#1081

Tak mi się nic nie chce, że nawet notki mi się od tygodni nie chce napisać…
Przychodzę z pracy i patrzę na nie przymocowane wieszaczki i myślę sobie, że już tylko się przebiorę i wstawię obiad i się za nie wezmę… i zawsze nastawiam ten obiad, włączam kompa i… wiadomo.
No więc przeprowadziłem się. Ale hmm… o tym jeszcze nie będę pisał, bo nie mam jeszcze mebli, więc wystroju dopracowanego itp. Napiszę jak już wszystko będzie. Może z jakąś fotorelacją, bo fotki z postępów robię :D Fajnie tak, może zrobię sobie taki album (czytaj: folder na kompie) z tego jak przebiegało urządzanie mojego mieszkania :]
A na razie mogę tylko powiedzieć: jest fajnie. Leżę sobie w łóżku i jak będę chciał pójść do łazienki to mam dwa kroki (a nie na koniec korytarza), jakie to cudowne! :D Tak, bo w ogóle to w łazience zadomowiłem się najwcześniej – już pierwszego dnia wszystko poustawiałem i teraz wchodzę, jak chcę to myję zęby, golę się czy co tam, wszystko pod ręką, wystarczy tylko sięgnąć – Jezu jaka to wygoda :D nie zrozumie ten, kto nie musiał półtora roku nosić za każdym razem wszystkiego ze sobą ;)
Jest jeszcze inny powód tego, że nic mi się nie chce – po prostu jak zasiadam do szukania potrzebnych mi jeszcze rzeczy (Allegro, Ebay, sklepy stacjonarne ale i wysyłkowe…) zajmuje mi to no cóż… całą masę czasu. Także choć na przyszłość mam ambitne plany (znaczy postanowiłem sobie przynajmniej pół godziny dziennie przeznaczyć na doskonalenie języka i drugie pół na naukę Tarota, lepiej po pół godziny niż nic i tylko kończyć na „chciałbym”), to jednak odkładam je do czasu aż się nie urządzę i nie będę już musiał godzinami poszukiwać wyposażenia ;) no i jak będę mógł wygodnie usiąść z książką. Co się jednak tyczy wyposażenia, to drobiazgi typu stojak na ręczniki papierowe czy kieliszki do jajek już mam :D wszystko w stali, proste kształty, idealne bo inaczej nie kupuję. W sumie z tego (mam też zarąbistą solniczkę i pieprzniczkę, w stosownym czasie się pochwalę, najpierw chciałem wziąć z pewnego programu w którym uczestniczę jako nagrodę za punkty, ale poszedłem do sklepu i oczom mym ukazały się te – piękne, nowoczesne, minimalistyczne, stalowe ;) nie zastanawiając się ani sekundy kupiłem je oczywiście) brakuje mi jeszcze chlebaka. Też ma być oczywiście ze stali (tylko nie takiej 1mm co lekko pukniesz i się wygnie), ale nie natrafiłem jeszcze nigdzie na idealny. Jaki byłby idealny? nie wiem, no taki że jak go zobaczę, to też będę wiedział, że to to :P Gdyby ktoś jednak gdzieś widział chlebaki stalowe – to proszę o info. Stal, ewentualnie ze szkłem, bo z drewnem to nie bardzo. Najlepiej masywny i do 10 Euro/40zł, no ostatecznie 20/80 ;)
Btw. a co tam, pochwalę się: http://cgi.ebay.de/ws/eBayISAPI.dll?ViewItem&item=111009249440&ssPageName=ADME:B:EOIBSA:PL:3160 jeszcze nie wiem kiedy odbieram (pokomplikowały mi się inne sprawy), zarąbiste kolory, cieszę się że się udało ze 3 razy taniej kupić szafę i jeszcze w takich ładnych kolorach.
