nie wiem

Rozmawia dziś sobie mama z babcią na Skype, no i akurat wszedłem, i tam zwykłe uprzejmości „wszystko ok” itp., ale akurat miałem koszulkę bez rękawów i po chwili słyszę babcię: „I tatuaż, jak ja tego nie lubię…” Ja na to, że to przecież mój 5 letni i jedyny tatuaż (jak na razie – ale tego nie dodałem). Nie wiem czy nigdy go nie widziała, czy nie pamięta. No ale żebym przynajmniej nie pokazywał jak z nią rozmawiam. No heloł? Po pierwsze, to jestem w moim mieszkaniu i wszedłem do mojej kuchni, sięgnąłem do mojej lodówki żeby nalać sobie mojej Coli i nawet się nie spodziewałem, że będę z kimś rozmawiał (no chyba we własnym domu mogę wyglądać jak mi się podoba?). Nie wiem po co w ogóle mama obracała komputer w moim kierunku. Potem jeszcze jakaś gadka-szmatka i „że jak ci się tak podoba to sobie miej”, to powiedziałem, że owszem, bardzo mi się podoba nadal i jest to rzecz, która cieszyła i cieszy mnie najbardziej ze wszystkich rzeczy. To usłyszałem: „no jak się nie ma innych powodów do radości…”. Tak, dokładnie tak! Może nie mam innych powodów do radości!
nic. nie wiem no. nic, zero, ściana. jak ja mam na coś takiego zareagować? Nawet nie wiem jak się poczułem.
Przede wszystkim chodziło mi o to, że z rzeczy materialnych (a tatuaż jest dla mnie rzeczą materialną w tym sensie że zapłaciłem za niego więc „kupiłem go”) jest to rzecz, która najbardziej i najdłużej mnie cieszy (bo do dziś), ani samochód, ani komputer, ani żadne meble ani nic z kupionych/otrzymanych rzeczy nie cieszyło mnie tak jak tatuaż. I to w taki specjalny, trudny do opisania sposób :)

Generalnie dynda mi kalafiorem co inni myślą o mnie, nawet rodzina, niech po prostu zachowają swoje opinie dla siebie. Bo ja nie wiem jak powinienem na to zareagować.
Potem w rozmowach z psychologiem dochodzimy do wniosku, że gdzie jest mój gniew? W środku. Stłumiony. (I jak ja mam być normalny?) No i nie wiem.
Ludzie mnie nie kochają, kochają swoje wyobrażenie o mnie – tak mi właśnie przyszło do głowy. Chociaż w sumie może tak robimy my wszyscy.

A to już drugi raz w przeciągu jakiegoś miesiąca. Wcześniej było: „a co ci się tam stało?”, „to kolczyk”, „aha… a to już niemodne”, „nie noszę kolczyka z powodu mody”, „ale to tak niepoważnie wygląda”.
I po raz kolejny: zwisa mi, jak mi ktoś na FB napisał, że ten sam kolczyk wygląda niemęsko, to wręcz zachciało mi się śmiać. Ale sposób w jaki babcia mówi takie rzeczy doprowadza mnie do pasji. To se przynajmniej napisałem notkę, a w środę poskarżę się jeszcze psychologowi ;)

No kuźwa. Napisałem notkę na całą stronę o przeżywaniu przez babcię modyfikacji ciała. To tak jakbym ja przeżywał że ona ubrała np. niebieskie klipsy. Wygląd drugiej osoby to JEJ SPRAWA moim zdaniem i tak powinno zostać. A może powinienem zacząć komentować, że nie lubię tych niebieskich klipsów i lepiej jakby ich nie zakładała jak ze mną rozmawia? W sumie dlaczego takie rzeczy mają działać tylko w jedną stronę?
W tej chwili czuję się jak najbardziej normalny. Za to się czuję jakby wszyscy wokół próbowali zrobić ze mnie wariata. Dziękuję za uwagę.

Wnioski: jestem człowiekiem niepoważnym i nie mam żadnych powodów do radości. (paradoksalnie właśnie teraz zachciało mi się śmiać, może to trochę złośliwy uśmiech ale jest)

To teraz przejdźmy do drugiej części notki, gdzie chciałem odnieść się do komentarza ilidanny pod poprzednią notką. „Może musisz sam ze sobą przejść do porządku dziennego” – w kontekście poprzedniej notki… Ma rację, niewątpliwie… I to też muszę jakoś ogarnąć. Tylko jak… w kontekście pierwszej części notki :/

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.