#1099 – okno na świat (i inne takie)

Zastanawiam się (po raz kolejny, ale to mój pamiętnik więc wolno mi się powtarzać jeśli mam na to ochotę) jak to jest, że ten gruby na 1cm plastik, 38x25cm szeroki to naprawdę okno na świat. Na ten inny świat, ten lepszy.
Mówię oczywiście o monitorze mojego laptopa. „Okno na świat” to rzeczywiście świetne określenie. To jak okno, z jednej strony coś jest i po tej drugiej też, tyle że po tej drugiej jest tego wszystkiego więcej więc siłą rzeczy można znaleźć coś sobie bliskiego.
I jak potem człowiek ma nie być uzależniony od internetu ;) Chociaż właściwie słowo „uzależnienie” mi już tutaj nie pasuje. Trudno być uzależnionym od życia, a ja tylko po prostu wybieram te życia trochę bardziej podobne do mojego. Bo te w realu…
Znów słyszę: „(…) bo pewnie oglądasz mecz (…)”, noszkurwajapierniczę ;) Naprawdę, ale to naprawdę ja jeszcze mam ciekawsze rzeczy do robienia (tak z tysiącpięćset co najmniej) niż oglądanie w tv 22 facetów biegających za piłką to w jedną to w drugą. No naprawdę nie pojmę zamiłowania do (oglądania) sportu chyba nigdy. Może faceci, którzy nie mają innych ciekawych tematów oglądają to żeby potem mieć o czym z kolegami w pracy pogadać? – to by nawet miało sens, może po prostu tak się przyjęło że tym tematem jest sport. To ja już wolę w ogóle się nie odzywać co też czynię dość skutecznie ;)

Taki przykładzik. Inny: accado.deviantart.com/art/Kind-Bildung-318768872 – jak ludzie z mojego otoczenia w realu będą sobie robić takie (& takie: accado.deviantart.com/art/Wanna-join-the-party-367264112 ) zdjęcia, to ograniczę internet :D A na razie no cóż.
Tak, deviantART jest zwłaszcza zajebisty. Nie tylko przywraca mi wiarę w ludzi (że nie każdy facet jest stereotypowym samcem alfa / garuruchan.deviantart.com ;) / ) ale i czasem powala odkryciem kogoś wyjątkowo do mnie podobnego ;)
Jeśli więc ktoś chce mi powiedzieć, że jestem uzależniony… to tak – jestem uzależniony od spotykania ludzi, z którymi mam wspólne cechy/tematy. I powiem więcej: ostatnie czego bym chciał, to pozbyć się tego uzależnienia.

To naprawdę jak okno i za oknem. Przez pół dnia myślę sobie, że ja to jednak dziwny jestem i w ogóle tu nie pasuję :D A potem przychodzę do domu, włączam internet i odkrywam wciąż na nowo, że może wcale niekoniecznie ;) I jest to cholernie fajne.

Właściwie to jest tak, że swoją dziwność uświadamiam sobie dopiero odrywając się od komputera ;) bo w sieci są ludzie do mnie podobni, a w realu niekoniecznie. To znaczy ja jestem niemal przekonany, że muszą być, tylko pewnie równie cicho siedzą nie manifestując swojej prawdziwej natury.

I kolejna bardzo ważna kwestia: abstrahując już nawet od wszystkich słabości, niedomagań, deficytów… Mnie się o wiele łatwiej wyrazić pisząc, jak tutaj, niż w rozmowie. Czasem łapię się na tym że nie umiem rozmawiać, natomiast mogę pisać i pisać (jak widać). I lubię pisać, o wiele bardziej niż mówić – i tylko nie wiem czy dlatego wolę pisać, że mówienie mi nie idzie, czy dlatego mówienie mi nie idzie, bo wolę pisać ;)

Pisanie (bloga) z resztą cholernie mi pomaga. Choćby te ostatnie poważne notki – z jednej strony im więcej sobie uświadamiam, tym bardziej przerażają mnie moje deficyty, ale z drugiej – czuję że mam co raz pełniejszy obraz siebie (a to jest potrzebne by móc coś z tym zrobić). Czuję, że jestem na dobrej drodze, czuję się co raz bardziej świadomy siebie. Poza tym kiedy coś sformułuję raz, to potem łatwiej mi o tym mówić (pisać) otwarcie. Dzięki temu ludzie przynajmniej mają szansę się dowiedzieć dlaczego jestem jaki jestem. Szkoda że tylko ci z którymi w ogóle piszę ;) Albo których znam trochę lepiej i nawet zdarza mi się to powiedzieć.

