Endokrynolog i Nebido :)

Nooo to opiszę sobie moją pierwszą wizytę u tutejszego endokrynologa :) Po kolei, bo to cała wyprawa (jak dla mnie) była :D
Przy przedostatnim zastrzyku zapytałem lekarza rodzinnego co dalej, więc skierował mnie do endokrynologa (on coś tam wysyła – elektronicznie, a oprócz tego ja dostaję skierowanie pisemne), zadzwoniłem więc i dostałem termin odległy o miesiąc. Biorąc pod uwagę ile się w Polsce czeka na endokrynologa na kasę chorych, to tutaj ten miesiąc to jest ekspresowo ;)

Endokrynolog oddalony o jakieś 50-60km, autostradą niecała godzina drogi. Ale jaki zjazd, jakoś tak prosto do miasta, myślałem że nie wyhamuję przed światłami ;D Oczywiście prowadziła mnie nawigacja i właściwie zaprowadziła bez niespodzianek. Oczywiście parkingi nie dość, że płatne to i zajęte, przejechałem więc obok miejsca gdzie nawi mówiła że to tutaj i szukam parkingu. Żeby nie za daleko odjechać bo przecież nie trafię, no to pierwsza w prawo a tam albo parking galerii handlowej albo jakiś inny, pojechałem na galerię, a tam szlaban i bramka, a ja przecież nie umiem tego obsłużyć :D bym się wrócił ale za mną kolejka, to oglądam tą skrzynkę i przyciskam – jak będzie trzeba wrzucić kasę, to chyba napiszą, no nie? :D no ale wypada żeton i się otwiera. Zaparkowałem i myślę sobie co z tym żetonem się robi? :D ale co tam żeton, ja muszę do lekarza, wyszedłem (za jakimś kolesiem, przez sklep, gdzie się dało) i idę niby tam skąd przyjechałem. Oglądam te ulice, oglądam… jakby tu ale nie widzę takiej ulicy :P Już nawet kogoś pytałem, ale pani nie wiedziała. Ale wracam się, nie no, to musiało być tam bo pamiętam że przejeżdżałem koło apteki i pomyślałem sobie, że może ta apteka to nawet w tym samym budynku (a może na mapach Google wcześniej i tą aptekę widziałem). W końcu znalazłem – boczna uliczka.

