#1121

Już chyba ostatecznie zdecydowałem, że jak tylko wejdzie nowa wersja myloga, to się tam przenoszę. Tutaj to jednak niee too… I jeszcze te awarie, głównie awarie. Tak więc mogę chyba już zacząć pracę nad nowym szablonem, w sumie zdjęcia już porobiłem, nie wiem tylko czy nadal chcę w tym stylu szablon ;)

W zeszłym tygodniu zacząłem czytać „Musimy porozmawiać o Kevinie” no i sam nie wiem, trochę przynudna ;) Pomyślałem sobie więc, że może najpierw obejrzę film, zacząłem oglądać i… gdybym nie przeczytał kawałka książki, to w ogóle bym nie skumał co tam się dzieje, te przeskakiwanie od teraźniejszości do przeszłości… no nie skumałbym. I mnóstwo takich rzeczy, które były w książce a w filmie brak, albo inaczej: one są na filmie tylko nie zauważa się ich jeśli się nie czytało książki. Stwierdziłem więc, że tak to absolutnie – najpierw muszę książkę. W ogóle to mnie trochę ta historia nudzi a z drugiej bardzo chcę przeczytać, więc znając siebie, to przeczytam :P

Za to wczoraj obejrzałem „Super Size Me” i yyy… gigantycznie głupi film (ale spoko, żadnej straty czasu, bo oglądałem w tle), a eksperyment nie pokazał właściwie nic. Gdyby facet jadł same obiady w McDonald’s codziennie, o to już by miało więcej sensu ale każdy posiłek jeszcze ponad swoje możliwości? No sorry ale każdy by miał rozwaloną wątrobę po jedzeniu przez miesiąc samej smażeniny czy to z fast foodu czy z własnej domowej patelni. Strasznie nie lubię takich jednostronnych… hmm, jak to nazwać? No ogólnie irytują mnie filmy/programy/artykuły, które jakoś skłaniają się w kierunku teorii spiskowych, a to mi tak trochę pachnie :P „Fast foody was zabiją a aspartam to trucizna” – spoko, skoro chcesz w to wierzyć…

I tak sobie minął weekend, przyjemnie z resztą. I tak sobie myślę… kiedyś starałem się unikać pisania w pamiętniku o takich „przyziemnych” sprawach jak książki czy tym bardziej filmy, ale… ale w sumie to moje życie głównie z tego się składa i czy to znaczy, że to są mniej warte uwiecznienia tematy niż tematy innych ludzi (którzy mają jakieś życie towarzyskie)? Myślę że nie, dla mnie to jest właśnie moje życie, które całkiem lubię. Dlatego jak mam ochotę napisać jak np. teraz, to będę pisał.

Myślę też o tym że… no ja tam oglądam/czytam o motywacji to to jest wszystko fajne, tylko nie wszystko jest dla mnie. Bo często ludzie ci robią coś razem z innymi… a ja, nie to nawet że teraz nie potrafię (bo nad tym można popracować), ale ja zwyczajnie nie chcę. Nie chcę nad tym pracować, nie widzę się w większej grupie i nie sądzę żeby to dało mi radość nawet gdyby nie sprawiało trudności (ale może się mylę?). Może się przyzwyczaiłem a może po prostu taki jestem. Ale tak sobie myślę, że np. w zeszłym roku jak byłem na tych dwóch wesołych miasteczkach już sam – było fajnie. Naprawdę było fajnie i dobrze się bawiłem choć byłem sam :)
Właściwie po co w ogóle się z tego tłumaczę? Chyba dlatego, że jednak tak jakoś przez większość przyjęło się, że trzeba być w towarzystwie żeby się dobrze bawić itp. To nieprawda.
A co do rozwiązań „motywacyjnych” – chyba po prostu muszę dostosować je do siebie, czyli kogoś z natury dość samotniczego. Da się.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.