#1032

Pod jakimś artykułem o TS natrafiłem na wielce mądry komentarz, którego autor stwierdził, że transki m/k nigdy nie nazwie kobietą, bo… cośtam, już nie pamiętam czy kariotyp czy brak wewnętrznych narządów płciowych. Ktoś mu słusznie odpisał pytaniem czy kobiety bez macicy również nie nazwie kobietą?
I tak zacząłem czytać o zespole MRKH… już kiedyś czytałem ale teraz mnie to też jakoś tak bardziej zainteresowało. W sumie też bardzo przykre przeżycia opisują kobiety na forum. I w ogóle mam nawet wrażenie po tym co przeczytałem, że zabieg ten jest bardziej bolesny niż SRS u m/k, ale generalnie zalecenia pozabiegowe są bardzo podobne. Generalnie ich sytuacja się wcale aż tak bardzo nie różni… więc cóż z tego, że genetycznie są XX kiedy nie zmienia to za bardzo postaci rzeczy?
„Nikt z moich znajomych nie wie o tym co mi jest.” – napisała jedna z kobiet w w/w temacie. Tak się zastanawiam ilu ludzi chodzi z taką cichą tajemnicą? (pomijając w ogóle fakt, że po co znajomi mieliby o czyś takim wiedzieć).
I w ogóle ile jest takich innych nieprawidłowości… Zespół Swyera, zespół AIS, mężczyźni XX… a to oczywiście czubek góry lodowej.
Ale to ciekawe co by takim osobom powiedzieli wielce mądrzy „XY nie nazwę kobietą”.
Mawia się, że płeć jest raczej jak punkt na skali, sam pisałem kiedyś że się przychylam ku temu zdaniu. Jednak teraz osobiście myślę, że to jeszcze za mało. Płeć to raczej punkt w układzie współrzędnych albo nawet po prostu jakiś tam punkt w zbiorze ludzi…
Swoją drogą w tym temacie tam na forum wypowiedział się jeden facet z usuniętymi jądrami. Też się wypowiadał w tonie: „zapewne już żadnej kobiety nie poznam”… ludzie naprawdę zafiksowali się na tą prokreację. Ja nie wiem, tego akurat nie rozumiem. Rozumiem zostawić kogoś bo mi się jego budowa nie podoba (przykre, ale rozumiem), ale żeby chęć posiadania biologicznego dzieciaka była tak silna? No to tego już nie rozumiem ;)

***

A w ogóle to miałem dziś mało przyjemne przedpołudnie. Pewnie po wczorajszej lekturze .pdfa. Zwykle jak napotykam coś takiego, to w pierwszej chwili jest euforia, że się takie rzeczy pojawiają. A jak kończę to czytać to boli mnie głowa (w przenośni oczywiście, mnie jeszcze nigdy w życiu nie bolała głowa ale wczoraj było bardzo blisko). No co to ma być? Jakiś guide dla genetycznego faceta na temat transów? Bo ja mam wrażenie, że jedyne osoby, które to może zainteresować to właśnie tylko transi (którzy się właśnie podobnie będą podniecać taką publikacją jak ja na początku). No bo sorry, ale szczerze, gdybym nie był transem to pewnie bym to rzucił w połowie myśląc sobie: na jedną noc to se znajdę normalnego, będzie prościej. Może co innego gdyby miało chodzić o poważny związek. Ale związek też się musi od czegoś zacząć.
No i to by było na tyle jeśli chodzi o moją mozolnie budowaną postawę „jestem zajebisty”. Nie wierzę w to ani odrobinę, ale wiecie sami – tak na zasadzie autosugestii i dlatego, że kłamstwo powtórzone sto razy podobno staje się prawdą (bardzo mądry cytat swoją drogą). Znaczy postawa po raz kolejny runęła, a nie powiedziałbym żeby stanęło coś ponad fundamenty (albo może nie było właśnie fundamentów). No niby wypisałem sobie listę 50 swoich zalet (jakimś cudem mi się udało), ale jeszcze się nie zebrałem by ją czytać rano i wieczorem. Z resztą one i tak wydają mi się wyolbrzymione i niepoważne.
A przedpołudnie było niezbyt przyjemne, bo charakter mojej pracy (nie)stety nie zajmuje umysłu – w ogóle. Więc, jak to raz ujął kolega z pracy: można sobie życie przemyśleć. No właśnie. W dodatku mogę to robić codziennie. Do tego jeszcze na pierwszej zmianie śpię na jawie majacząc jakieś pomysły na opowiadania, których (nawet gdyby nie były moje) nie przeczytalibyście nigdzie (chyba że na TORze, co już samo to nienajlepiej świadczy) więc to wszystko tak jakoś razem…
Tak się zastanawiam kiedy przestanę wreszcie wałkować ten sam temat. Chyba jak się w końcu wybiorę do psychologa, choćby tego online ale na to trzeba mieć lepsze łącze, a nie wiem kiedy to nastąpi.

P.S.: Z pozytywnych rzeczy: odkryłem (no może to trochę za mocne słowo, w sumie wpadłby na to każdy kto nie jest całkowitym lamerem, a ja w dodatku sam na to nie wpadłem tylko zasugerował mnie wpis na innym blogu) że to Firefox ma problem z komentarzami na blogspocie – z IE idzie gładko. Jest tylko jeden problem: mam IE skonfigurowany do korzystania z TORa i wolałbym tego nie mieszać. No ale cóż zrobić.
P.S.2: Wspomniałem o TORze dwa razy w tej notce. To chyba też niedobrze.

Edit: Cóż za zgranie – u Marcina notka w podobnym temacie (tylko pozytywnym wydźwięku ;) no i z 14.08 ale ja przeczytałem dopiero przed chwilą), skomentowałem i to ciekawy komentarz, w trakcie jego pisania uświadomiłem sobie jeszcze parę rzeczy. W sumie chciałem go tu dokleić, ale nie, raczej zamieszczę go w kolejnej notce.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.