#1083

Nie bardzo wiem od czego zacząć, ale chyba nie od początku, lepiej może od końca (stopniując napięcie ;) ), nie no, po prostu to też jest swego rodzaju kolejność.
W notce #1081 wspominałem o ludziach, głównie w pracy (bo najłatwiejsi do obserwacji). Chociaż wszyscy są sympatyczni, to jednak stwierdzam (co pewnie nie jest nowością tylko ciągle o tym zapominam albo może mam nadzieję, że jednak jest inaczej), że z większością z nich nie mam absolutnie nic wspólnego. I nie mam o czym rozmawiać. Nie interesuje mnie sport ani dupy :D Chociaż właściwie to może inaczej: w ogóle nie jarają mnie laski na fotkach (bo wolę facetów :D /tosięwytnie/), bo i czemu by miały, skoro mogę przyjść do domu, włączyć kompa i mieć na kopy filmów a nie jakichś nędznych zdjęć z Bildu :P I może ja nie mam praktyki, ale jestem przekonany, że w teorii biję na głowę ich wszystkich razem wziętych :D (wszak mnie Henry nieźle na forum podsumował i wcale się aż tak bardzo nie pomylił :D ). A to takie najprostsze tematy. W sumie z tymi zdjęciami babek porozwieszanymi wokół miejsc pracy, to mi przypomina jakąś grę – ktoś mnie pyta która mi się najbardziej podoba, to odpowiadam. Ale żeby AŻ TAK mi się podobała, to bez przesady, musiałaby chyba być facetem :D Swoją drogą współczuję gejom, musi być im niefajnie słuchać ciągle o kobietach skoro nawet mnie to czasem irytuje ;)
Po prostu mam wrażenie, że życie większości facetów sprowadza się do ożenienia, posiadania dzieci, pogadania o zdjęciach nagich kobiet, pogadania o sporcie. No i czasem o alkoholu (o.. moi ostatni koledzy z pracy o tym przynajmniej nie gadają! to już jeden idiotyczny temat mniej :D może tak powinienem na to spojrzeć, cóż oni nie piją tak dużo jak Polacy ;) ). Nie wiem do czego sprowadza się życie kobiet, bo akurat nie mam w pracy ani jednej, ale jeżeli któraś to czyta, to chętnie dam się oświecić ;)
Z drugiej strony to może być pewna „gra”, coś co tak się po prostu przyjęło i tak się ciągnie (znowu gra, bo w sumie jak wszystko).
Tak naprawdę, to chyba do końca nie wiem czemu jestem taki inny. Czemu jakoś nie bawią mnie np. „gadki o pogodzie”. Teraz już abstrahując od ludzi z pracy, wszędzie wokół… no czuję się czasem jakbym… jakbym był częścią tego świata (w odróżnieniu od okresu przed leczeniem, gdzie już totalnie czułem się poza światem), ale gdzieś za szybą, może już nie za murem i nie za szybą pancerną ale taką normalną szybą – dźwięki docierają, widzę wszystko i mogę zza niej mówić, ale ona jest.
Dlatego tak bardzo lubię chwile jak ta z notki #1077 – kiedy natykam się na kogoś kto nie tylko dzieli jakąś ogólną cechę (płeć, transseksualizm, zainteresowanie itp.) ale do tego także coś bardzo konkretnego jak sympatię do tego samego serialowego pairingu czy określonego fragmentu historyjki czy faktycznie fetysz :P To wydaje mi się takie niesamowite. Ale w sumie na tym świecie mamy 7 miliardów ludzi, pewnie więcej jest podobnych do mnie, szkoda tylko że tak trudno nam siebie odnaleźć. Z drugiej strony gdyby nie internet, może by to się nie udało nigdy, i nigdy bym się nie dowiedział że jakiś trans gdzieś w USA podnieca się wizją spiknięcia ze sobą tych samych bohaterów pewnego serialu co ja :D – no taki przykład.
„Bez niego nigdy nie dotarłbym do opinii ludzi, którzy myślą tak jak ja.”
– napisał Frydrys w swojej notce: zagubionywmatrixie.blog.pl/2013/02/25/czego-nauczyl-mnie-internet
dokładnie, i to jest świetne.

