#1094

Za długa notka (*1090), nie? 7 stron w Wordzie (na swoje usprawiedliwienie mogę powiedzieć, że dużo akapitów i pustych miejsc ma, ale licząc nawet połowę – 4 strony w Wordzie to też za dużo jak na notkę). Z drugiej strony mam wrażenie, że obecnie wszyscy piszą minimum. Widzę to po niektórych blogach które się przewijają choćby na Blogowiczu. Mam wrażenie, że są jakieś takie… sztuczne (dla mnie wszystko co jest bardziej dla czytelników niż dla siebie jest sztuczne ;) bo z resztą to jest „bardziej dla siebie żeby czytelnicy mnie dowartościowywali tym że czytają” ;) ). Jeśli już autor pisze ciekawie, to notka ma trzy zdania – i to taka notka, którą ja bym napisał na 3 strony. Trzy strony to też niedobrze, ale tak na jedną – byłoby optymalnie. A tak to nawet mi się nie chce komentować (chociaż może i chciałbym bo ciekawy temat), bo skoro autor się nie wysilił, to i mnie się nie chce. Albo notka jest w miarę tylko nawstawiane wulgaryzmów. I ok, tu też coś ze mną nie tak i używam ich z kolei za mało (ale patrz notka: wendigo.pinger.pl/m/18310823 i fragment o gniewie), ale no też bez przesady… Nie jestem jakimś wrogiem wulgaryzmów, przeciwnie – są czasem dobrym podkreśleniem i bardzo pasują. Ale wstawienie ich w każdym zdaniu notki nie sprawi, że notka będzie fajna i kuul! a Ty masz super kontrowersyjne zdanie.
A ja może przesadzam z ilością i długością, ale muszę pisać… Zauważyłem dzięki temu, że całkiem sprawnie mi idzie posługiwanie się słowem pisanym. Znaczy wyrażaniem się jakoś chociaż tak. Lepiej tak niż wcale ;)

Jeszcze raz wracając (bo wtedy zapomniałem o tym napisać) do wyżej dwa razy wymienionej już notki (znaczy pewnie jeszcze nie raz do niej wrócę), do kwestii terapii, to też chyba w końcu coś zrozumiałem. Przepraszam alkoholików, źle ich oceniałem, bo mnie się zawsze wydawało, że oni świadomie się łamią i wracają do picia („Wiem, że nie powinienem ale tak mi się chce, że kupię sobie tą butelkę”), a może oni mają podobnie (jak ja i inni nerwicowcy/fobicy)? Może kupują butelkę, zaczynają pić i dopiero wtedy przychodzi olśnienie: „Co ja robię?!”, może próbują wtedy odstawić, może nawet wylewają resztę. Ale okazuje się że kupili dwie butelki… To tak jak z fobią społeczną, osobowością paranoiczną itp. – to przecież nie jest tak, że coś się dzieje i ja w tej chwili myślę: „Wiem że nie powinienem się przejmować/o tym myśleć, ale nie mogę, wiec zaczynam myśleć”. To jest tak, że ja po pół godzinie uświadamiam sobie: „Hej no, znowu od pół godziny analizuję coś, o czym nie ma sensu w ogóle myśleć…”
Rozumiem dlaczego Terapia 12 kroków jest dobra nie tylko dla alkoholików – ponieważ wiele problemów psychologicznych również ma znamiona uzależnienia. I trzeba mieć się stale na baczności, chociaż z czasem przychodzi to zapewne łatwiej i naturalniej (kiedy to już „wejdzie w krew” albo raczej kiedy już nowe nawyki utworzą nowe połączenia między neuronami – mówiąc bardziej poprawnie).

***

Niedawno po raz pierwszy osobiście spotkałem chorą na anoreksję. Po tym doświadczeniu wydaje mi się, że większość zdjęć anorektyczek w internecie to fotomontaże (albo tona tapety na twarzy? umiejętny fotograf?), i można jeszcze powiedzieć, że to są piękne dziewczyny! Jednak w większości podejrzewam fotomontaże, bo te dziewczyny mają nawet ładne twarze, pewnie dlatego nie spodziewałem się takiego widoku. Nawet nie wiem jak opisać o co mi chodzi. Na myśl przychodzi mi, że ona nie wyglądała po prostu jak ktoś martwy, nie, raczej jak zwłoki już w stanie rozkładu. Wyglądała przerażająco – twarz (szczególnie nos) – kości obciągnięte skórą, cera szara, włosy szare (wiadomo – zero witamin). Oczywiście staram się nie zwracać uwagi ale tak naprawdę, to nie mam pojęcia jak należy się zachowywać w kontaktach z osobą z anoreksją – proponować poczęstunek czy nie, itp., nie mam ochoty komuś ze złośliwości jeszcze uprzykrzać życie.
No i tak przysłuchiwałem się rozmowie na jej temat prowadzonej przez osobę, która o anoreksji nie ma pojęcia… nie żebym ja miał, ale muszę zaprotestować jak słyszę, że powinna się wziąć w garść i zacząć jeść dla męża, dziecka… No gdyby to było takie proste i wystarczyłoby się wziąć w garść, to nie byłoby uzależnień, zaburzeń, chorób psychicznych :D W kontrodpowiedzi słyszę czy wiem jak jest ciężko nie palić komuś kto palił. Nie wiem. Nie mam pojęcia – co przyznałem, bo nigdy nie paliłem. Ale ja przynajmniej nie udaję, że mam i że tylko się wystarczy wziąć w garść ;)
No i tak to jest.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.