O adopcji…

…się toczy taki temat na Niebieskim forum. Niektórzy uważają, że adopcja to ryzyko, bo nigdy nie wiadomo jakie geny się nam trafią (a niby to geny są najważniejsze, nie wychowanie… ok, słyszałem już o tym kilka razy, ale szczerze mówiąc… nadal mi ciężko w to uwierzyć :P ale ok, przyjmijmy nawet, że tak jest). Dalej dyskusja się potoczyła, że dziecko dziedziczy też po przodkach (poprzez rodziców naturalnie). I w końcu napisałem:

No ludzie, nie mogę z Wami :D najpierw piszecie, że obce dziecko to niespodzianka, a potem się okazuje, że własne dziecko… to też w zasadzie niespodzianka, bo może odziedziczyć (poprzez rodziców) geny po dziadkach, pradziadkach…
Ale dobrze, że to sobie wyjaśniliśmy, bo dzięki temu jestem już na 100% pewien, że to błogosławieństwo iż nie mogę mieć biologicznych dzieci :D Przecież jakby one miały coś po przodkach odziedziczy, to strach się bać :D Już wolę obcą niespodziankę – zawsze to szansa, że będzie lepiej :D
Apeluję i do Was zastanowić się, czy Wasze rodziny na kilka pokoleń wstecz są takie, że chcecie te geny powielać ;) Przynajmniej u mnie o przodkach anegdoty krążą niezłe :D

Taka prawda, fajnie tego posłuchać i się pośmiać, ale ryzykować posiadanie dziecka… :D A swoją drogą jakim trzeba być… no nie wiem jak to ująć, krótkowzrocznym, żeby uważać swoją rodzinę za taką idealną że tylko powielać geny :P Nie wierzę w idealne rodziny ;) nigdy nie spotkałem takiej.

Niektórzy niby lepsza inseminacja/in vitro partnerki, hmm… nie zrozumcie mnie źle, nie mam nic przeciwko. To znaczy nawet sam chciałbym, na czwórkę dzieci, które chciałbym mieć, raz przeżyć ciążę żony (jeśli będę mieć żonę :D ), całą tą otoczkę, szkoła rodzenia, zdjęcia z USG, wspólny poród :P no ale na 4 wystarczy mi taka atrakcja raz :D

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.