takatam codzienność z życia transa kilka lat po korekcie ;)

Troszeczkę się zagapiłem jeśli o termin zastrzyku chodzi (jak się bierze co 12 tyg, to tak jest), miałem mieć w poniedziałek, a nie mam nawet recepty :P Przypomniałem sobie w środę, w środę po południu jednak mój lekarz nie przyjmuje, więc wybrałem się do niego dziś (przypominam: po skierowanie, które wysyłam do endokrynologa, skąd dostaję też pocztą receptę). Zastałem karteczkę, że mają urlop i w zastępstwie przyjmuje lekarz na ulicy jakiejśtam (której nie znam), a od 18.08 inny na ulicy tej samej i po numerze sądząc nawet blisko. No jako że dziś mamy „po 18.08”, to od razu tam poszedłem. Faktycznie było to może jedynie 4 domy dalej (w tym kraju raczej nie ma takich przychodni jak w PL, gdzie przyjmuje wielu lekarzy, tu raczej każdy ma swój gabinet, często koło domu/w części domu, no a jeśli któryś lekarz ma urlop, to właśnie tak podaje swoje zastępstwo /oczywiście jak mieszkałem w małym miasteczku z 4 lekarzami, to podane było że pozostali trzej i można było sobie wybrać, tu to jednak wielkie miasto więc podaje się konkretnie) i na szczęście godziny otwarcia podobne, więc dziś po południu miała (bo to lekarka) otwarte. Podchodzę ja więc do recepcji i tłumaczę, że jestem pacjentem dr takiego-i-takiego i że potrzebuję skierowanie do endokrynologa. Pani się pyta po co. Odpowiadam, że przyjmuję stałe leki. Pani się pyta czy może mogę poczekać, bo za tydzień mój lekarz wróci z urlopu. Ja na to, że niestety nie, bo już jestem spóźniony. Ok, pani się pyta co biorę, więc jej odpowiadam i literuję N-E-B-I-D-O ;) Ok, znalazła: „…ale 150 Euro?”, obok akurat jakaś druga przechodziła i mówi: „Tego nie możemy wypisać”, (wiem, nie prosiłem o receptę), ta pierwsza dodaje (już zwracając się do mnie), że w takim razie muszę się z lekarką zobaczyć chyba… Na to ja tłumaczę po raz drugi: „Ale ja to zwykle robię tak, że biorę od mojego lekarza skierowanie, które do endokrynologa wysyłam, a oni mi przesyłają receptę”. Ona: „Czy to są tabletki?” Ja: „Nie, zastrzyki.” – „A kto je panu robi?” – „U mojego lekarza…” – „Aha… no dobrze.” i dalej już poszło bez przeszkód ;)
Ale naprawdę mam już tego całego wysyłania po dziurki w nosie i muszę sobie znaleźć endokrynologa na miejscu. Zwłaszcza, że z tego miasta już się nie zamierzam wyprowadzać na stałe raczej :P

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.