieć, że jest w tym coś złego, ale… ja jak gdzieś mieszkam, to chciałbym być tamtejszy… (bo ja jestem taki podróżny domator :D ) więc hmm… może się jednak zintegruję z transami :P Wiem z ich forum, że się tam mniej lub bardziej regularnie nie tak daleko chyba nawet spotykają… No zobaczymy.
Pewnie zapomniałem jeszcze o wielu rzeczach… ale piszę tak jakbym jutro nie miał zamiaru pojawić się w internecie, a przecież nie planuję żadnych przestojów. A tymczasem, ech… ładną mam torbę na laptopa, czas zrobić z niej użytek :P

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.