#1127 Udając normalność (i troszę o pracy, urlopowaniu itp. przyziemnych sprawach)

Nie mogę się pozbyć tego wrażenia, że tylko udaję normalność. Od czasu do czasu, np. wśród ludzi, tak nagle zatrzymam się, patrzę na nich i takie właśnie nachodzi mnie wrażenie. Że gdybym miał całkowicie „być sobą”, to już w ogóle zostałbym aspołecznym.
Tak jak przeczytałem nie tak dawno na pewnym blogu (coś w stylu): wszyscy mówią – bądź sobą, ale dlaczego to aż takie ważne? cyt.:
„Nie widzę nic aż tak nie do przyjęcia w byciu kimś innym.
Jeśli nie lubi się siebie to zmienianie czegoś nielubianego jest całkiem na miejscu.
Bo ja to mam naprzykład tak, że jak nie lubię winogron to nie napycham sobie nimi mordy z nadzieją, że wreszcie zaczną mi smakować. Dlaczego ludzie mają taki problem z udawaniem?

Może to kolejny przykład masowego mechanizmu wyparcia i zaprzeczenia, bo każdy choćby czasem udaje.”
(źródło: www.photoblog.pl/kotkolwiek/151181766 )
Tylko ja to w innym kontekście. W takim mianowicie, że czasem bycie jeszcze bardziej sobą się nie opłaca ;) albo nie wypada. Albo nie wiem. Niekoniecznie chodzi o nielubienie, bo jak się siebie nie lubi, to rzeczywiście bez sensu „być sobą” wtedy. Wtedy lepiej się zmienić. Ale nawet jak się lubi, czasem można lubić udawanie w jakichś sytuacjach. Albo chociaż woleć.

Wszystko tak troszeczkę zahacza też o tematykę posiadania dzieci… tak jak już niedawno wspominałem, a ostatnio napisałem nawet na Trans-Fuzji: przez całe życie chciałem mieć dzieci, od kilku tygodni utwierdzam się w przekonaniu, że nie chcę. Dzieci są głośne, wymagają uwagi, kradną czas i w ogóle przeszkadzają w życiu oraz uwsteczniają. Wręcz teraz jest mi wstyd, że je kiedykolwiek tak bardzo chciałem, bo zwyczajnie nie wiedziałem co to znaczy mieć dziecko.
I w dodatku nie lubię małych dzieci (i nigdy nie lubiłem, po prostu myślałem, że do własnego można się jakoś przyzwyczaić – pewnie można). Jednakże najbardziej przeraża mnie to uwstecznianie się. Że tak zacytuję „Musimy porozmawiać o Kevinie”:
„Bardzo dobrze zapoznałam się z historią Portugalii, chronologią władców i mordowaniem Żydów w czasie inkwizycji na czele, a teraz recytowałam alfabet. Nie cyrylicę, nie alfabet hebrajski, ale najzwyklejszy, normalny alfabet.”
– no po prostu człowiek się uwstecznia nadzorując np. naukę alfabetu dziecka zamiast zgłębiać coś nowego. Z resztą miałem ostatnio tak trochę okazję poobserwować jak to jest z małym dzieckiem… I naprawdę nie mam najmniejszej ochoty spędzić choćby godziny swojego życia na: „A jak robi krowa? A jak robi kotek?” – bez komentarza. I nie, to nie jest słodkie. Przynajmniej nie dla mnie. Idę czytać analizę techniczną rynków forex ;)

Chociaż bardziej chodzi o takie ogólne obserwacje. Tego jak ludzie odnajdują się w różnych sytuacjach. Np. żona kuzyna. Nie wyobrażam sobie żebym się w rodzinie partnerki/partnera tak swobodnie odnalazł. Kosmos. Niewyobrażalna sprawa. (Czasem życie w społeczeństwie wydaje mi się niewyobrażalne, ja tylko chciałbym mieć spokój).

W sumie to zgubiłem wątek, tak to jest jak się zostawia notkę na drugi dzień…
Będę się teraz pewnie w tych tematach powtarzać, ale to tak jest że muszę je jakoś „przerobić” a napisanie jest dobrą formą przerobienia. Bardzo pomaga ułożyć sobie wszystko, przepracować i jakoś w cudowny sposób często problem znika. Baa, czasem nawet nie zdążę dokończyć pisania, a już jest lepiej :D np. jakiś czas temu zacząłem pisać:

„Wszystko co robię jest przefiltrowane przez taki pryzmat: jak inni się do tego odniosą? Nie żeby mnie to naprawdę w tym sensie obchodziło, niemiłe rzeczy już mnie nie dotykają, to raczej przyzwyczajenie.
Problem mogę mieć tak naprawdę w każdej pracy, bo to dokładnie tak samo jak z tym „idź kup mąkę” (jaką mąkę, w jakim sklepie, gdzie stoi, ile powinna kosztować). Dla ludzi nie ma takich kwestii – idź zrób to i to, i idą i robią. A ja chcę „za dobrze”, bo się boję, że będzie źle. I wychodzę w rezultacie na tego niezaradnego :D

