#1065

Znowu się dużo nazbierało, a jak się nazbiera to co raz mniej chce się pisać.
Obie „imprezy” świąteczne miłe, tylko na tej drugiej byłem rowerem, bo mi samochód nie odpalił (szkoda gadać, wiadomo, że przez moją nieuwagę – nie wyłączyłem odtwarzacza cd na noc… tylko że ja go wyłączałem, a się nie wyłączył :D swoją drogą kolejny punkt do zgłoszenia u mechanika, znaczy w ogóle podłączenie radia, bo w sumie to powinno samo gasnąć przy zgaszeniu samochodu). Jednakże ta przejażdżka nie była nawet taka zła jak się spodziewałem, baa nawet podskoczyłem do tego meblowego raz jeszcze (i już wiem, że ta fajne odsuwane szafy jednak odpadają – one mają tylko miejsca na wieszaki z obu stron, żadnych półek :( chyba żebym wstawił jakieś półki na jedną stronę – kombinuję :D
Co do łóżka waham się, może gruby materac dmuchany? Ma on taki spory plus, że jest mobilny… no i chyba podoba mi się bardziej niż łóżko :D O takim myślę:

z drugiej strony no nie jestem do końca przekonany do materacy dmuchanych, nawet takich. A trzeciej strony zawsze mogę w późniejszym czasie dokupić łóżko… Sam już nie wiem.
No ale wracając do tego dnia, jazda rowerem miała ten plus, że mogłem bez problemu zrobić zdjęcie domowi, którego mijałem, a warto, bo:

jak na reklamie :D Na focie to jeszcze tak nie widać, ale jak się jedzie, to dom widać z daleka i daje po oczach :D ale super :D

Teraz podróż… hmm, to jest tak że jak jestem tam, to myślę sobie, że żarty żartami – te na temat polskich dróg, że można się pośmiać ale przecież nie może być aż tak źle. Po czym przekraczam granicę i stwierdzam, że jednak może :/ Nie chcę mówić, że tam to jest idealnie – uszkodzona nawierzchnia jezdni to jest coś, czego nie da się zupełnie uniknąć. Tylko że tam jest to w miarę na bieżąco naprawiane i jest to DOBRZE naprawiane. A droga z niewielkimi nawet uszkodzeniami jest oznaczona takim napisem – i och gdyby w PL wszystkie drogi wyglądały tak jak tamte uszkodzone… ;) W Polsce takie „drobiazgi” nie są oznaczone w ogóle za to kiedy pisze „Droga w złym stanie technicznym” to można być pewnym, że droga jest w stanie TRAGICZNYM. I naprawdę nie przestanie mnie zadziwiać, że jadę ledwo 70km/h i wydaje mi się, że zaraz mi się samochód rozpadnie, na kałużach mnie zarzuca (woda stoi na jezdni… :/ w DE nie spotkałem czegoś takiego nigdy), a tu jadą sobie ludzie i w najlepsze mnie wyprzedzają :D ja nie wiem, może to jednak kwestia przyzwyczajenia do warunków jednak?
W każdym razie pojechałem po raz pierwszy A2. Ogólnie nie popieram płatnych autostrad (no sorry bardzo, ale jak ja miałbym zapłacić 80zł za 260km przejazdu, to chyba wolę pojechać pociągiem – wyjdzie tyle samo albo taniej i nie muszę płacić za paliwo, zużywać samochodu ani w ogóle przejmować się prowadzeniem – wsiadam, jadę i jeszcze mogę sobie po drodze poczytać ;) ), no ale za ten odcinek, który ja nią przejechałem zapłaciłem 3zł :D a jednak rzeczywiście ominąłem dzięki temu już spory kawał dziur (oczywiście całkowicie się nie da, bo drugi spory kawał mam na odcinku jakichś 20km od domu – „Droga w złym stanie technicznym” :/ ).
Jedno mnie tylko rozwaliło – jadę, patrzę: Orlen – super(1)! i jest gaz! Patrzę: 3,14zł za litr! Myślę sobie: o kurde, ja rozumiem że mógł podrożeć od sierpnia, ale żeby aż tyle?! Szok mnie złapał lekki – toż niewiele drożej jest w Niemczech :D No ale zatankowałem (btw. czy w Polsce już wolno samemu tankować gaz? bo nie wiem, ale zatankowałem bo nikogo nie było ;D ), jednak za 40km na następnym Orlenie – 2,79zł czyli już normalnie. Teraz to będę wiedział :D Ale swoją drogą 35 groszy różnicy na litrze to jest szok. I to dosłownie jedynie 40km odległości między stacjami. Skoro już mowa o tym, tankując w DE patrzę że leży sobie bezpańska nakrętka/zatyczka wlewu, żadnego samochodu do którego mogłaby należeć, to przygarnąłem i znowu mam dwie :D (rok temu zgubiłem taką, tzn. pani tankująca zapomniała mi zakręcić, a ja nie sprawdziłem).

[(1) – Super że Orlen, bo zbieram punkty :D wiem, wielu ludzi zbiera wszędzie i… nic z tego nie ma pewnie konkretnego ;) więc ja się postanowiłem ograniczyć do jednej stacji benzynowej. Swoją drogą muszę sprawdzić ile już tych punktów mam…]

Zawsze coś, zawsze coś… Dziś budzi mnie telefon z mBanku – pani z „wspaniałą” ofertą (za 9zł miesięcznie, zbędą mi z resztą zupełnie) nawija przez pięć minut po czym nie pyta nawet tylko kończy zdaniem: „umówmy się, że ja panu teraz tą ofertę włączam” – oni mnie rozwalają z tą konstrukcją :D Na co ja bardzo grzecznie: „Nie proszę pani, proszę mi tego nie włączać” (to jest specjalnie taki myk, rozmowa nagrywana i trzeba wyraźnie powiedzieć „nie”), „Ale, ale… cośtam” i znów moje: „Nie, proszę mi jej nie włączać”, na szczęście skończyło się po drugim moim „nie” ;) Swoją drogą może trzeba tak jak niektórzy: na informację, że rozmowa jest nagrywana odpowiedzieć: „A to ja nie wyrażam zgody, dziękuję” :D

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.