#1139 – z pamiętnika witarianina ;) (albo kawalera – jak kto woli :D )

Witarianizm, podejście 1:
Razu pewnego (znaczy w zeszłym tygodniu) postanowiłem wprowadzić w swój jadłospis więcej surowizny. Nakupiłem więc sobie pomidory, ogórka, sałatę… (a praktycznie nie jadam tych rzeczy bo nie mam do czego). No i zabrałem się do jedzenia tegoż na obiad. Nawet się najadłem! Ale po takiej dawce sałaty (i w ogóle warzyw) miałem chwilami wrażenie jakbym się objadł trawy :D Ogólnie nie było źle ale za dużej przyjemności jedzenie to mi jednak nie sprawiło ;) Więc tak sobie pomyślałem, że coś tu chyba nie jest tak… I zacząłem znów szukać witariańskich przepisów… i jak znalazłem w cale ciekawe danie („makaron” cukinii z sosem pomidorowym), oraz całą masę ciekawych deserów, to mnie oświeciło co jest nie tak :D Nie mam blendera. A jednak danie to jest danie, może i surowe ale przetworzone (np. zmiksowane). Tak więc ten kupić: www.ebay.de/(…)271285956163… czy ten: www.ebay.de/(…)321196057378… ? A może jakiś inny lepiej?
Wracając jednak do diety (witarianizm, podejście 2) – była to dopiero pierwsza próba, więc nie zrażając się, w tym tygodniu zacząłem wsuwać surowego kalafiorka. Wszystko fajnie, bo był całkiem dobry, poza jednym małym szczegółem – zeżarłem połowę, potem 3/4 i z jednej strony czułem się opchany tym kalafiorem, a z drugiej normalnie w brzuchu burczało mi z głodu (niesamowite dwoiste, całkiem nowe dla mnie uczucie), w końcu się poddałem i zrobiłem sobie grzanki (co w końcu przypłaciłem bólem brzucha).
To by było na tyle jeśli o witarianizm chodzi. Ale się nie poddam, tylko kupię ten blender ;)

Także w zeszłym tygodniu upiekłem sobie po raz drugi ekspresowe rogaliki drożdżowe, tadam:
[rogdro.jpg]
ale (jak nawet widać :P ), druga partia trochę za bardzo mi się przypiekła ;) i w ogóle marmolady miałem takie sobie w smaku. Mimo tych niedoskonałości te rogaliki i tak były bardzo dobre.
Natomiast dziś nie miałem już takiego szczęścia. Robiłem sobie placki z cukinii (10000x lepsze niż ziemniaczane), olej (z frytek) miałem w słoiczku i się zassał tak, że jak w końcu odkręciłem to wypadł mi z rąk… także miałem pół kuchni w oleju i to nie było fajne :/ (ale przynajmniej umyłem podłogę :D :D). No kucharzem to ja chyba nie zostanę :D Ale cii, jutro robię pizzę! Tak, nie piekę mrożonki, tylko robię pizzę razową od początku – zobaczymy co mi z tego wyjdzie :D

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.