#1104 – oko

Od piątku „umierałem” na oko :/ ale serio, jeszcze takiego czegoś nie przeżyłem, także sobie opiszę, bo MAM NADZIEJĘ że już nigdy w życiu mnie to nie spotka.
Tzn. w piątek w południe zaczęło mnie lekko łzawić lewe oko i ciec mi z nosa (też z lewej strony), pomyślałem, że zaczyna mi się katar, choć zaczęło się dość nagle i po godzinie właściwie przeszło. Minęło sobie popołudnie i wieczorem zaczęło się na dobre – nadal myślałem, że katar chociaż tylko z jednej dziurki. Z czasem jednak zaczęło mnie coś w oku kłuć, więc pomyślałem że może od tarcia rzęsa mi się zawinęła czy krostka się na brzegu zrobiła (taka malutka przeźroczysta, czasem mi się robi jak chyba każdemu), no ale w lusterku nic nie widziałem co już było dziwne. Poszedłem spać choć już i zasnąć było ciężko. No bo krostka krostką ale nigdy nie przeszkadzały mi takowe kiedy miałem zamknięte oczy :/ W końcu jednak udało się zasnąć. A w sobotę od rana masakra – przespałem pół dnia żeby nie otwierać oczu (bo jak już się przyzwyczaiły do zamknięcia to trudno było otworzyć), ale jak już w końcu wstałem (bo mnie wszystko od leżenia zaczęło boleć), to odkryłem, że trochę lepiej chyba jednak z otwartymi (znaczy to później odkryłem). Uwierało cholernie i oczywiście spuchła powieka. Jakby to był dzień powszedni, to dawno bym u okulisty wylądował, no ale w sobotę to najbliższy może z 40km ode mnie przyjmował… (dzwoniłem bowiem do najbliższego, to się z taśmy dowiedziałem kto ma dyżur okulistyczny na ten rejon – 60km stąd… to myślę, że większe miasto z innego rejonu byłoby bliżej dlatego mówię, że ze 40km), a jak na złość kompletnie nie miałem w ten weekend nikogo kto by mnie mógł zawieźć (a przecież sam nie pojadę z takim okiem, co nie?) No to zacząłem szukać jakichś rad w necie – po ciepłym okładzie uznałem, że lepiej z tym otwartym okiem. No i cały dzień cieknący nos (jedna dziurka) i oko. Właściwie wyglądałem i czułem się jakbym miał katar/grypę, ale to nie to, bo cały czas tylko woda i z jednej dziurki (chociaż łzawiły to momentami już oba oczy).
Niedziela była chyba jeszcze gorsza – tzn. może nie ale otwarcie oczu rano sprawiło mi jeszcze większy problem. To prawdopodobnie jęczmień, tyle że wewnętrzny i to dość głęboko pod powieką :/ Miałem mniej spuchnięte, za to zrobiła się z tego konkretna krostka (co jest chyba jeszcze gorsze niż opuchlizna, bo ta przynajmniej była równomiernie rozłożona, a takie coś to podrażnia jeszcze bardziej), także rano to była prawdziwa masakra z otwarciem tego oka – doszła wrażliwość na światło, a potem to jeszcze pogorszone widzenie. Niby mniej spuchnięte ale łzawiło dalej.
Poniedziałek – rano bez zmian, ale potem lepiej. Czyli cały długi weekend zrąbany :/ (bo w pn. też tu było święto).
Dziś na szczęście przeszło. Tylko szkoda, że się z tym g*** musiałem męczyć przez cały długi weekend, a nie spotkało mnie to w dzień powszedni jak już musiało ;) Bo raz, że udałbym się do okulisty i może ulżyło by mi wcześniej, a dwa – zwolnienie z pracy :P
Ale poważniepoważnie: dwa razy (raz w nocy z piątku na sobotę, drugi raz w sobotę) miałem z tego dyskomfortu (delikatnie powiedziane) ochotę zrobić coś głupiego z sobą. W jednej chwili zrozumiałem jak to jest że ludzie nagle wariują (to tylko wygląda jakby to było nagle)… aż się przestraszyłem tych chwil. Ale serio, to było straszne :/

***

Skoro mi jednak przeszło, czas wziąć się za sprawy ciągle odkładane. To jest wprost straszne, że nie potrafię od miesięcy zrobić prostej czynności: zebrać potrzebnych papierów i zanieść do rozliczenia (z podatków). Jedyne co muszę zrobić to wyjąć dokumenty z segregatora i włożyć do teczki – tyle na początek i nawet tego nie mogę zrobić od dwóch tygodni – jakbym miał jakąś blokadę :/ Na całe szczęście nie muszę (bo i tak płacę najwyższe możliwe podatki, a wtedy to nie jest obowiązkowe w tym kraju), ale to leży w moim interesie, bo powinienem właśnie dostać zwrot. Ile to nie wiem, bo zdania są podzielone ;) od 400 do nawet ponad 1000 Euro, także warto (nawet gdyby to miało być 200 E to też warto bo mieć, a nie mieć to różnica). A ja się nie mogę zmusić. Bo w sumie termin też chyba nade mną nie wisi, bo wyczytałem że mam na to 4 lata. Ale myślę, że wypadałoby do końca maja to zrobić. Problem w tym że miałem o jeszcze jedną opinię zapytać (a z tym mam często problemy – odpisanie na wiadomość w necie), no i że muszę iść do biura i złożyć te papiery :/ A wcześniej chyba napiszę zapytać kiedy mają otwarte bo nic na szyldzie nie pisze… A to też kolejny problem – pisać w języku… blah, nie chce mi się nawet o tym gadać (dzwonienie jest jeszcze gorsze, dlatego mówię o pisaniu). Już nie mówiąc o ubezpieczeniu mieszkania – też jeszcze nie załatwiłem i nawet nie wiem gdzie to zrobić. A w piątek jeszcze mam dentystę (a jeszcze muszę pilnować terminów zastrzyku i tych witamin branych raz na 2 tyg.). A jeszcze mama po znajomych chciałaby jeździć, jak ja wolałbym siedzieć w domu i nie robić nic :D Tak było fajnie (nie licząc oczywiście oka) leżeć trzy dni odłogiem :D …no ale to temat na inną notkę…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.