Trudny wybór. Falloplastyka czy metoidioplastyka? i inne dygresje… (cz. 1)

Jestem w momencie gdzie mogę podjąć decyzję czy „to tyle” czy jednak chciałbym kolejne operacje. I muszę powiedzieć, że to bardzo trudny dylemat. Chciałem poznać zdanie innych, więc założyłem temat na forum. Temat był nieco szerszy, bo obejmował jeszcze: „a może nic?” jako że są z pewnością tacy, którzy w ogóle nie planują „trójki” z różnych przyczyn, niekoniecznie wcale finansowych (np. na niemieckim forum spotkałem się ze zdaniem: „może to co mam jest niefajne, ale to najbdoskonalsze i najbardziej funkcjonalne narządy jakie mogę mieć”) trudno odmówić logiki takiemu zdaniu choć ja jestem już o krok dalej i jestem niesamowicie z tego powodu szczęśliwy. Ale dylemat meto czy fallo pozostaje. Czasem myślę że prościej by było gdyby była tylko jedna możliwość.

Szczerze powiedziawszy to temat na forum nie spełnił moich oczekiwań :D ale czego ja oczekiwałem… oczekiwałem, że ktoś mnie do czegoś przekona, a tymczasem to naprawdę nie jest takie proste i nie ma jednoznacznej odpowiedzi co jest lepsze. Z tym że w ogóle się nie spodziewałem przewagi argumentu: „falloplastyka, bo można zadowolić partnerkę”… bo to akurat dla mnie jest najmniej ważne :D (egoissssta ;) ). Okazało się, że mam inne priorytety ;)

Na forum o pewnych oczywistościach nie pisałem, ale tutaj napiszę wszystko co mi do głowy przychodzi. A zacznę może od przedstawienia możliwości (o jakich wiem, raczej nie sądzę by były inne ;) ).
– brak operacji -> nic dodać nic ująć. Przynajmniej za darmo ;)
– metoidioplastyka „po niemiecku” -> jest zwykle pierwszym etapem falloplastyki, więc chirurdzy tam nie starają się raczej osiągnąć jak największego wyniku, po prostu jest to przedłużenie cewki, waginektomia. No ale w końcu w Niemczech też niektórzy decydują się przejść wyłącznie meto. Tak czy inaczej mam wrażenie, że tam robią to inaczej niż w Belgradzie bo te wyniki są naprawdę małe. Koszt około 12 tyś Euro na tą chwilę. Jeden etap, czasem dwa.
– metoidioplastyka „po serbsku” -> też może być pierwszym etapem falloplastyki (być może wtedy też nie ma tego jakiegoś „uwalniania” łechtaczki), ale ogólnie jest efekt lepszy niż po Niemczech. Koszt 10 tyś Euro (oficjalnie ;) ). Jeden etap, czasem dwa.
– falloplastyka ze skóry przedramienia -> to też np. w Niemczech (ale nie tylko rzecz jasna, to popularna metoda). Podobno wtedy jest czucie lepsze (ale oczywiście też nie takie jak u genetycznych no ale lepsze niż na zwykłej skórze) – łechtaczka idzie w środek, u podstawy neopenisa, jest w całości jego częścią z tego co zrozumiałem. Koszt od 25 tyś Euro do 50 tyś., pewnie więcej też można zapłacić. Co do etapów to zależy od lekarza, u niektórych bez protezowania to nawet na jednym można poprzestać, zwykle jednak dwa etapy, z protezą trzy, czasem więcej.
– falloplastyka „po serbsku” -> jakoś tam fragment łechtaczki idzie gdzieś z boku a część do środka – jest po prostu inaczej niż w powyższej metodzie, co nie znaczy że gorzej, bo satysfakcja też jest oczywiście tylko trochę inna zapewne. Koszt… trzebaby policzyć poszczególne etapy, ale też tak 25 tyś Euro na pewno.
– ekhm… umówmy się, że opcji typu „penis z palca” w ogóle nie będę rozważał i daruję sobie tutaj ;) aczkolwiek można jeszcze wspomnieć o Polsce – falloplastyka bez przedłużenia cewki, brak waginektomii, łechtaczka w ogóle zostaje jakoś… no ale koszt to tylko kilkanaście tysięcy zł. I etap jeden, z protezowaniem dwa.

Mógłbym teraz każdej z tych opcji podać minusy i plusy, ale nie chce mi się. Więc opiszę szczegółowiej jedynie to co znajduje się w kwestii mojego zainteresowania.
Brak operacji – odpada, argument (chyba jedyny pomijając kwestię finansową, ale nad tą nie chcę się tutaj rozwodzić w ogóle, jedyny aczkolwiek nie głupi) przytoczyłem wyżej (chociaż w sumie nie, na plus można też zaliczyć brak bólu, brak możliwości komplikacji itp.). Ale dla mnie to nie byłaby opcja, nie mógłbym tak żyć… to znaczy gdybym musiał to bym musiał, ale może inaczej powiem: nie byłbym szczęśliwy bez operacji.
Metoidioplastyka na zachodzie też bez sensu – drożej i gorzej ;) chyba że ktoś miałby możliwość załapać się tam na kasę chorych. Ale ja już jestem po tym, więc nie ma co rozważać. I cieszę się, że tak jest.
Falloplastyka… jedno jest pewne: ręki bym se nie dał pociachać, nie ma nawet mowy (oczywiście jakby nie było innego wyboru to dałbym :P ale ponieważ mamy inne opcje, to ta odpada – tego przynajmniej jestem pewny, że jeśli kiedykolwiek falloplastyka to na pewno Belgrad i bok, a nie ręka chociażbym może kiedyś nawet miał możliwość zrobić to za darmo).

Blizny to dla mnie nie problem (znaczy blizny na ciele – walnie się tatuaż :) bo na penisie to raczej bym nie chciał… i to już jest problem, ale to później).

Obecna moja sytuacja to taka… ech, nie no, dobra, na dziś tyle, bo nad resztą notki (no teraz to już nad nową notką, drugą częścią tematu) jednak muszę dokładniej pomyśleć (a nie mówiłem, że to ogólnie trudny temat…)

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.