oczekiwania

Z tego co zrozumiałem z dzisiejszej (wczorajszej) rozmowy przy kolacji, to mój kuzyn będzie miał drugie dziecko. Wszyscy mają dzieci. Być może za bardzo jestem podświadomie na tym skupiony, ale mam wrażenie, że wszyscy moi znajomi tworzą szczęśliwe rodziny i w większości mają dzieci.
A ja w związku z tym czuję… no właśnie sam nie wiem jak nazwać to uczucie. To jest jakaś mieszanina, między innymi zaskoczenia, zazdrości. Tak, chyba im zazdroszczę. Normalności. I znowu się czuję gorzej, to znaczy gorszy. I że nie spełniam oczekiwań. (bo mi właściwie ludzie dają to czasem do zrozumienia, np. babcia i ten komentarz o tatuażu). Miałbym teraz ochotę porozmawiać o tym z psychologiem. Już wiem co mi powie – nie muszę spełniać niczyich oczekiwań. Znaczy on mi tego nie powie, tylko zapyta: „czy musisz spełniać czyjeś oczekiwania?” a ja się zgodzę, że nie muszę spełniać niczyich. Chciałbym tylko spełniać swoje własne. A też nie spełniam. I to mnie chyba boli najbardziej. Gdybym spełniał swoje własne oczekiwania, miałbym naprawdę głęboko gdzieś oczekiwania innych.
Mogę naturalnie twierdzić, że mam inną wizję życia itp., problem w tym, że to nie jest prawda. Też bym chciał mieć dziecko. Tylko że aby być naprawdę szczęśliwym, musiałbym chyba wychowywać to dziecko z mężczyzną. A to rodzi kolejną trudność. I naturalnie gdybym zaczął tak ludziom tłumaczyć to bleh… nawet nie chce mi się o tym myśleć, bo niektórzy by mnie zlinczowali za sam taki pomysł.
Czasami tak leżę w łóżku i mózg mi się przegrzewa od myślenia (i wtedy przestaję myśleć i tylko tak leżę, czasem bardzo długo…), i myślę sobie że bardzo trudno zrobiłem sobie na tamtym świecie wybierając takie wcielenie. I tak się tylko zastanawiam co jeszcze…
Tak więc nie mogę nawet twierdzić, że mam inną wizję życia. Skłamanie w tej sprawie zabolałoby mnie chyba jeszcze bardziej. Wiem, bo kłamię już w podobnych.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.