– naprawdę to mnie męczyło (pierwszy akapit), ale od tego czasu wróciłem do Terapii Richardsa i przeszło. O, kolejne spostrzeżenie – gdy się do niej wraca, to za kolejnym razem skutkuje jeszcze szybciej. Choć to jest pocieszające, bo mniej pocieszający jest mój wcześniejszy wniosek: fobia społeczna jest jak alkoholizm – tak jak byłem alkoholikowi nie wolno wypić już ani kieliszka, tak byłemu fobikowi nie wolno dopuszczać do siebie jakiejkolwiek myśli, nawet najdrobniejszej niepewności. NIE MYŚLEĆ, nie analizować – po prostu nie! Bo to wszystko wraca i bardzo łatwo znowu wpędzić się w sidła fobii. Tylko świadome odwracanie swoich myśli działa. Ale za to naprawdę działa.
Drugi akapit to już zupełnie inna sprawa, ale to też taka moja inna jeszcze obawa. Bo ja właśnie tak mam, dla mnie każda pierdoła jest istotna i wydaje mi się, że jest dla wszystkich innych też. A dla nich nie jest no i stąd nieporozumienia albo moje kiepskie samopoczucie w każdej pracy. I dlatego w żadnej nie będzie lepiej – to już zrozumiałem. I dlatego muszę wygrać w totolotka :P (chociaż właśnie sobie pomyślałem, że założenie własnej firmy też by było jakąś opcją).

Ale zostawmy znów ten temat, bo już trochę odbijam od głównego (chociaż nie aż tak bardzo bo w pracy też się staram udawać normalnego :P ).

Z innych trochę okołotematycznych rzeczy: czuję się bardzo podekscytowany faktem że już niedługo będę mieszkał sam. Z mamą fajnie się mieszka, ale samemu też będzie fajnie, a jeszcze w sumie nie miałem za dużo okazji by się tą samotnością nacieszyć. Przychodzę z pracy i nic – cisza, do nikogo nie muszę wypowiadać ani słowa. Jezu co za sielanka :D I myślę, że wtedy też będę miał poczucie, że mam więcej czasu.
Poza tym podjąłem też kilka takich innych decyzji, które dają kopa i jakieś plany na przyszłość a to też jest fajne (np. finansowanie remontu domu co w konsekwencji ma przynieść zyski z wynajmu części). No i (po raz kolejny) posprzątam swój pokój (ten w PL :P ). Mam tu coraz mniej rzeczy, może się uda jeszcze mniej ;) może się uda ścisnąć w mniejszej liczbie szaf. Dlaczego? dla satysfakcji, że wciąż redukuję liczbę posiadanych przedmiotów. Poza tym od kilku tygodni chodzi mi po głowie myśl o sprzedaży mebli które tu mam. Znaczy to była taka myśl na kiedyś, bo gdybym kiedyś miał tu wrócić, to i tak przywiózłbym sobie moje ukochane ;) meble z mieszkania. Ale teraz to podjąłem decyzję że czemu by nie sprzedać ich już teraz, przecież i tak ich nie używam, a z tą resztą rzeczy powinienem się zmieścić w szafkach nie należących do kompletu i w szafie w innym pokoju. A sprzątać byłoby łatwiej pusty pokój. No i kto wie, może z remontem dotrę i tutaj ;) więc nie trzeba by już tyle przed nim sprzątać.
Och, w ogóle produktywnie spędzam mój urlop (i nie mogę się oprzeć wrażeniu, że tyyyle można zrobić jeśli tylko nie musi się chodzić do pracy), ale i odpoczywam. Dziś i jutro – jezioro! :) No i ognisko raz czy dwa się zrobi… Fajnie. A potem, już w DE, też na pewno z raz wyskoczę nad morze :)

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
  • kopia komentarzy:

    Thomass

    W kwestii posiadania dzieci – ja nie chciałbym być
    ojcem nie z powodu uwsteczniania się, a wręcz odwrotnie. Mam takie
    dziwne wrażenie, że dziecko przypominałoby mi o upływającym czasie.
    Patrzyłbym jak rośnie i uświadamiał sobie, że jednocześnie ja się
    starzeję. Może dziwne podejście, ale jest dla mnie mocnym argumentem
    przeciw posiadaniu dzieci. To, że ich nie lubię bo mnie wkurzają to już
    odrębna sprawa :D

    Stawiasz jak widzę na minimalizm (: Chciałbym tak umieć, niestety jestem
    chomikiem :D Wszystko jest potrzebne i nic nie można wyrzucić :D Zawsze
    toczę walkę z innymi o pozbycie się jakiejś rzeczy. Głupia natura
    sentymentalisty.

    3 lata temu, 02:17 (13 sierpnia)

    wendigo

    @Thomass: „Chciałbym tak umieć, niestety jestem
    chomikiem” – też tak mówiłem całe lata :P minimalistą to jestem może od
    25-26 roku życia dopiero, ale robię postępy :P Najtrudniej jest na
    początku, ale potem to też wciąga ;)

    3 lata temu, 19:16 (13 sierpnia)