Co oczywiście nie znaczy, że w necie zawsze się zgadzam z ludźmi, z którymi rozmawiam. Np. ostatnio na gg. Zaczęło się od afery o książeczkę dla niby pięciolatków z takim obrazkiem: schuleschweiz.blogspot.de/2011/10/sexualkunde-durrenmattsche-pointe.html Moje zdanie jest takie że… w sumie o co ta afera? Rzeczywiście nie uważam żeby pięciolatkom (czy tam dzieciom do 10 powiedzmy lat) potrzebna była wiedza o nakładaniu prezerwatyw ale hej… również przecież nie zaszkodzi im. Nie wypali im oczu, nie spowoduje zawału itp. U mnie nie było tematów tabu, a „Nie słuchaj (nie oglądaj/nie czytaj/nie patrz), to nie dla dzieci!” to słyszałem może z ust obcych, ale nigdy z ust moich rodziców i moje dzieci również by nigdy z moich ust takiego zdania nie usłyszały. I z resztą żadne dziecko nigdy ode mnie go nie usłyszy. Ponieważ jeśli dziecko tak czy inaczej z czymś się zetknęło, jeśli pyta, to znaczy, że to JEST jego sprawa i to jest dla niego! Mam alergię na traktowanie dzieci niepoważnie :[ (ponieważ nie czuję specjalnej zmiany pomiędzy sobą teraz, a sobą w dzieciństwie).
W każdym razie dyskusja przerodziła się w ogólną dyskusję o naszych czasach, gdzie ona twierdzi że za mała jest dyscyplina i takie tam (że taka cywilizacja upadnie jak Cesarstwo Rzymskie) i że powinna być wprowadzona większa dyscyplina. Z czym ja się oczywiście nie zgadzam, bo ja mam zgoła inne skojarzenia: każda dyscyplina kojarzy mi się z totalitaryzmem. Przed takim czymś odczuwam zwyczajny strach dlatego nigdy nie będę za zwiększeniem dyscypliny :P Więc ona o Cesarstwie Rzymskim, ja o III Rzeszy, tośmy sobie pogadali :D A po godzinie (temat już się zmienił) ona mi mówi, że czyta o dziwkach, a ja… o Reinhardzie Heydrichu. Cóż, skojarzenia na miarę zainteresowań ;) Tak czy inaczej, zawsze to jakaś ciekawa dyskusja.
Wracając na moment do kwestii zbytniej swobody… no przykro mi ale nie, ja nie widzę w tym problemu. Cóż mnie to obchodziłoby żeby ludzie nawet się pieprzyli na ulicy – że aż tak dobitnie powiem :D Jedyne co… jedyne odniesienie do mnie jest takie, że to nie ja, bo nie mam z kim XD I teraz poważnie: jestem na 100% pewien, że jeśli ktoś ma problem z życiem seksualnym innych, to tylko dlatego, że sam nie ma go wcale. I przykro mi, ale jeszcze się nigdy w tej ocenie nie pomyliłem. I jak ktoś mi mówi o zbytniej rozwiązłości na świecie to jak dotychczas ZAWSZE mówi mi to osoba samotna.

Żeby jednak nie było – czasem, CZASEM udaje mi się porozmawiać i w realu na ciekawsze tematy – jak już w pracy jest tak nudno (a jednocześnie jest możliwa rozmowa), że trzeba gadać, a wszystkie inne tematy są obgadane :D A taką fajną pracę dziś miałem że no takie coś to mógłbym robić codziennie. Mały (więc lekka praca) montaż (więc nie aż tak nużąca, bo 5 elementów + wkrętak akumulatorowy + imbus „ręczny” + klej), no tak to mógłbym pracować cały czas nawet gdybym tylko to miał montować :D (a nudził to się kolega nie ja ;) ale zagadywał to opowiadałem o moich tematach :D ).

Pozostając w tematach internetowych, to jeszcze taki link:
„Czy tak wkrótce będą ubierać się mężczyźni?” :D Ok, też uważam że w sumie nie wiem po co facetom staniki :D ale no cholera jak czytam komentarze, to mnie krew zalewa. JAK do cholery kawałek koronkowej szmaty na ciele ma sprawić że facet przestanie być męski? Nie kumam tego toku myślenia. Chyba że dla kogoś męskość to wyłącznie ubranie. Inny komentarz stamtąd:
„Z resztą pierwsze kroki w Polsce już zrobiono w propagowaniu gender.”
– taaa, „propagowanie gender” – ciekawe wyrażenie ;)
Ale nie chce mi się nawet dodawać własnego komentarza, bo i po co… nasuwa mi się cytat poznany kiedyś na Trans-Fuzji:

„Nie ucz świni śpiewać, stracisz tyko czas, a i świnię zdenerwujesz.” ;)

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.