#1134

Odnośnie pracy to sobie poprzednią notkę zedytuję, a teraz coś innego.
W dyskusji na jednym forum pojawił się link do filmu:

obejrzałem i zainspirował mnie do tej notki.

1. Po co ta kobieta, która pozywa McDonald’s w ogóle tam chodzi z dziećmi (które mają masę zabawek stamtąd? ciekawe kto im je kupił…), przecież to rodzice decydują o swoich dzieciach (skłonny jestem uznać, że niektórzy Amerykanie rzeczywiście są dziwni ;) chociaż gdybym wiedział, że np. mam szansę na odszkodowanie w jakiejś totalnie durnej sprawie, to też bym ją wytoczył, a czemu nie). Swoją drogą w kwestii dzieci też bym miał wiele do powiedzenia, ale już mi się dziś nie chce.
2. Zapach… no to chyba dobrze, że nawet zapach jest specjalnie dobrany, co nie? Dla mnie ten rodzaj marketingu to sztuka! Ktoś odkrył, że zapach w ten sposób działa na ludzi, przebadał, wprowadził – wow! W rezultacie tego ładnie i apetycznie pachnie – a to lubię w miejscu gdzie jem! :) (niestety wczoraj w McDonald’s, w którym byłem nie czułem tego zapachu wcale :( ).
Najmniej podoba mi się to, że McDonald’s się nie przyznaje do tych badań – zupełnie niepotrzebnie. Dla mnie to jest super. I nikomu nie szkodzi. (A w końcu mimo tego wszystkiego są ludzie, którzy nie lubią McDonald’s i nie chodzą tam – nawet na tym forum się wypowiadali, czyli nawet to nie determizuje niczego).

W ogóle każda ingerencja  – jeśli nie jestem jej świadomy, a po zastosowaniu czuję się szczęśliwy – to co z tego? To dobrze! (nie ma znaczenia w naszym życiu nic poza tym co o tym myślimy przecież). Wiem, że będę w tym pewnie odosobniony, ale tak uważam (ale spoko, też mam podejrzenia co do tego, że pochodzę z innej planety ;) ). Jeśli się dowiem o „manipulacji” (chociaż skoro organizm tak reaguje, to to moim zdaniem jest natura, a nie manipulacja), to nie zareaguję – „O Boże! wykorzystano mnie (nie czuję się wykorzystany), co za straszne oszustwo!”, tylko zareaguję ziewnięciem (ludzie nie mają wrogów dlatego tak się jarają wyszukując ich tam gdzie ich nie ma). Przecież nic się nie stało – zjadłem obiad, który naprawdę mi smakował i dzięki któremu poczułem się szczęśliwy :) A że w rezultacie będę chodził tam częściej niż gdzie indziej? Cóż, ceny w McDonald’s są mniejsze albo najwyżej porównywalne z innymi restauracjami, więc to kolejny plus. A że jedzenie jest mniej zdrowe? (chociaż osobiście uważam, że nasz stosunek do każdej rzeczy, także żywności jest o wiele ważniejszy niż to czym ona jest obiektywnie – ale tu już wchodzę w moją filozofię, więc nie będę rozwijać, bo nie chcę się powtarzać, a kto zna ten wie), więc nawet jak jest mniej zdrowe, to jedynie tego trzeba mieć świadomość.

A końcówka…. YYYYY? To że restauracja uszczęśliwia dzieci, bankierzy ukojną nasz lęk, a kosmetyki obudzą żądzę i że do szczęścia wystarczy otwarcie portfela, to tak źle???? EEEEEEE jestem kosmitą :D bo ja uważam, że to dobrze (bo nie ma nic złego w szczęśliwych dzieciach, ukojeniu lęku, żądzy i szczęściu). Nawet jeśli to miałaby być tylko iluzja. Iluzja? Wszystko jest iluzją w tym sensie – ta „iluzja” staje się prawdą. Jest prawdą jeśli przyjmujesz ją za prawdę.

Zaprawdę powiadam Wam, jeden jest cel życia: bycie szczęśliwym. Wszystko inne jest pochodnym tego celu (ktoś dba o prawa zwierząt ponieważ unieszczęśliwia go oglądanie ich cierpiących; ktoś ma dzieci i martwi się o nie, ponieważ dają mu szczęście, a ich krzywda go unieszczęśliwia; ktoś jada w McDonald’s, ponieważ jedząc takie jedzenie czuje się bardziej szczęśliwym niż jedząc w jakiejś innej restauracji itd…). A wszystko co uszczęśliwia człowieka (nie unieszczęśliwiając jednocześnie innych) jest dobre :)

P.S. – Gdyby nie McDonald’s, to może do dziś nie jadłbym mięsa mielonego, a gdyby nie KFC, to nie wiedziałbym, że nawet domowa tortilla to taka pyszna sprawa! :)

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.