W ogóle odkrywam Ebay’a (wiem, już mówiłem) i niemal w szoku odkrywam, że mimo iż to zachód, to tam bywa nawet taniej niż na Allegro! Np. kabel antenowy podokienny (taki płaski, grubości 1mm, btw. dopiero w piątek odkryłem że coś takiego istnieje, rewelacja :D bo dopiero w miniony weekend zacząłem myśleć o mojej turystycznej satelicie i że może by trzeba ją przetestować…) mogę tu kupić za 5 Euro już z przesyłką. Na Allegro najtańszy taki – 32zł. Deczko grubsze kable 2 Euro – na Allegro? buhaha! od 8zł to się zaczynają koszty przesyłki :/ Bo po prostu Poczta Polska przebiła oto cenowo Pocztę Niemiecką. A jakość pozostawię bez komentarza. (dodam jeszcze: – szok, szok… za niecałe 5E nówka, to po co ja po raz trzeci kleję mój stary? :D )

No i proszę, miałem nic nie pisać a wyszło pół notki (jak ja się już rozkręcę…), ale nie, skoro to jest „nic” to wyobraźcie sobie ile będzie jak zacznę temat właściwy ;) Tematem właściwym miało być inne miejsce pracy. Heh, no bo w „mojej” pracy jest jednak ten przestój. Trafiłem tam gdzie zaczynałem, pewnie to do siebie przyciągnąłem ;) – jakiś czas temu myślałem sobie, że skoro „u mnie” tak mało pracy jest, to może bym tak na jakiś czas poszedł znowu tam, zobaczyłbym nową halę i w ogóle ciekawy jestem jak tam teraz wygląda, no i proszę :D (chociaż nie sądziłem że to możliwe, z resztą taka możliwość wyszła dość zaskakująco). No to jestem tam już 5 tygodni i cóż… na nocnej zmianie było lepiej :D Mało tego, nie stoję przy maszynie (znaczy nie przy tej „co zwykle”), tylko najpierw 2 tyg. wyciągałem wycięte elementy, a teraz stoję przy maszynie tnącej. I wcale mi się nie podoba :D (wyciąganie było super, cięcie już niezbyt ;) chociaż to zależy, od ustawień, od elementów i od tego z kim tnę, bo zawsze po 2 ludzi). W dodatku mi się nudzi :D no bo tutaj się pracuje zupełnie inaczej niż „u mnie”. Znaczy przy „moich” maszynach pracuje się normalnie, chociaż jak ja tak popatrzyłem na tych ludzi to ja nie wiem czy oni przez 10h wyrabiają chociaż tyle co ja przez 8 robiłem :D Jeszcze do wykończenia jednego elementu służą 3 maszyny, bo nie ma widocznie takiej do wszystkiego. Tak więc 3 ludzi przez 10h chyba nie robi tyle co ja jeden przez 8h… A już przy cięciu (i inni na dalszych halach z resztą też), to gadugadu/papierosek musi być. Przed przerwą, po przerwie (po drugiej dochodzi jeszcze gazetka :D ), między przerwami… :D Naprawdę już bywa, że się nudzę (i czytam wtedy książkę na komórce). Ale cóż, to oni tam są zatrudnienie bezpośrednio już kilka lat i chyba lepiej wiedzą jak należy pracować, skoro tak to się odbywa to widocznie tak ma być ;) Ale ja tak nie lubię, może jestem dziwny. Wolałbym coś robić (chociaż jak mam ciąć, to już faktycznie wolę chyba postać :D ), nie za szybko też bo jakiejś strasznie szybkiej pracy to chyba nikt nie lubi, ale tak żeby coś robić. W sumie w międzyczasie raz byłem też do pomocy na montażu – to też było całkiem spoko. I na siedząco :D A potem wziąłem się za zamiatanie, a facet mówi: „wolniej, spokojnie” :D a skąd ja miałem wiedzieć w jakim tempie się tu zamiata? ;) zwykle nie robię tego aż tak wolno ;)
Swoją drogą zabawne, jak szedłem do „mojej” pracy, żałowałem że nie mogę wrócić tu, nie wiedziałem jak to będzie w mniejszej firmie itp… teraz bym wolał jednak tam :P No ale „Nic nie trwa wiecznie” (- cyt. A. Dobrowolski… i pół tuzina innych ludzi :D ).
