„Mam na imię Ania” – Anna Grodzka

Korzystając z wolnego dnia skończyłem czytać książkę Ani Grodzkiej. Na początek powiem, że zgapiła ode mnie pomysł! ;) Też miałem wydać kiedyś moją z moim imieniem w tytule… no ale dobra, mam trochę inny pomysł. Poza tym to bardzo fajny tytuł, taki prawdziwy.

Książka jest bardzo dobra. Bardzo bardzo. I to jednak widać, że napisała ją osoba transseksualna, a nie np. jakiś lekarz – wszystkie wspomnienia są od początku we właściwej formie: „byłam”, „czułam” itp.
W książce opisuje swoje życie ale, zwłaszcza pod koniec, jest sporo o transpłciowości, różnicach między transseksualizmem a transwestytyzmem, a nawet wzmianka, że orientacja osób TS może też być różna. Czyli jest dużo i nie ma błędów (jakbym chciał się koniecznie czegoś doczepić to jedynie tej wzmianki o SRS k/m w Łodzi, bo nic mi o tym nie wiadomo ;) ).
Ogólnie to bardzo dobra książka, którą moim zdaniem np. lepiej jest dać rodzinie do przeczytania (jeśli tylko będzie chciała…) niż te inne „Przekleństwa Androgyne” itp., które są bardziej medyczne (i terminologia też trochę niedzisiejsza).
Także ja bardzo polecam, a teraz kilka cytatów jak zwykle :) (kto nie lubi czytać cytatów z nieprzeczytanych książek, to polecam raczej książkę niż dalszą część notki ;) ).

„Dlaczego nie było mi wolno niczego z rzeczy, których pragnęłam? Dlaczego cały czas miałam robić co innego, niż lubiłam, mówić inaczej, niż chciałam, bawić się w inny sposób, niż mi się podobało? Cały czas inaczej, ciągle nie to i nie tak. Czułam, że dłużej nie mogę, nie wytrzymam. Nie chcę! Szlochałam coraz głośniej.”
(s.52)

„(Mama) nie rozumiała mnie, ja też z resztą nie rozumiałam wtedy samej siebie. Mówiłam jej kilka razy, że wolałabym być dziewczynką, ale nie mogła wiedzieć, jak bardzo się dziewczynką czuję i jak bardzo pragnę nią być. Dopóki nie zabraknie nam powietrza, nie potrafimy zrozumieć, jak czuje się człowiek, który nie ma czym oddychać.”
(s.63)

„Kiedy mazgając się, wyznawałam, że chcę być dziewczyną, niektórzy zaczynali coś do mnie mówić bardzo głośno, a inni uśmiechali się pobłażliwie. Bolało. Mieli jednak rację! Przestałam „głupio gadać”. Ale dla mnie było oczywiste, że po prostu jestem dziewczyną. Mimo wszystko.”
(s.68-69)

„Pamiętam, jak kiedyś, mimo zakazu mamy, goliłam włosy na rękach i płakałam. Z rozpaczy, z nienawiści do samej siebie, nacięłam (na szczęście tchórzliwie i płytko) ciało żyletką. Chciałam umrzeć, zniknąć, nie istnieć.”
(s.75)

„Szczęście… Są tylko szczęśliwe chwile. Nie ma takiego momentu, że dochodzimy do celu i potem nastaje czas wiecznej szczęśliwości.”
(s.102)

– to fajny i ciekawy cytat… dziś to rozumiem…

„W tym czasie miałam tylko kilka podniszczonych rzeczy i nie chciałam nawet myśleć o ubieraniu się. W co? I po co? Jaki sens ma strojenie Krzyśka? Przecież to nie jestem ja, co innego, gdybym miała stroić Anię.”
(s.116)

– noo dokładnie tak to jest, znam ten stan bardzo dobrze. Kiedyś nosiłem paskudne rzeczy. Dzisiaj lubię wybierać nowe ubrania :)

„Pamiętam, że kiedyś, kiedy zatrzymałam się na skrzyżowaniu, zobaczyłam dużą kobietę, mniej więcej w moim wieku. Nie była piękna. Była nawet trochę do mnie podobna. Rozpłakałam się jak dziecko – z żalu i z… zazdrości.”
(s.122)

– i to też znam. Też się kiedyś rozpłakałem (z tych samych powodów), kiedy sobie pomyślałem że ten żul spod monopolowego jest po prostu męczyzną.

„Korekta płci jest decyzją tak brzemienną w skutki, że nie znam osoby, która podjęłaby ją pochopnie.”
(s.127)

– ano właśnie. Ja nie wiem ale wydaje mi się to oczywiste. A dla niektórych ludzi widocznie nie jest.

