#2 / #1173 Psychoterapia

Pod poprzednią notką gość zadał mi pytanie: „A czemu ma służyć Twoja psychoterapia i dlaczego się na nią zdecydowałeś?”
Wydawało mi się, że ciągle o tym gdzieś rozmawiam/piszę i wszyscy wiedzą :P ale pewnie tak nie jest, więc… Ciągle pamiętam to co dwa lata temu powiedział mi endokrynolog: „Wierzę, że gdy się wyrosło w niewłaściwym ciele, to to nie pozostawia bez śladu.” Miał rację. Miał też kiedy nalegał bym miał swojego terapeutę. Chociaż nie dlatego bym sobie radził z tym co ktoś może ewentualnie powiedzieć… Z tym sobie radzę. To z czym sobie nie radzę, to niskie poczucie własnej wartości. I hmm… orientacja. Gdybym miał więc odpowiedzieć jednym zdaniem na zadane pytanie, to powiedziałbym tak: zdecydowałem się na psychoterapię ponieważ podobają mi się faceci ale nie wierzę, że któryś mógłby być zainteresowany związkiem ze mną (a zwłaszcza takim jaki by mnie odpowiadał). Bo (chociaż to już pisałem, ale nie zaszkodzi powtórzyć, poukładania sobie po raz kolejny myśli nigdy za wiele) subiektywnie uważam, że transseksualiści są gorsi. A chciałbym zmienić to postrzeganie siebie i potrafić otworzyć się na związki, uwierzyć że jest to możliwe (bo przecież jest). Dodałbym jeszcze, że prawdopodobnie mam na tym tle zaburzenia lękowe… no lęk mam na pewno (to już psych. zauważył na pierwszej sesji – że chyba to jest główny problem i na tym się skupimy) ale żeby to było aż takie zaburzenie, to już nie jestem pewien… Przedwczoraj skończyłem czytać „Oszaleć ze strachu” Jany Frey i stwierdziłem, że w porównaniu z bohaterką to jestem zupełnie zdrowy ;) Odniosłem wrażenie że ten jej lęk wziął się znikąd – ok, jej wujek dość młodo zmarł, jej roczna siostra też aczkolwiek jeszcze przed jej urodzeniem, potem jakaś ciotka ale przecież tak bywa – ludzie umierają. A ona z jakiegoś powodu zaczęła się bać, że sama jest chora i na pewno umrze. I to bała się tego panicznie, aż do próby samobójczej – „martwi nie mogą umrzeć”. Momentami ten jej strach nawet mnie irytował – wydawał się taki irracjonalny… no ale dla niej to wyglądało inaczej. W każdym razie ta książka mi uświadomiła, że może się obejdę jednak bez psychotropów bo nie jest ze mną tak źle :P
Skoro mowa o mojej psychoterapii… jutro muszę powiedzieć mamie i tak trochę zastanawiam się jak to zrobić. Znaczy nie żeby to było aż tak trudne, tylko dziś tak sobie myślałem co by było jakbym powiedział jej wszystko… (no np. wszystko co w tej notce napisałem…). W sumie to jej bym nawet mógł powiedzieć (miałbym przynajmniej kolejną osobę, z którą mógłbym pokomentować przystojniaków :D ), ale pewnie by chciała się zaraz tą wiedzą podzielić z babcią, a na to już mam średnią ochotę ;) Więc samo powiedzenie o psychoterapii musi wyjść jakoś luźno – nie chcę jej zresztą martwić.
A w ogóle to dziś byłem na świątecznym obiedzie u rodziny i się im wzięło na wspominki… A mnie wzięło na takie właśnie myśli (znowu), że co się tyczy tej mojej orientacji, to przecież jakbym miał zrobić kolejny comming out to… no nie wiem. To jest właśnie to uczucie – jakbym stał nad przepaścią. Po prostu czasem mi się wydaje, że już nie zniosę tego co ludzie mogą o mnie (po)myśleć. Chociaż niby mnie to nie obchodzi i naturalnie czyjeś myśli nie mają żadnego wpływu na moje życie (co innego moje myśli), ale… po prostu świadomość, że w ogóle będą o mnie myśleć jest koszmarna. To w sumie też jest sprawa do poruszenia z psychologiem kiedyśtam.

Tymczasem ta pierwsza sesja była też bardzo ok. Nie zamierzam streszczać tutaj każdej, bo to jest właściwie coś między mną a psychologiem (poza tym tylko tak chcę to zachować w pamięci), ale powiem tylko że jest dla mnie nadzieja ;) chociaż niekoniecznie podoba mi się wszystko co muszę sobie przypominać i uczucia jakie muszę nazywać… No ale może o to chodzi.

Btw. – fajne bardzo przedstawienie graficzne zaburzeń: link.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.