Wchodzę, w rejestracji podałem tylko skierowanie i kartę ubezpieczeniową, pani kazała mi przejść do pierwszego pokoiku. Wchodzę a to mi wygląda na zabiegowy (bo to był zabiegowy :D). No nic, siadam, po chwili wchodzi młody chłopak ze stertą strzykawek (czy czegoś takiego), jeszcze wtedy nie wiedziałem, że to dla mnie XD Wyszedł, przyszedł z kartką i tłumaczy, że tutaj jest tak, że muszę podpisać zgodę na pobranie próbek do badania. Ok. Poza tym nadal nikt mi nic nie mówi, ale zważył mnie, zmierzył, no i zaczął tą krew pobierać. To tak samo jak miałem pierwszym razem u lekarza prowadzącego, czyli pewnie na hormony zawsze tak się pobiera – że wbija w żyłę igłę z wężykiem i potem tylko zmienia te strzykawki. Aha, jeszcze zmierzył mi ciśnienie i się pyta czy trochę się denerwują, ja mówię, że „no trochę”, a on że nie ma czym bo „jesteśmy tu wszyscy bardzo mili” :D Więc miło i sympatycznie, aczkolwiek pobieranie krwi to nigdy nie jest nic sympatycznego ;) (btw. jeszcze mi nigdy facet nie pobierał krwi, do tego młodszy ode mnie :D bo był chyba młodszy, starzeję się ;) ). Potem mi kazali na korytarzu poczekać. Ktoś mi mignął – pewnie lekarz, to myślę sobie że nie wiem, tak jakoś niewyraźnie wygląda ;) No ale w końcu mnie poprosił do swojego gabinetu. No i się zaczęło od pytania z czym przychodzę, to mówię, że jestem ts, jestem z Polski i dotychczas brałem to – pokazując opakowanie Omnadrenu. On na to: „dostanie pan coś lepszego” :D I że no tak, Omnadren to podobny jak tutaj Testo Depot, ale nie poleca, bo one nie dają stałej dawki testosteronu tylko taką rosnącą i malejącą przy czym na te 4 tygodnie właściwy poziom utrzymuje się może przez jakieś środkowe dwa (to było wyjaśnienie z rysunkiem ;) ). I że dlatego właśnie pod koniec można odczuwać… no coś tam, niektórzy odczuwają spadek sił czy co tam, ale ja szczerze powiedziawszy nic tam nigdy nie odczuwałem :D jakiś taki słabo wrażliwy jestem chyba ;) jak 6 tyg nie brałem hormonów przed i po operacji to też zupełnie zmiany nie czułem. On zaleca Nebido, „jest w prawdzie trochę droższy”… (ile to jest „trochę”? 2-5 Euro? no już nie chciałem mówić, że w Polsce też mamy tylko też właśnie jest „trochę” droższy – jakieś 560zł na ampułce XD ale serio, właśnie sprawdziłem: link). Poza tym Nebido – zastrzyk raz na trzy miesiące i z głowy (aczkolwiek na początku bierze się drugą ampułkę po 6 tygodniach, trzecią po… nie pamiętam :P i dopiero potem jak wszystko ok to co 3 miesiące). I że na początek po każdym z tych 3 pierwszych (a raczej przed następnym?) badania krwi. I że mogę je robić tam albo w swojej przychodni. No jako że mam tam 50 km, to wolałem w swojej, więc powiedział że dostanę wszystko i pójdę do lekarza rodzinnego zrobić i do zapakowania gotowe próbki mój lekarz rodzinny wyśle do nich – nie ma problemu. A do niego wystarczy raz na rok na taką ogólną kontrolę, także kości bo – no wiadomo, dla mnie nic nowego, ale tłumaczył. Potem pyta ile mi jeszcze tego Omnadrenu zostało, ja na to że już nic nie mam, on: „To bardzo dobrze” :D No i dostałem receptę na Nebido.
Pytał się też gdzie miałem operacje, czy jestem po wszystkich, czy jestem zadowolony. Jak w Polsce reagują na TS ;) I jeszcze zapytał czy mam psychologa (jakoś inaczej to ujął, ale chodziło o kogoś w rodzaju psychologa), ja na to że nie mam (i czy mam kontakt z grupami wsparcia dla ts). Najbardziej zaskoczył mnie chyba tym pytaniem. Ale mówi tak: „Bo ja mogę przepisywać hormony, jak każdemu mężczyźnie z usuniętymi jądrami, którym Pan jest, no pan nie miał jąder ale mniejsza o to…” (to tak zabawnie powiedział, jednak zabawnie przetłumaczyć się nie da ;) ) „…ale dobrze by było gdyby pan miał kogoś takiego”. Pytam czy nawet pomimo, że jestem po „wszystkim”. A on na to, że tak, bo: „Wie pan co ja myślę? Kiedy się dorosło w niewłaściwym ciele, myślę że to nie pozostawia bez śladu”. Cóż… odpowiedziałem zgodnie z prawdą, że też tak myślę. Powiedział, że nie muszę chodzić do terapeuty stale, ale chciałby żebym takowego miał. Żebym mógł porozmawiać kiedy ktoś powie coś głupiego itp., po prostu żebym miał kogoś, do kogo mógłbym pójść gdybym tego potrzebował. No nie powiem… nie spodziewałem się tak kompleksowej opieki ze strony endokrynologa. Przy czym niewątpliwie ma rację, bo przecież sam myślałem o tym, żeby sobie jakiegoś znaleźć. Swoją drogą jak tu od razu rzuca się w oczy różnica pomiędzy takim podejściem a Polską, gdzie odnoszę wrażenie, że każdy ts po leczeniu powinien zawsze już czuć się świetnie bo inaczej naraża się na oskarżenia o nie bycie tró! ;)
No ale po tej rozmowie poszedłem na badanie kości. Jeszcze inny gabinet, babka się pytała czy jestem prawo czy leworęczny, coś tam wprowadziła w komputer i nałożyła mi na palce żel i takim małym czymś te palce tak ściskała i jeździła (po trzech po kolei), nie wiem nawet jak się to badanie nazywa ;) W międzyczasie inna przyniosła mi trzy koperty, te w których mój lekarz rodzinny ma próbki przesłać im po pobraniu mi krwi. Ta co mi te kości badała, powiedziała że wyniki przyjdą pocztą. I to by było na tyle. Szczerze mówiąc myślałem, że przy tym badaniu będzie lekarz albo jeszcze go zobaczę, gdybym wiedział że nie to bym jeszcze raz zapytał o te trzy pierwsze zastrzyki, a tak nie wiem… Ale chyba dostanę zalecenia też pocztą, tak powiedziała ta babka (że „chyba”), no mam nadzieję.

