3 – trzy

Trzy lata… tyle minęło niepostrzeżenie. To znaczy niedawno myślałem o tym, że to już… a potem sama data przeleciała. Tyle już tu jestem. No i co tu dużo mówić… jak jest źle (jak nie lubię swojej pracy) to myślę o tym, że najchętniej wróciłbym do PL dalej nolajfić przed kompem w domu ;) Ale jak jest dobrze, to wcale o tym nie myślę. A teraz jest bardzo dobrze, to myśl o ewentualnym powrocie odrzuca mnie jak zaraza jakaś :P Może powiem tak: rozumiem ludzi, którzy chcieliby wrócić… jak im się coś nie układa (mam tak samo), ale nie rozumiem jak można chcieć wrócić jak jest fajnie ;) Z resztą tu jest mój dom (też), ja to tak czuję. Teraz mam zmienić miasto… ale też się chyba zadomowię :)
No ale co mi te trzy lata dały… no jeszcze tylko pięć do obywatelstwa :D (albo dwa w związku partnerskim XD ). No i chyba ta o czym wspominam co roku: jazda samochodem. Dużo. Zwłaszcza teraz, jakieś 2000km miesięcznie. Cholera, do tego stopnia przywykłem do prowadzenia samochodu, że nawet mi prez myśl parę razy przemknęło że mooże kieeedyś jakbym już naprawdę nie miał innego pomysłu na utrzymanie, to zostać kierowcą tych transportowych :P Pewnie też nie jest to aż takie trudne. No ale to tak tylko, wróćmy do chwili obecnej…

Złożę to podanie bezpośrednio. Skoro też mnie już drugi kolega z pracy do tego zachęcał… Złożę. Co tam że z wymagań nie spełniam ani jednego :D (zapewne nie jestem pierwszym kto aplikuje na stanowisko powyżej jego kwalifikacji ;) ), jeszcze napisali „język: biegle”, no k*** biegle :D Już mogli napisać chociaż „bardzo dobrze”, ale no k***, biegle? :D Haha, cicho, to znaczy że od dzisiaj znam biegle :D (jak to cholera wpisać w CV… nie umiem kłamać a przecież nie mogę wpisać nic innego :D ). Ale tak poważnie: może wymagań wypisanych w ogłoszeniu nie spełniam, ale za to mam jedną przewagę: już tam pracuję prawie trzy miesiące. A z resztą: czym ryzykuję? Niczym.
No ale to było niezłe: „Pójdziesz tam, do końca, na lewo, schodami do góry i tam będą biura. Będą tam siedziały panie, poprosisz o podanie, weźmiesz sobie do domu, wypełnisz i złożysz” – no jak już mi tak łopatologicznie kolega wytłumaczył co mam robić, to głupio byłoby nie złożyć :D No to żeśmy (ja i jeszcze jeden) tego dnia po pracy ruszyli do tych biur, znaczy patrzę, że tam idzie (a wiem że jemu też mówił o tym podaniu), więc myślę sobie że lepiej razem, bo co tak będziemy po jednym chodzić, z resztą on Niemiec to niech gada :D Pyta czy idę do biura, ja mówię, że tak „a ty?” on też ale się na autobus spieszy, no to przyspieszyłem. On wysoki, jak ruszył po dwa schody – ja za nim :D Matko Boska, myślałem że mi tam serce stanie (kondycja tragedia), jeszcze z tym plecakiem :D Ale nic, wbiegamy na górę – nikogo nie widać. W lewo, w prawo? W końcu się ktoś wyłonił, więc on pyta gdzie odpowiednie biuro, gościu nas pokierował. Poszliśmy, znów on gadał (czyli dobrze to sobie wymyśliłem :D ). Ale gotowych podań nie mają… więc utrudnienie, muszę zobaczyć jak się w ogóle coś takiego pisze :/ I tak patrzę już od tygodnia… ale złożę, nie ma bata.
Chociaż ze dwa dni później mi się wydawało, że ktoś miał jakąś kartkę z logiem firmy… Nawet się zacząłem zastanawiać czy to możliwe żeby skądś jednak takie podanie wytrzasnął? (ale w biurze ds. personelu by nie mieli a ten by nagle miał?) ale ostatecznie myślę sobie, że jakby mieli mnie przyjąć to bez względu na to na czym napiszę podanie przecież. A jak nie to nie, więcej niż „nie” mi nie powiedzą ;)