„Płeć to nie tylko stan biologiczny i prawny, ale także, jak to się mówi, status osoby w kulturze i jej własnej psychice – jej społeczna i psychiczna tożsamość. Nietrudno zdać sobie sprawę, że rozbieżność między społeczną a psychiczną tożsamością człowieka rujnuje jego relacje z innymi ludźmi i wływa destruktywnie na jego psychikę.”
(s.131)

– tiaaa…

„Z tego się nie wychodzi! Bo jak można wyjść z siebie? Tylko w ten jeden, ostateczny sposób.”
(s.139)

„Bycie osobą transpłciową wpisuje w życie dramatyczny – sięgający podstaw osobowości, podstaw relacji z ludźmi – konflikt z otoczeniem. Skazuje na rozterki i problemy, które nie są udziałem nikogo, kto nie doświadcza naszej sytuacji. Sytuacja ta komplikuje nam życie niebywale.”
(s.140)

„- Chyba trzeba zacząć od tego, że osobą transseksualną czy transwestytyczną może być każdy. Nie oczekujmy od nich większej tolerancji niż od jakiegokolwiek innego człowieka. Tak jak większość społeczeństwa kojarzy transwestytę z gejem, tak większość osób transseksualinych kojarzy transwestytę z fetyszystą. Osoby transseksualne są bardziej oczytane, szukają informacji na swój temat, a w polskich opracowaniach medycznych wciąż króluje teza, że transwestytyzm to jedynie fetyszyzm. A jak, niestety, wiadomo, fetyszyzm to w oczach ludzi zboczenie. Nie dziwi mnie więc, że wiele osób transseksualnych uważa transwestytów za zboczeńców. Ta tematyka nie interesuje ich przecież dogłębnie, a takie nieaktualne tezy wyczytują w podręcznikach. Po drugie, przepaść pomiędzy transseksualnością, a transwestytyzmem jest czasami, wbrew pozorom, ogromna.”
(s.143)

„We wszystkich bliskich osobistych relacjach z ludźmi raczej nie da się abstrahować od płciowości. Dlatego najczęściej, mimo fizycznej bliskości ludzi, dla osób transpłciowych przebywanie z innymi wiąże się z dojmującą samotnością. „Samotność” to słowo, które jest kluczem do zrozumienia ich sytuacji. Dopiero nawiązanie prawdziwej relacji z drugim człowiekiem, relacji opartej na prawdzie psychologicznej obu stron, pozwala przerwać amotność.”
(s.155)

„Gdyby nie bolało tak bardzo, jak boli. W niemal każdej chwili i przy niemal każej okazji. Stąpałam nie swoimi nogami, dotykałam obcego ciała, widziałam w lustrze nie swoją twarz. Gdyby los był inny… Gdyby obdarzył mnie jednością, adekwatnością, spójnością… Gdyby sobie ze mnie nie zadrwił!
Może powinnam lepiej umieć żyć chwilą, łapać życie, cieszyć się tylko tym, co tu i teraz. Nie umiałam jednak cieszyć się bólem, który przeżywałam, rozpaczą, poczuciem straty czasu, wrażeniem bezsensu, któe bardzo często mi towarzyszyło.
Może powinnam się nie przejmować, zapomnieć o swoim pragnieniu, odnajdywać urok każdej chwili i cieszyć się nią. Zdarzają się przecież piękne chwile. Czerpię z nich także. Ale nie da się polubić bólu. Wbrew znanemu powiedzeniu wiem, że ból wcale nie uszlachetnia, ale poniża.”

(s.171)

„Całe życie wiedziałam, czego chcę najbardziej. Chciałam tylko dwóch rzeczy: miłości i bycia kobietą.”
(s.172)

– tak sobie myślę, że tego chce chyba każdy. Tylko nie każdy równie mocno obu tych rzeczy. Całe szczęście że ja jestem z tych, dla których bycie sobą jest ważniejsze od miłości :P

„Tak, wiem! Płeć to nie wszystko, co ważne w życiu. Bywają większe nieszczęścia. Ale… bywają i takie.”
(s.175)

