znowu odstaję…

Następująca notka miała być częścią innej (którą też już mam w większym stopniu napisaną), ale stwierdziłem, że to by było za dużo, poza tym to jednak jakby dwa oddzielne tematy.

„Porzuciłem nawet obawy przed krzywymi spojrzeniami zaobrączkowanych matek, którym rodzinne obowiązki uniemożliwiają korzystanie z życia (tak Im się w każdym razie wydaje).”
– pewien blogowy cytat. Kolejny w jakiś sposób oddający to co myślę/czuję. Ze mną tak nie będzie, bo najpierw przyjdzie korzystanie z życia, a dopiero potem dzieci. [pisząc „korzystanie z życia” mam tu zwłaszcza na myśli wolność finansową i jej następstwa, ale o tym będzie właśnie w tej innej notce, może następnej]
Z resztą skoro już o tym mowa, to nie czuję się w żadnym razie gotowy na dziecko, chociaż kiedyś mi się wydawało, że to już ten wiek (powinien być). Nie proszę państwa, to w żadnym razie jeszcze nie ten wiek i jeszcze długo, długo nie (ale to chyba nie problem, wszak i tak zamierzam długo żyć, zdążę z dzieckiem :P ). Na razie sam jeszcze czuję się dzieckiem. Ale jeżeli tak pozostanie… Z drugiej strony trafiłem ostatnio na taki cytat: „Dorosłym się stajesz w chwili, kiedy pojmujesz, że tak naprawdę nie ma dorosłych.” – hmm…

Nie wiem jak oni to robią, wszyscy ci w moim wieku i młodsi, którzy już zostali rodzicami, małżonkami… A może właśnie tak? Bez zastanowienia – po prostu się dzieje i żyją tym życiem, bo w sumie nie mają wyjścia? I może to właśnie posiadanie dziecka wydoraśla, bo przestaje się myśleć o sobie, a trzeba o kimś zdanym tylko na nas?
Ale nieee wieem, ja tam jeszcze bym nie chciał :P Póki co wolę wolność.

Ale może:
„(…) jestem 100 lat za rówieśnikami, jeśli chodzi o umiejętność i doświadczenie w nawiązywaniu kontaktów społecznych.” – z forum dla osób niepełnosprawnych orientacji LGBT – ten cytat też mi dał do myślenia. Ten cytat właśnie tam. TS to też trochę taka niepełnosprawność, a w kontaktach społecznych to już w ogóle. Z drugiej strony samo to, że prawdziwie „żyję” dopiero od kilku lat… nie dziwi nawet że te kilkanaście pierwszych jestem do tyłu. I tak też to czuję. Tylko ciekawe czy to można nadrobić, bo mnie się wydaje, że to jest przepaść… Że to jest coś do tyłu co już zawsze do tyłu będzie.

Do tego dochodzi jeszcze jedna ważna kwestia… Niedawno miałem okazję trochę poprzebywać w towarzystwie (między innymi) faceta, który był jeszcze niższy ode mnie (no metr pięćdziesiąt to max miał). Jako, że grupka była nieco większa, to dało mi obraz tego jak na tle innych on… niepoważnie wyglądał. Nie było to fajne uczucie (bo wolałbym w tym wieku wyglądać jednak poważniej). Ale nie wiem, może to dlatego, że był łysy? może to też odejmuje człowiekowi powagi (wieku) co w kontekście z bardzo niskim wzrostem nie jest dobrym połączeniem… Bo z drugiej strony w mojej poprzedniej pracy też był taki mega niski facet i on nie sprawiał mi takiego wrażenia. Ale może to dlatego, że w szatni byli sami faceci. A tu jak facet sięga pod pachę kobietom, to nie jest za fajnie. Kobietom albo piętnastolatkom… W sumie bardziej o to chodzi – że dzieciaki były wyższe od niego.
Z drugiej strony jak mi się zdarzyło koło niego postać to tak sobie pomyślałem, że super by było mieć faceta podobnego do siebie wzrostu jednak :P (byle nie łysego ;) )

Przede wszystkim jednak co chcę przekazać tą notką, to to jak… dziwnie się czuję na tle młodszych od siebie ojców i mężów… I nie mogę się wtedy oprzeć myśli czy to z nimi jest coś nie tak czy ze mną :D Najpewniej to drugie ;) Ale czemu w ogóle myślę, że z kimś z nas jest coś nie tak? Bo to przecież nie może być normalne, że oni się w tym odnajdują, a ja nawet nie mogę sobie takiej sytuacji wyobrazić :D
Z trzeciej strony uważam, że wielu takich ludzi zaprzęga się w kierat obowiązków zbyt szybko… Ja czuję, że mam jeszcze na to mnóstwo czasu i że w inny sposób chcę na razie cieszyć się życiem. Inna sprawa, że może zawsze będę czuł, że „jeszcze przyjdzie czas” aż wcale nie przyjdzie, no ale trudno…
Jednakże to naprawdę nie jest fajne kiedy się okazuje, że MŁODSI ode mnie wiedzą więcej i lepiej są już przystosowani do życia niż ja… Przede wszystkim mam tutaj na myśli jednego faceta z mojej pracy. Mały szok przeżyłem widząc (na Facebooku, jakże ten serwis się przydaje ;) ), że jest o rok ode mnie młodszy… Chociaż też nie to… „przystosowani do życia” ale według jakiejś przyjętej normy, a kto powiedział, że trzeba do niej dostawać? Ale jak wyglądają poważniej, to już jest smutne. Z resztą z tą normą to tak jest, że sam już nie wiem czy bardziej chciałbym się w nią wpasować czy nie. No ale tak czy siak mam na tym tle takie rozterki.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.