Ok, powyższa część notki była dość rzeczowa, teraz będzie przyjemniej ;)
Któregoś dnia (też w pracy) tak sobie pomyślałem… no bo zawsze miałem gdzieś tam tą wizję z żoną i gromadką dzieci… i czasami czuję się dziwnie, że ta wizja się nie spełni. No ale tak sobie pomyślałem, że czemu by jej nie dostosować do swoich prawdziwych pragnień? Kto mi zabroni? ;) A więc zacząłem sobie wyobrażać jakby to naprawdę było w homoseksualnym związku wychowywać dziecko… i tak na przykład z M. (cichooo, fabułę końcówki fica, którego piszę też muszę obmyślić, no nie? XD ), to chyba ja bym musiał w domu zostać (bo on więcej zarabia :D a przy moich zarobkach to pewnie nawet niańka by się nie opłaciła, bo też by pewnie więcej sobie zażyczyła niż moja wypłata :D ) i w ogóle tego nie widzę, no ale „nigdy nie mów nigdy” :D (nie no, tak poważnie to po prostu uważam, i to bez względu na konfigurację związku, że domem powinno zająć się to, które mniej zarabia – jeśli więc akurat nawet powiedzmy w związku hetero facet zarabia mniej, to przecież bez sensu żeby to kobieta rezygnowała z pracy; bo dziecka chcieli przecież oboje, czyż nie?). W każdym razie tak sobie myślę o tym wszystkim, a nagle odzywa się ten gość obok mnie: „Co ci tam po głowie się kołacze?” ahahaha, to ten sam od „coś taki smutny?” :D no ten to ma wyczucie, nie ściemniam, znowu trafił na moje przemyślenia :D (ja nie wiem, czy jak ja tak sobie myślę, to to jakoś widać po mnie czy co? :D ), ja oczywiście: „Aaa… nic…”, głowa w bok i śmiech jak sobie pomyślałem że z jego biblijnym punktem widzenia, to chyba nie chciałby wiedzieć co mi właśnie naprawdę chodziło po głowie XD

Tego samego dnia (po pracy) myślę sobie: pójść do toalety czy nie? (generalnie nie lubię, nadal nie przepadam za toaletami w takich miejscach jak praca…), no ale patrzę – M. po drodze stoi, idę! :D Podałem mu rękę i życzyłem miłego czasu po pracy (brak mi polskiego słowa na to), to się znów tak ładnie uśmiechnął i odpowiedział: „Das wünsche ich dir auch!” uroczy, nie tam żadne „nawzajem” tylko tak ładnie :D No ale ja mu też tak zamierzam odpowiadać („ja tobie też tego życzę”), bo „nawzajem” czy tam inne „też tak” to można powiedzieć pani w sklepie, a nie takiemu ciasteczku XD

Za to wczoraj w pracy podsłuchałem kolegów jak coś tam gadali o tym, że ktoś blisko mieszka i wydawało mi się, że może o niego chodzić. I tak mi to nie dawało spokoju żeby się chociaż upewnić, i se myślę że no będę znów żałował, że czegoś nie zrobiłem, że w końcu po jakiejś pół godzinie zagadałem o kim była mowa. Okazało się że nie o nim ale od słowa do słowa dowiedziałem się, że tam nie powinno być trudno znaleźć mieszkania, a w ogóle to brat tego gościa obok ma na sprzedaż. Kurde, jeszcze wyjdzie że od prostego pytania kupię mieszkanie, hahaha :D Ale nie no, on chciał sprzedać ale ostatecznie może mi wynająć, albo na razie wynająć a potem z czasem odsprzedać… (bo potem przyszedł ten brat i pogadaliśmy chwilę), w każdym razie chyba we wtorek jadę z nim obejrzeć.
Wow, a to wszystko tylko dlatego, że się przemogłem i zadałem jedno pytanie – jestem pod wrażeniem ile można osiągnąć jak się człowiek odważy odezwać :D Heh, do czego mnie ten facet motywuje :D (bo przecież w życiu bym się nie odezwał gdybym był pewien, że nie gadali o M.). Jakby wyszło z tym mieszkaniem to by była już druga rzecz „dzięki niemu” (a nie, przepraszam, trzecia, bo poza tym nie unikaniem podawania ręki i mijania się, to jeszcze zacząłem codziennie się golić i myć zęby dwa razy dziennie XD /wcześniej myłem raz ;D /).
Oby tylko to mieszkanie nie było za daleko (chociaż jak zapamiętałem dobrze dzielnicę, to jest blisko, tylko że nie w kierunku centrum… no ale ostatecznie do centrum też nie jest znowu AŻ TAK stamtąd daleko). Ale to by było fajnie znaleźć tak szybko mieszkanie, praktycznie bez szukania, przedzierania się przez sterty ogłoszeń, płacenia pośrednikom i całego tego kramu na myśl o którym robi mi się niedobrze… Trzymać kciuki żeby mi się spodobało itp…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.