„Każda osoba transpłciowa, jak już wspomniałam, w jakimś sensie czy w jakimś okresie swojego życia boleśnie przeżywa samotność. Samotność długodystansowca. Wyobraź sobie, że żyjesz za weneckim lustrem, przezroczystym w jedną stronę. Oglądasz zza niego świat. Idziesz przez życie, nawiązując relacje z otoczeniem tylko przez tę szybę. Ludzie nie ciebie widzą. Jesteś kobietą. Na szkle jednak namalowałaś obrazek faceta. Ludzie wchodzą z tym obrazkiem w dialog, w relacje, ale czy rozmawiają z tobą, czy są z tobą? Jakiś facet mówi do faceta namalowanego na szybie, opowiada o ostatnim meczu, o tym, że szybciej niż koleś obok wystartował ze skrzyżowania, mówi, jaką poznał superlaskę itp. Słyszy nawet twój głos, gdy mu odpowiadasz, ale nie widzi ciebie. Czujesz się podle, że robisz gościa w balona. Nie możesz powiedzieć, że nic cię to nie obchodzi, że o lasce masz ochotę donieść jego żonie, ani dać mu do zrozumienia, że mimo tych bzdur tak naprawdę ci się on podoba. I choć na poziomie języka rozumiecie się bez problemów, bo słowa mają określone znaczenie, to nie wszystko możesz mu powiedzieć i nie o wszystkim chcesz słyszeć. Na poziomie emocji, jakie niosą wasze słowa, istnieje jakaś bariera nie do pokonania, pustka, tafla szkła – samotność.”
(s.224-225)

„Nie da sie usunąć przyczyny transseksualności i zmienić jej istoty. Nie da się zmienić tak podstawowej cechy osobowości jak tożsamość płciowa. Jedyne, co można zrobić, to pomóc osobie transseksualnej zmienić ciało i wizerunek społeczny po to, aby mogła uzgodnić poczucie własnego „ja” z obrazem swojej osoby.”
(s.231)

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
  • kopia komentarzy:

    Pani Kluskowa

    piątek, 2 maja 2014, 14:01

    Wydaje się że to bardzo fajna książka. Też miałabym ochotę ją
    przeczytać. Pytanie tylko czy którykolwiek z tych internetowych
    krzykaczy po nią sięgnie, tak żeby mu się chociaż trochę rozjaśniło w
    tym pustawym łbie…

    lilitu

    piątek, 2 maja 2014, 18:51

    Faktycznie, ta książka może być bardzo ciekawa. Interesuje mnie
    zwłaszcza odbiór pani Ani samej przez siebie i społeczeństwo, zwłaszcza w
    świetle naszego kręgu kulturowego. Cytatów nie czytam, bo czeka mnie
    wycieczka do księgarni :)

    alabastrova.

    niedziela, 4 maja 2014, 04:31

    Ja Panią Anię uwielbiam! :) No i bardzo mi przykro, że nawet w mojej
    rodzinie padają różnej maści określenia na nią i mimo upominania to
    myślenia rodziców już nie zmienię… Natomiast ostatnio posłuchali
    Kórwina i chyba widzą, że są gorsze rzeczy od zmiany łci: bezbrzeżna
    głupota „normalnego” człowieka.

    Marcin.

    poniedziałek, 5 maja 2014, 19:30

    A mnie książka rozczarowała, bo miałem nadzieję na biografię Anny
    Grodzkiej, transseksualnej posłanki, a nie na biografię Ani,
    transseksualistki i edukatorki.

    Owszem, dla osób, które się zidentyfikują z opisami doświadczeń i osób,
    którym ktoś powinien wytłumaczyć różnice pomiędzy transwestytyzmem a
    transseksualizmem, to będzie dobra książka. Niewątpliwie jest lepsza niż
    „Przekleństwo Androgyne” i te wszystkie martyrologiczne cosie.
    Generalnie jak na pierwszy, drugi, trzeci kontakt z tematem, to jest
    świetna lektura.

    Ale ja już mam tak dosyć tych narracji od dzieciństwa poprzez tłumienie
    aż po korektę płci, wszystko poprzez filtr płci… Ile można. No ile. Ja
    chcę coś, gdzie czyjeś bycie trans* będzie jedną z wielu cech i jednym z
    wielu doświadczeń.

    Marie

    wtorek, 6 maja 2014, 22:28

    „Szczęście… Są tylko szczęśliwe chwile. Nie ma takiego momentu, że
    dochodzimy do celu i potem nastaje czas wiecznej szczęśliwości.”

    Ooooo bardzo mądre słowa. Bardzo.

    wendigo

    środa, 7 maja 2014, 01:12

    @Marcin

    Cóż, ja się identyfikuję, więc moje oczekiwania spełniła ;)

    Pytasz „ile można?” – nie wiem, widocznie nie ma wielu takich ludzi, dla
    których transseksualizm jest „jednym z wielu doświadczeń”, dla
    większości chyba jednak jest to największe i najbardziej przykre
    doświadczenie.