#1096

Znów trochę ad… no te tam poprzednie poważne notki.
Mam nieprzemożną ochotę napisania czegoś (mimo że powinienem się raczej położyć spać zważywszy na to o której wstaję). Mógłbym oczywiście napisać jakieś „bzdurki” (np. że zachwycony jestem moją nową DARMOWĄ nawigacją w Lumii 800 – włącza się natychmiast, pokazuje przebytą odległość oraz prędkość z którą jadę i dopuszczalną prędkość na danym odcinku, a po jej przekroczeniu emituje ostrzeżenie dźwiękowe, wprawdzie graficznie nie jest tak bogata jak Auto Mapa i trochę czasem dziwnie kieruje, ale prowadzi chyba nie gorzej no i jest legalnie darmowa; albo że udało mi się obejść blokadę TVN playera za granicą, też legalnie i darmowo ;) ) ale bardziej mam ochotę na poważna notkę.
Zajrzałem więc do mojego ulubionego pliku „zzzz” (najgłupiej nazwany plik na dysku jest tym najważniejszym ;) ), gdzie notuję co jeszcze chciałbym napisać jak mnie najdzie wena. I widzę coś o roboczym tytule „Tru, nie tru?” chociaż to nie będzie dokładnie znów o tru i nie tru-ts. Ale zobaczymy co mi się uda z tych notatek wykrzesać.

Czasem jestem zmęczony wszystkimi tymi rozważaniami. Chodzi mi zwłaszcza o kwestie wielokrotnie przedyskutowywane na Trans-Fuzji, poruszane przez Marcina w swoich notkach („Fetyszyzacja transpłciowości?”: seks.transoptymista.pl/fetyszyzacja-transplciowosci/, „Cisnormatywność w społeczności TS”: transoptymista.pl/cisnormatywnosc-w-spolecznosci-ts/ i inne) itp. To szalenie ciekawe notki (i zagadnienia) ale czasem to mam dość. Przeciętny człowiek czasem nawet nie rozumie transseksualizmu a co tu mówić o zagłębianiu się w takie aspekty (kosmos totalny). A ja muszę? No niby nie muszę (haha, wczoraj na innym forum rozbawił mnie fragment posta: „Generalnie, tez mnie denerwuje to cale rozmywanie tozsamosci, ktore oni uprawiaja. U nas to jest w zarodku (Jej Perfekcyjnosc itp.), ale gdzie indziej, to mozna sie poczuc jak konserwa, jesli czlowiek posiada orientacje seksualna, poglady i tozsamosc.”, ale coś w tym jest), ale z drugiej strony… Tak więc kręcę się w kółko. I jest mi przykro z tego powodu, że muszę rozkminiać tematy, z którymi wolałbym nie mieć nic wspólnego (bo tak, oczywiście że czasem tęsknię do bycia stereotypowym i zwyczajnym; nie, wróć, *czasem* to lubię swoją niezwyczajność /a i tak nie mam tu na myśli tej/, *zwykle* do tego tęsknię).

Wiecie co jest tym nierozwiązywalnym dla mnie konfliktem w tej kwestii? Że bym chciał aby mój ewentualny partner uważał moje wady za wady (a nie zalety) i na takiej zasadzie je akceptował (tak, to do moich m.in. wypowiedzi odnoszą się podlinkowane teksty ;) ). A to niby tak się nie da, bo to żaden pociąg… no nie mam siły przytaczać kilometrowych dyskusji z Trans-Fuzji ;) (z resztą już jakiś czas od nich minął).

Z drugiej strony nie tylko ja tak czuję. Świetny jest post jednej forumowiczki na TF:

“Nie dość, że nie umiałabym dać mu tego co on chce, bo on pragnie może i kobiety, ale zawsze jest to nurtujące „ale”, to nie pozwoliłby mi zapomnieć o tej przeszłości, która nie jest czymś, z czym chcę żyć na codzień i być utożsamiana, choćby nawet miało to budować moją wyjątkowość. A co najważniejsze nie mylmy pojęć, bo my przed zmianą w większości czujemy dyskomfort, więc jak możeby czuć się dobrze przy kimś, kogo pociąga to co nas odrzuca? Nawet jeśli chodzi o zwykłą przeszłość. Nie można więc równać tego z pragnieniem życia z cycatą laską, czy jeszcze jakąś inną. Ona zapewne nie czuje ujmy będąc tak obdarowaną przez los i nie musi żyć ze świadomością, że komuś podoba się w niej to, co ją samą odrzuca.”

