#1057

Piękny dzień, piękny :) Wyspałem się, potem poczytałem (chyba z połowę bardzo pozytywnej książki przeczytałem /wbrew wcześniejszym obawom „Siła” bardzo mi się podoba/, co mnie od razu pozytywnie nastroiło na cały dzień), pooglądałem tv i kilka filmów na komputerze (dokumentalnych, między innymi „Mój tata jest w ciąży” i muszę powiedzieć, że już mnie to jakoś nie rusza i dawno już nie bulwersuje, wręcz przeciwnie, znaczy Tom i Scott zrobili na mnie bardzo pozytywne wrażenie :) a przecież kiedy pierwszy raz usłyszałem o takim przypadku, miałem zupełnie inne odczucia, a teraz chyba dorosłem /albo książka wprawiła mnie w bardzo pozytywny nastrój pod każdym względem ;) ale może właśnie w tym rzecz, tak trzeba/, ale może też kwestia tych kilku transów z niemieckiego forum – takie to jakieś bliższe było obcowanie z tymi, którzy się zdecydowali na ciążę, że nie gdzieś tam za oceanem się to dzieje u jakichś ludzi z ekranu tv, tylko u takich z którymi mogę nawet bezpośrednio pomailować, przybliżenie tematyki może), a nawet zająłem się trochę moim rękodziełem. Do tego zjadłem dobre śniadanie, na obiad pizzę (czyli też dobry obiad :D ), a zaraz jeszcze pójdę po lody (chipsy może sobie odpuszczę, bo bez przesady może jak na jeden dzień ;) ) i obejrzę sobie ostatnie moje odcinki „Bad Girls”. Słowem – dzień idealny :)

Wracając jeszcze do wyżej wspomnianego filmu dokumentalnego – na TS forum były argumenty że oni zachowują się bardzo egoistycznie decydując się na dzieci (zwłaszcza biologiczne). Cóż, wszyscy ludzie mają dzieci wyłączenie z egoistycznej potrzeby ich posiadania, bo jakże by inaczej? I, tu z kolei dodam coś, o czym miałem napisać w poprzedniej (poważnej) notce, a zapomniałem: razem z wnioskiem, że związek to problem, doszedłem do wniosku, że chyba nawet dziecko wolałbym sam wychować (czyli wolałbym być samotnym ojcem). Nie ma wtedy bowiem ryzyka że się w jakiejś wychowawczej kwestii nie zgodzimy z drugim rodzicem. Egoistycznie? Jasne. Moja np. znajoma uważa, że osoby samotne w ogóle nie powinny mieć dzieci (tzn. w takim sensie jak ja bym chciał – że świadomie jako osoba samotna chcę adoptować czy coś), bo dzieci powinny mieć oboje rodziców i tak dalej… Cóż, nie przeczę, że to moje egoistyczne pragnienie, ale tak jak już powiedziałem – to jest zawsze egoistyczne pragnienie.

Dalej… na forum Trans-Fuzji od wczoraj rozwija się temat „czy transseksualizm to zboczenie?”, ja się już wczoraj wypowiedziałem (odpowiadając, że to zależy od definicji). I tak swoją drogą, to teraz szczerze powiedziawszy bardziej mnie irytują histerie że jak tak można nazywać nas zboczeńcami niż samo takie nazwanie nas. Bo cóż, to (jak wszystko na tym świecie) naprawdę zależy od definicji (i mnie osobiście jakoś nie ruszają takie wyzwiska, w ogóle mi /już?/ nie przeszkadzają), a wpadanie z tego powodu w histerię jest… marnotrawieniem swej energii – o, tak bym to ujął :)
Przytoczę jednak jeden post:

“A poza tym proponuję wystrzegać się takich ludzi. Ja osobiście ich nienawidzę. Raz natknęłam się na TVP Info na program „Młodzież kontra” gdzie jakiś dupek z młodzieży wszechpolskiej nazwał Anię Grodzką panem Grodzkim przy okazji mówiąc o LGBT jak o dewiantach. Jak to usłyszałam, aż się we mnie zagotowało. Przełączyłam to i w myślach zbluzgałam wszystkich katoli tego typu. Może sama staję się nietolerancyjna w stosunku do takich, ale jak sobie pomyślę, to ogarnia mnie taka złość, że hej”

To bardzo smutne. Tak przejmować się (aż do nienawiści!) jakimś programem w tv… Z tego posta bije mi taki negatywizm, że aż przykro czytać. Podczas gdy ja bym najwyżej tego pana wyśmiał ;)
No oczywiście nazywanie Pani Grodzkiej Panem podpada już pod jakiś paragraf, ale jeśli ona sama nie ma zamiaru podawać do sądu… a może powinna, może by jeden z drugim odczuł powagę decyzji Sądu RP.