W każdym razie spotkałem starych znajomych (czterech, a co niektórzy inni mnie kojarzą, choć ja ich wcale). No i nabyłem nowych ;) O, to chyba będzie najciekawsza kwestia tej notki (lub nie tylko tej). Znaczy moje spostrzeżenia o ludziach w porównaniu do mnie ;) Ale to nie teraz, teraz kilka ogólnych. Ogólnie muszę powiedzieć, że Turcy są bardzo otwarci, o wiele bardziej niż Rosjanie czy Polacy. Bo akurat z samymi Turkami teraz pracuję :P Jasne, że między sobą też się różnią jak to ludzie, ale ogólne spostrzeżenie jest takie. I jeszcze coś: z nich są tacy muzułmanie jak ze mnie katolik :D :D tak, nawet nie napisałem: „jak z Polaków katolicy” tylko jak ze mnie, więc… ;) (jakżeby mogło być inaczej, zawsze tak twierdziłem, więc w mojej warstwie świata nie mogło być inaczej ;) ). I jeszcze należy sprostować stereotyp jakie to niby nieroby – jeden z nich pracuje jeszcze codziennie po kolejnych 4-5 godzin… Masakra, jak ja to usłyszałem, a ja po 10 mam dość (ale serio, to mi się najmniej podoba w tej pracy, że te zmiany takie długie :/ ). Ale niech tam sobie pracuje, skoro musi. Ja nie muszę ;) No właśnie, bo oni wszyscy żonaci i dzieciaci chociaż niektórzy młodsi ode mnie. W ogóle na temat żenienia się to mają jakąś fiksację :D Po dwóch pierwszych dniach myślałem że tam nie wyrobię jak dalej będą mnie po kilka razy pytać kiedy się żenię (chociaż to były oczywiście żarty). Na przemian z tymi pytaniami było jednak: „Lepiej się nie żeń, mówię ci!” :D No jeśli miałbym się wiązać po to tylko żebym musiał więcej pracować bo potrzebowałbym więcej pieniędzy, to ja wybór jest chyba oczywisty (dla mnie i osób mojego pokroju znaczy się :D ). Zwłaszcza jak jeden (choć ten jest z drugiej zmiany) opowiedział że wyciąga do 1,5 czy tam do 2 tyś E miesięcznie (hmm… nocna zmiana + nadgodziny + z racji małżeństwa niższa klasa podatkowa niż ja, to jestem w stanie uwierzyć) i nie ma pieniędzy. Od razu mi się przypomniały książki Roberta Kiyosaki. Jakie to szczęście, że ja nie mam rodziny i nie mam takich problemów. I nie muszę pracować po 16 ani 12, ani nawet po 10 godzin dziennie też bym nie musiał. W zupełności starczy mi 8.
A najbardziej rozwaliło mnie pytanie czy mam komputer :D Dla mnie takie pytanie to taki kosmos że… no jakby np. zapytać czy mam toaletę w domu albo bieżącą wodę ;) (btw. już wiem skąd załatwić normalny internet i zamierzam zrobić to możliwie szybko).
Tak więc w pracy ok, wszystko jest na: „…ale jak nie chcesz to nie musisz” :D np. w piątek przed końcem (bo to już zawsze jest leniwie) słyszę: „Jak chcesz, to pozamiataj tą halę od początku, ale jak chcesz, bo jak nie chcesz to nie musisz” :D No i przy przekładaniu z palety na paletę dużych elementów: „Ale nie za dużo na raz, spokojnie…” :D
Ale i tak bym jednak wolał „moją” firmę ;) albo w ogóle coś innego może? ;) No ale:
„Es geht alles vorüber, es geht alles vorbei,
auf jeden Dezember folgt wieder ein Mai.”

Edit/P.S. – Popatrzyłem na tą notkę i… tak, wiem że nadużywam emotikon (chyba że akurat chcę napisać notkę bez emotek). Ale jak się komuś nie podoba, to ma pecha, bo jak ja chcę tak pisać, to będę tak pisał! ;)

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.