Wracając do tej szyby – to naprawdę jest niezłe porównanie. Albo inne, takie określenie „udając normalność”, które spotkałem w przeciągu kilku dni już dwa razy. To z kolei w odniesieniu do Zespołu Aspergera.
W weekend obejrzałem film „Adam”, Beth czytała tam książkę o chorym na ZA, książka miała tytuł właśnie „Udając normalność”. Zarąbiste określenie, tak naprawdę to ja sam się tak czuję, jakbym udawał normalność.
Drugi raz na forum w temacie o ZA ktoś napisał:
„Najgorsze w tym zespole Aspergera jest to że wielu rzeczy które są normalne dla innych ludzi ja nie jestem w stanie zrozumieć i tylko udaje że to rozumiem i nie zawsze te udawanie mi wychodzi.”
– no coś jak ja… bo o czym pisałem na początku notki? :/
Ale oczywiście, po raz kolejny podkreślam, że nie zamierzam sobie sam stawiać diagnozy (btw. jeśli ktoś zna miejsce gdzie diagnozują ZA u dorosłych, to poproszę o namiary), tylko tak wiele rzeczy brzmi znajomo.
„(…) braku potrzeby dzielenia się informacjami oraz własnymi doświadczeniami, jak również integracji z grupą.”
(„Świat osób z Zespołem Aspergera”) ale ok, to mogło się u mnie wykształcić…
A z sześciu kryteriów diagnostycznych (pl.wikipedia.org/wiki/Zespół_Aspergera) dostrzegam u siebie co najmniej pięć. Wiem, wieeeem, jak się o czymś czyta, to się zaraz to u siebie widzi /blabla/, dlatego nic nie mówię, nie stawiam diagnozy, chciałbym skonsultować się w tej sprawie ze specjalistą (chociaż nie powiem, to akurat taka metka, którą wygodnie i niezbyt krępująco byłoby się odciąć gdyby ktoś miał jakiś problem). Bo jak też czytałem na innym forum – wiele innych zaburzeń daje podobne objawy (poza nieumiejętnością odczytywania intencji innych ludzi – a tak w sumie, to ja chyba potrafię, tzn. w tym sensie, że wiem kiedy ludzie żartują bądź ironizują… a przynajmniej tak mi się wydaje :P ). Więc może to „tylko” osobowość neurotyczna czy schizoidalna ;) (z tym że „Zespół Asergera” byłby ładniejszą metką… wiem jak to brzmi, ale powiedzieć komuś: „daj mi spokój, mam osobowość schizoidalną” brzmi już bardziej strasznie ;) ).
Wracając do „Adama” – to był w sumie dla mnie przygnębiający film. Wprawdzie wybuchnąłem szczerym śmiechem w scenie (spojler?) kiedy Adam siedzi na schodach skupiony na laptopie i pyta Beth czy też chce popatrzeć.
ona: „Może kiedyś, teraz muszę zatargać na górę tę torbę zakupów” (i prawie obijając je o niego)
on: „Okay” (i ogląda dalej)
:D Troszeczkę mina mi zrzedła jak sobie przypomniałem ileż to ja razy słyszałem „mógłbyś się domyślić…”, przynajmniej setki razy, zwłaszcza właśnie jeśli idzie o poniesienie czyichś zakupów. Och, teraz już się faktycznie w większości przypadków zdążę domyślić… ale z kolei z jakiegoś powodu głupio mi proponować pomoc :/
Dalej… a nie, nie będę analizował każdego jednego aspektu, bo już to nie raz robiłem (jak np. jedzenie ciągle tych samych potraw), odniosę się jeszcze tylko do jednej cechy Adama – unikania kontaktu wzrokowego. Ten film zebrał na Filmwebie dość sporo negatywnych głosów, ale według mnie i tak jest dobry (chociaż nie widziałem innych poruszających tematykę ZA, ale chyba postaram się choć kilka jeszcze obejrzeć). To prawda że Adam jest dość przejaskrawionym przedstawieniem człowieka z ZA, ale to co mnie najbardziej poruszyło, to że gra go całkiem przystojny aktor i przez większą część filmu… w ogóle tego nie widać! Zagrał to rewelacyjnie (imho). Dostrzega się to dopiero kiedy on uczy się patrzeć w oczy – zupełnie się wtedy zmienia. (No to już mam chyba rozwiązanie zagadki co do siebie.) Nie miałem pojęcia, że to daje aż taki efekt. Żeby dobrze wyglądać, trzeba patrzeć ludziom w oczy, a ja mam z tym problem :(

Piszę tą notkę od kilku godzin, więc właśnie że ją dziś umieszczę, mimo że jeszcze nie skończyłem. Więc ciąg dalszy nastąpi.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.