Zboczenie, dewiacja – to tylko słowa, które mają taką wartość, jaką im nadamy. Dla mnie te słowa od dawna już nie mają negatywnego ładunku (jeśli kiedykolwiek miały). Są neutralne. Ale większość chyba ludzi jednak od razu słyszy: „zboczenie – no to bee”, „dewiant – bee”, „prostytutka – …”. Swoją drogą o tej ostatniej na Trans-Fuzji także rozwinął się ostatnio temat. Niektórzy (większość?) traktują to słowo/profesję jako z gruntu obraźliwe i sprawa załatwiona. Do tego stopnia, że nie czują nawet potrzeby wyjaśniania czegokolwiek. Jedynie słyszę ogólniki: „no przecież tak jest”, „no przecież to oczywiste” i jak w ogóle mogę pytać albo nie rozumieć. No ale taki jestem dziwny, że właśnie nie rozumiem ;) Wtedy się zastanawiam jak to jest, że ja świat widzę zupełnie inaczej.
Chociaż nie przesadzajmy, może wiem z czego to wynika: ja po prostu widzę potrzebę istnienia agencji towarzyskich. Ale kiedy zaczynam wysuwać argumenty (ja przynajmniej mam jakieś argumenty), że osoby niepełnosprawne (także psychicznie), że często one nie mają innej możliwości… to dostaję odp. że większość klientów to przecież nie takie osoby. Co jak dla mnie nie jest argumentem. No ale zostawmy już ten temat, bo pewnie już nie raz o tym pisałem.
Choć jeszcze jedno – jak dziś w „Ukrytej prawdzie” (czy innym takim żenującym w wykonaniu programie, no ale tak jakoś obejrzałem dziś :D ) też był właśnie taki wątek. I siostra kobiety, której córka pracowała w agencji towarzyskiej zaczęła się na nią (tą córkę) wydzierać, to już też zacząłem odcinać do telewizora: „I co ciebie to obchodzi, zazdrościsz?!” ale szybko się opamiętałem i zgodnie z tym co dziś przeczytałem, PODZIĘKOWAŁEM Wszechświatowi, że ja mam inne przekonania :) Bowiem to musi być straszne uważać, że prostytutka (płci dowolnej) siebie nie szanuje i co gorsza uważać że w takim razie nie ma się obowiązku jej/go szanować także. Dziękuję za to, że ja szanuję ludzi niezależnie do tego w jaki sposób wykorzystują swoje genitalia ;)

To samo z resztą w kwestii śmierci… ta sama ww znajoma czasem przesyła mi linki do wiadomości o Smoleńsku – np. że nie te szczątki są w tym czy innym grobie albo to czy tamto się z tymi szczątkami działo. Przesyła chyba z oczekiwaniem że odpowiem jej jakie to bulwersujące podczas gdy mnie to nie rusza. Zawsze wtedy staram się jak najszybciej zmienić temat, bo co mam jej powiedzieć? Już starałem się przedstawić moje przekonania najlepiej jak potrafię. Naprawdę nie widzę potrzeby ekscytować się tym, że to może nie palec Kaczyńskiej leży w grobie Kaczyńskiej itp… Po prostu… dla mnie ciało jest tylko nośnikiem duszy i kiedy dusza je opuszcza… to w miarę możliwości można to ciało jakoś godnie złożyć, ale BEZ PRZESADY i nie za takie koszty. No ale ta znajoma uważa, że dusza nie zazna spokoju dopóki ciało nie zostanie godnie pochowane, ale hmm… w takim razie ludzie, którzy oddali swe ciała na potrzeby studentów medycyny też by musieli nie zaznać spokoju, a to by oznaczało, że za coś dobrego (bo służącego podniesieniu wykształcenia medyków) cierpią, a to przecież nie ma żadnego sensu IMHO.
I nie że jestem tak nieczuły na ofiary tej katastrofy, bo jestem przekonany, że po mojej własnej śmierci, moje ciało będzie mnie równie mało obchodziło ;)

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.