To wszystko (kwestia związków) to miał być ten taki ostatni temat do przepracowania. I czas na niego, bo jak mówiłem: „Najpierw praca, potem mieszkanie, potem facet…” ;) Jako że ostatnie rzeczy do mieszkania mam nadzieję zakupić w piątek (miałem zamiar w poniedziałek ale nie wyszło, cóż, mam więc kilka dodatkowych dni „odroczenia” ;) )… no.
Tylko że jak zacząłem drążyć moje kompleksy w tym kierunku, to dokopałem się chyba trochę za głęboko (ten toksyczny wstyd i tak dalej – o tym już pisałem). Głębiej nawet niż kiedykolwiek chyba. Trochę to nawet sprawia przyjemność jak się odkrywa co z czego może wynikać, szkoda tylko że się nie ma tej pewności, może do tego to już jednak trzeba specjalisty. Częściej jest to jednak mało przyjemne. Tak czy inaczej dobrze by było zacząć od początku, czyli od może określenia jakichś predyspozycji wrodzonych. Tak więc napisałem już do trzech ośrodków w zachodniej Polsce z pytaniem czy diagnozują Zespół Aspergera u dorosłych. (Btw. wiem że takie testy nie są specjalnie miarodajne i dość przewidywalne /chociaż jak wypełniam test to chyba oczywiste, że zaznaczam to co uważam że jest a nie to co chcę żeby było/ ale:
„Twój wynik Aspi: 120 na 200
Twój wynik neurotypowy (nieautystyczny): 77 na 200
www.rdos.net/(…)poly12c.php…
Wykazujesz większość cech Aspi”
test: www.rdos.net/pl/index.php ).
Poza tym poczytałem forum (aspi.net.pl/) – z lekturą tego forum uderzają mnie podobieństwa, małe drobiazgi jak kolejne cegiełki. Oczywiście jest trochę różnic, no ale z tego co czytałem nie muszą występować wszystkie elementy by zdiagnozowano ZA (problem z oceną odległości, wieku ludzi, panicznie nie lubię takich pytań „zgadnij ile mam lat”, „jak daleko jest do..? a chociaż około?” :/ ale np. nie mam najmniejszego problemu z zapamiętywaniem twarzy… o ile oczywiście w ogóle na nie patrzę :D bo bywa tak, że nie mam pojęcia jak wygląda osoba z którą przed chwilą rozmawiałem – bo albo w ogóle na nią nie patrzyłem albo patrzyłem nie widząc; to też niefajne, bo co jak mi ktoś każe znów do tej osoby iść, a ja nie będę wiedział do kogo…). W ogóle to przez długi czas byłem przekonany, że fobia społeczna raczej wyklucza ZA, a tu się okazuje, że chyba nie, a wręcz przeciwnie i często występuje u Aspich.
(btw. to jest fajne nie tylko dla A: niegrzecznedzieci.org.pl/(…)poradnik-przetrwania-dl… a to: aspi.net.pl/(…)poczucie-zmarnowanego-zycia.html… no też miewam takie poczucie, ale o tym może kiedy idziej..)
A więc czekam na te mailowe odpowiedzi.

Chciałbym jakiejś prostej recepty. Albo nawet nie tyle prostej w sensie łatwej, co prostej w sensie zrozumiałej i wykonalnej jak zadanie matematyczne – czyli że nie może się nie udać gdy się będzie postępowało wg jakichś reguł. Wtedy wystarczy tylko przestrzegać tych sztywnych reguł. Tak, jestem ścisłym umysłem. Ale niestety im więcej czytam, bo na razie tylko czytam, tym więcej źródeł potwierdza, że wszystko opiera się na wewnętrznym przekonaniu („…jeśli to nieprawda, udawaj że jednak jesteś”), czyli wchodzi już jakaś filozofia. Tak trudno się przekonać bez posiadania jakichś podstaw, jakiegoś punktu zaczepienia. Trudno zmienić nawyki gdy się nie ma od czego zacząć. A to co tak naprawdę w sobie lubię to jest tak ciężkie do uchwycenia, że praktycznie tego nie ma. O np. rubryczka na profilu w którą miałbym wpisać co w sobie lubię, ale tak naprawdę lubię. To coś. To jest, bo myślałem o tym w pracy od poniedziałku i udało mi się to wyłuskać ;) (na chwilę, bo teraz znowu nie potrafię) tylko to trudno nawet określić. Trudno byłoby to wpisać w taką rubryczkę.
Cała reszta jest dla mnie jednak raczej źródłem przykrości i dyskomfortu.

Mimo tego wszystkiego bardzo spodobała mi się pewna przypowieść umieszczona też na forum TF, aż się prawie wzruszyłem można powiedzieć ;) Taka bardzo jest… ładna, więc wklejam co by jednak notka nie była aż taka ponura ;)

„Pewna stara chińska kobieta miała dwa wielkie dzbany na wodę i nosiła je na drążkach powieszonych na ramionach. Jeden z dzbanów miał pęknięcie, natomiast drugi był bez wady i zawsze utrzymał pełną porcję wody. Po długiej drodze od rzeki do domu starej kobiety jeden z dzbanów był zawsze do połowy pusty. To trwało całe dwa lata a stara kobieta przynosiła do domu zawsze tylko jeden dzban pełen wody.

Dobry dzban był oczywiście zawsze dumny ze swojego wyczynu. Biedny pęknięty dzban za swoją wadę bardzo się wstydził i bardzo go to trapiło, że potrafił wykonać tylko połowę tego, do czego był przeznaczony.
Po dwu latach, które wydawały mu się straszne, rzekł do kobiety:
„Bardzo się wstydzę za swoje pęknięcie, gdyż z niego wycieka woda po całej drodze do twojego domu“.
Stara kobieta uśmiechnęła się. „Nie zauważyłeś, że na twojej stronie drogi kwitną kwiaty a na drugiej stronie nie?
Zasiałam na twojej stronie nasionka, gdyż wiedziałam o twoim pęknięciu i w ten sposób za każdym razem, gdy wracamy do domu, podlewałeś je. Przez całe dwa lata mogłam zrywać te piękne kwiaty i przyozdabiać nimi stół. Gdybyś nie był takim, to piękno by nie istniało i nie zdobiło naszego domu”.

Każdy z nas ma swoje wady, ale to właśnie one czynią nasze życie interesującym i wartościowym. Powinniśmy każdego człowieka przyjmować takim, jakim jest i akceptować go w pełnej jego istocie, z jego “wadami” i “zaletami”. Są to tylko nasze interpretacje, więc zamiast oceniać nauczmy się kochać i akceptować, przyjmować wszystko takie, jakie jest.”

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.