No i ruszyłem w drogę powrotną – najpierw do samochodu :D W galerii (to nie jest galeria jak u nas… to bardziej jakby rozsiane po ulicy/budynku sklepy… jakoś tak dziwnie się przechodzi, korytarz jak w bloku i różne poziomy parkingów. No ale najpierw żeton. Stałą tam taka maszyna to się domyśliłem, że się ten żeton tam wrzuca i chyba tak płaci. Wrzuciłem, wyświetliło 3 Euro, wrzuciłem kasę, żeton wyleciał i tyle, nacisnąłem po potwierdzenie, bo w końcu skąd mam wiedzieć czy mi się nie przyda np. przy wyjeździe. Dalej na parking, odpowiedniego poziomu pewien nie byłem :D (ani gdzie stoję ani gdzie jestem XD) na szczęście mniej-więcej kojarzyłem że blisko drzwi stoję, to wystarczyło na kilku piętrach zajrzeć za te drzwi :P Jak już znalazłem samochód, to nastawiłem nawigację z myślą, że przecież się na środku miasta nie zatrzymam i nie będę nastawiać (ale to chyba był błąd na takim parkingu nastawiać, bo mi potem sygnału nie chciała załapać). Wyjeżdżam, znowu szlaban, wrzuciłem żeton, napisali: „Do widzenia, zapraszamy ponownie” więc uff – wyjechałem! :D
No ale jadę przez miasto mniej-więcej starając się tak jak przyjechałem, a nawigacja nie załapuje :/ a jak już załapała to stwierdziła, że jestem w Estonii… Ale jakimś cudem udało mi się wyjechać na ulicę gdzie już był drogowskaz na autostradę, tylko że jak zwykle są podane kierunki (miasta) tak tutaj numery, których ja akurat nie pamiętam. No ale pojechałem dalej i były przy samym wjeździe kierunki więc znowu uff. Zjazd z autostrady to już nie był taki problem – miasteczka znajomo brzmiące więc ok ;) Chciałem zjechać w pierwsze znajomo brzmiące, ale zobaczyłem że następny zjazd będzie lepszy i trafiłem bez problemu (duma XD ).

Na drugi dzień wybrałem się wykupić moją nową receptę ;) (chociaż zastrzyk mam wziąć za 4 tygodnie) na ten „Mercedes wśród testosteronów” jak ktoś go określił kiedyś gdzieś :D Miał być na wieczór, to pojechałem na drugi dzień. Eleganckie opakowanie, kryjące w sobie jedną ampułkę (za to dużą), cena… 137 Euro, po refundacji… 10 :P Nie będzie taniej niż Omnadren mnie kosztował ;) wyjdzie cenowo na prawie to samo, no ale o czym my tu rozmawiamy, Nebido za 10 Euro to przecież jak za darmo ;) No i rzadsze zastrzyki (za to dłuższe :P ).

A tak toto wygląda ;)
nebido
nebido

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.